Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 lipca 2023

Szpital włościański Księstwa Łowickiego i miejsce ,,Majówek ''(1831-1869)


 Osada Kapera od Łowicza na Łyszkowice położona jest w odległości 18 wiorst. 

W pośród lasu, w miejscu nader dobrze obmyślanym, plac nowy czyli ,,Kopera'' stało kilka murowanych domów, przeznaczonych na szpital, aptekę, dom dla lekarza, felczera i służby. O koło 1831 r. administracja Księstwa Łowickiego ,w kompetencjach której leżały sprawy zdrowia tutejszej ludności ,utworzyła w osadzie Kapera szpital na 24 łóżka ,utrzymywany kosztem administracji księstwa. Personel szpitala ,jako część kadry urzędniczej zamieszkiwał w Łyszkowicach . Z zatrudnionych lekarzy można wymienić nazwiska :Jan Kęcki, Antoni Porad , Jerzy Sozański . Opieką lekarską otoczeni zostali pracownicy administracji pracownicy cukrowni ,,Irena'', jak również okoliczni włościanie , których bezpłatnie ,,leczono''? Mimo niewątpliwie humanitarnych założeń, szpital ten nie spełniał swojego zadania. Wśród ludności wiejskiej nie było nawyków ani tradycji leczenia chorych. Do szpitala wójtowie kierowali zwykle ludzi ubogich ,parobków, wyrobników lub chorych uciążliwych dla otoczenia, których rodziny chciały pozbyć się z domów. Wielu chorych dowożono do szpitala w stanie agonalnym gdzie wkrótce umierali. Stwarzało to złą renomę dla instytucji i odstręczało zwłaszcza chłopów z najbliższej okolicy od leczenia się, gdyż większość zmarłych w tym szpitalu grzebano z reguły na cmentarzu parafialnym w Lipcach.


Najprawdopodobniej budynek apteki

Najprawdopodobniej budynek apteki

akta parafii Lipce:

,,Lazaret Kapera - Działo się w Lipcach roku 1839 dnia ósmego marca o godzinie dziesiątej z rana stawili się Stefan Soboczyński posługacz z Lazaretu na Kaperze i Stefan Pryk Włościanin z Bobrowy ,obaj pełnoletni i oświadczyli Nam ,iż Jan Ziółkowski Strażnik ,bezżenny, bezdzietny z Łyszkowic ,a rodowo z Wolborza ,umarł wczoraj o godzinie jedenastej w nocy w lazarecie włościańskim Księstwa Łowickiego na suchoty w czterdziestym roku wieku swego ,zostawiwszy po sobie Matkę Agnieszkę w Łyszkowicach....''


[...]Lecz roku 1864, kiedy wszyscy włościanie przez uwłaszczenie zostali właścicielami swych posiadłości czynszowych, na księstwie, jak wszędzie, upadł obowiązek szczególniejszej o nich troskliwości ze strony byłych ich przedtem panów—dziedziców. To też w kilka lat później ów szpital(1869 r.), który był wyłącznie dla nich, został zniesiony, budynki rozebrane, tylko pozostał po aptece dom jeden, w którym teraz mieszka gajowy.

Administracja księstwa jednak, jakby w zamian za zniesiony szpital na Kaperze, płaci co rocznie pewną sumę na utrzymanie 18 łóżek w szpitalu św. Tadeusza w Łowiczu, wskutek czego szpital stosownie został przekształcony i odtąd ma możność przyjmowania większej liczby chorych[...]


Aptekę przeniesiono do Łyszkowic ,którą prowadzili farmaceuci: Leopold Wąsowski ,Józef Niezgodzki,Dobromir Płaczkowski, ten ostatni był jednocześnie urzędnikiem zatrudnionym w cukrowni ,,Irena''.Jego nagrobek znajduje się na pszczonowskim cmentarzu , tak jak wielu innych pracowników cukrowni i pracowników administracji Księstwa Łowickiego .



Ś.p Mateusz Francki
EmerytUrzędnik Administracji
Księstwa Łowickiego
Żył lat 89. Zmarł dnia
19 marca 1877 roku
Prosi o Westchnienie
Do Boga

Nazwa miejscowości pochodzi od nazwiska właściciela młyna p. Kapera .Młyn funkcjonował (pracował) do 1982 roku .W 1880 r .młyn od Państwa Kapera odkupił Ignacy Brzostek z Rembertowa pod Warszawą .Młyn ma o wiele dłuższą historię .W 1548 roku w tym miejscu został wybudowany wiatrak ,przez ten czas różne były koleje młyna w 1860 siłę wiatru zastąpiono siłą spadku wody ,spiętrzono wodę w sztucznym zbiorniku ,zasilanym przez Bobrówkę . 

Lata 90 ub, wieku 

Pod koniec XIX wieku i do lat 80 ub. wieku , osada Kapera stała się dość atrakcyjnym miejscem do wypoczynku, ,,majówek'' ,letnich wakacji ,obozów harcerskich, spotkań integracyjnych itp.



lata 20 lub 30 ub. wieku pracownicy cukrowni ,,Irena,,(dziś się mówi spotkania integracyjne) w miejscowości Kapera .W latach 80 słynne były ,,Dni Chemika,,

[...]A Kapera? Kapera jest to przyjemne ustronie wśród lasu, rozłożonego na pagórkowatej powierzchni. Od kilkunastu lat stała się ulubionym miejscem majówek mieszkańców Łowicza. Młodzież marzy o nim , a gdy lato nadejdzie, jest jednym miejscem wyjazdów dla zdrowia na letnie mieszkania. Zachęca do tego piękne położenie i aromatyczno -żywiczne oraz suche powietrze. Są zielone doliny, wzgórza, z daleka srebrzy się woda i dochodzi turkotanie młyna, jest las zwany „Lechowiec'' iglasty i „Bukowiec,“ co liśćmi zatrzymuje promienie słońca i w upał darzy chłodem , jest i obfita w orzeszynę „Trzcianka,“ są stare dęby z gniazdami sów, źródełko, strumyk płynący, urocze polanki, zarośla i wysmukłe sosny. Czasem z zarośli wysunie się sarna lub daniel, to znowu szelest gałęzi poprzedzi bieg kozła, często razem i kilka rogaczy przebiegnie drogę. Śpiew ptactwa to istne nadziemskie chóry, a miła kukułka, zawsze najgłośniejsza, nie ustępuje przeraźliwemu krzykowi sowy. W kukułki „kuku"—czy w echu — zdaje się słyszeć „witam ,“— takie wszystko tam przyjazne, takie urocze a błogie, że wstrętny krzyk sowy tego nie zagłusza. Duktem lasu, albo gdzieś z brzega , widać w oddaleniu sterczące do góry kominy fabryczne, świadczące, że przemysł w swym pochodzie naprzód zniszczył niemało takich miejsc uroczych i zrobił dla siebie wolne przestrzenie, to też i stamtąd widać, jak na dłoni, wioski i pola w nieprzejrzanej dali, gdzie także były bory , a stopniały w piecu cukrowni w Łyszkowicach . Przy tym są jeszcze, het daleko w smudze na widnokręgu , widoki lasów , jak noc czarnych , albo bliższych, jak wstęga szafiru, częścią tych lasów księstwa Łowickiego jest Kapera .Pomiędzy lasami, na dolinie, jest wioseczka Bobrowa, która jak by się kryła, że jest uboga, choć od Kapery bogatsza. Na miejscu zupełny brak produktów żywności oraz trudna komunikacja mała ilość pokoi do wynajęcia[...]




1- Młyn Kapera rok 1768
właściciel Młynarz Piotr Kapera.
O dwóch gankach z wszystkimi do niego należącymi Porządkami :
Pomieszkanie Młynarskie + Stodołą ,Chlewikami i Karmikami.

2-Młyn Kapera zwany .Młynarz Walenty Kapera



,,Łowicz wiadomości historyczne z dodaniem innych szczegółów.'' Wydał na pamiątkę 35-letniego zamieszkania w Łowiczu Władysław Tarczyński.

,,Łyszkowice z dziejów Osady i Zakładu (1359-1995)''Łowickie Zakłady Farmaceutyczne ,,Polfa' 'w Łyszkowicach .Łowickie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (prace Ł.T..P.N,poz. 4 rok 1996) Redakcja Marek Wojtylak. Redakcja techniczna Krzysztof Sobczak .

,,Dzieje Gminy Maków 1340-2000'' - Jan Józefacki

czwartek, 6 lipca 2023

Z Łyszkowic do Warszawy -marzec 1941 rok

Łyszkowice 1940 r.

 ,,Seuchen-sperrgebiet ! Betreten - verboten,,

(,,strefa ograniczona epidemią! Nie wchodź,,-,,Obszar objęty ograniczeniami epidemicznymi! Wchodzenie - zabronione,,)

[Przez Urzędowego Lekarza zostało stwierdzone ,że nawet po krótkiej rozmowie z żydówką pewien wieśniak ,który już w międzyczasie zmarł ,został zarażony tyfusem .]

...Wjechaliśmy do obiecanego ,,raju,,? Żydówka ,którą wiozłem ,cały czas kłóciła się ze mną ,że za wolno jadę .Tak nie mogła doczekać się tej Warszawy... 

W 1940 roku w czerwcu lub lipcu ,Niemcy wydali rozkaz ,aby wszyscy Żydzi zamieszkujący w Łyszkowicach przebywali w jednym miejscu ,na jednej ulicy ,której połowę zagrodzili drutem kolczastym ,tam gdzie mieli swoją bibliotekę, należącą do sieci noszącej imię wybitnego pisarza I. L. Pereca. To miejsce nazywali gettem. Nie wolno im było samowolnie opuszczać tego miejsca. 


,,charakterystyczna opaska,,
Łyszkowice 1940 rok.

W 1941 roku Niemcy ogłosili ,że wszyscy Żydzi mają się stawić w Warszawie ,bo tam jest dla nich dużo miejsca i pracy. Wszyscy Żydzi mieli opuścić Łyszkowice do kwietnia .Uwijali się zatem wszyscy jak mogli ,żeby jak najszybciej stąd wyjechać .Prosili chłopów z okolicznych wsi, żeby ich do Warszawy (oczywiście odpłatnie) wozami zawieźli. Mnie też o to poproszono ,więc się zgodziłem .W marcu ,pamiętam, że to była niedziela ,pojechałem rano do Łyszkowic i pomogłem załadować się czwórce Żydów ( dwoje starszych i dwoje młodszych ).Wyjechaliśmy około dziesiątej przed południem .Około 14 dotarliśmy do Łowicza i tam w pobliżu starej rzeźni zrobiłem postój na popas konia ,bo do Warszawy był kawał drogi -około 100 km. W Łowiczu okazało się ,że jeszcze więcej wozów jedzie do Warszawy w tym samym celu. Ruszyliśmy w stronę Sochaczewa ,gdzie dojechaliśmy już w nocy .W Sochaczewie znów zrobiliśmy postój ,aby konie odpoczęły, po czym ruszyliśmy do Błonia .Było ciemno ,znów zrobiliśmy postój ,żeby konie nakarmić i dać im odpocząć ,bo ludzie mówili ,że do Warszawy jest jeszcze około 30 km. Żydówka ,którą wiozłem ,cały czas kłóciła się zemną ,że za wolno jadę .Tak nie mogła doczekać się tej Warszawy .Gdy ruszyliśmy z Błonia ,było już widno i tak powoli ,krok za krokiem zbliżaliśmy się do stolicy. Słonice już dobrze grzało, kiedy dojechaliśmy do miasta .Na jego granicy stała warta - chcieli przeprowadzić rewizję wozów ,ale Żydzi zrobili składkę i w ten sposób ,przekupując wartowników ,uniknęli przeszukania .Słońce już było na południu ,a końca jeszcze nie było widać .Wreszcie dojechaliśmy do bramy getta. Wartownicy zażądali łapówki ,na co Żydzi oczywiście byli przygotowani. Brama została otwarta .Wjechaliśmy do obiecanego ,,raju,,( takie wyobrażenie o getcie mieli Żydzi ,których wiozłem).Trudno opisać co tam zobaczyłem .Dzieci konały na ulicy ,a ludzi było tak dużo ,że trudno było przejechać .Jechaliśmy dalej ,bo moi pasażerowie myśleli ,że dalej będą czekać na nich z otwartymi ramionami ,ale zdziwili się ,że nikt się nimi nie interesuje i nie wychodzi na spotkanie .Im jechaliśmy dalej ,tym było gorzej, Moi pasażerowie postanowili zamieszkać w starym autobusie ,napotkanym po drodze. Pomogłem im wyładować zabrane rzeczy. Gdy zdejmowaliśmy worki z kartoflami ,jeden z nich się rozwiązał i ziemniaki rozsypały się na ziemię .Wtedy dzieci żydowskie ,przypatrujące się nowo przybyłym, rzuciły się na te ziemniaki i jadły je jak jabłka .Powiedziałem że potrzebna mi woda, aby napoić konie. Zaraz zjawiła się gromada dzieciaków z wodą ,w zamian oczekując chleba, bo zobaczyły ,że mam wielki bochen ,który na drogę upiekła mi matka .Rozdzieliłem cały ten chleb między głodne dzieci .Gdy wyjechałem z Warszawy ,była już szarówka .Do domu dojechałem we wtorek po obiedzie[...]




W okresie międzywojennym w Łyszkowicach mieszkało około 550 Żydów ,zajmowali się głównie rzemiosłem i drobnym handlem. Po wybuchu II wojny światowej do Łyszkowic przybyła też dość znaczna liczba żydowskich uchodźców głównie z Łodzi, Zgierza ,Brzezin Aleksandrowa Łódzkiego, Aleksandrowa Kujawskiego. W maju, czerwcu i lipcu 1940 roku, Niemcy utworzyli getta w powiecie łowickim (Łowicz, Łyszkowice, Głowno , Kiernozia, Bolimów Skierniewice).

Do formalnego tworzenia getta warszawskiego Niemcy przystąpili w sierpniu 1940 r. Podstawą było rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka z 13 września 1940 r. oraz wydane przez niego przepisy karno-wykonawcze. Na ich podstawie powstały na przełomie 1940 i 1941 r. odizolowane dzielnice. W dzielnicy żydowskiej koncentrowano wypędzanych mieszkańców okolicznych miasteczek. 2 października 1940 r. dekretem gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera formalnie utworzono warszawskie getto. Przygotowywano je już w lutym 1940 r., a już w kwietniu 1940 r. rozpoczęto budowę pięciometrowego muru. Zamknięcie dzielnicy nastąpiło w listopadzie 1940 r.




,,Roczniki Łowickie tom VII,, 2010 rok.

Józef Szymajda ps.,,Sosna,, por. rezerwy ,pracownik cukrowni w Łyszkowicach na stanowisku maszynisty kolejki wąskotorowej .



czwartek, 29 czerwca 2023

Pogoń Bełchów - kontra Niemcy (1944 r.)

 

Pogoń Bełchów rok 1936 

[...] Pewnego razu do Zdzisława Macandra przyszedł dowódca niemiecki i zaproponował mecz 

,,Polska - Niemcy''. [...]

Mrok szarzyzny okupacji niemieckiej od czasu do czasu rozświetlały mecze piłkarskie czy to zakładowej drużyny Huty Szkła ,czy też Pogoni Bełchów ,Na mecze przychodziło wojsko niemieckie ,które stacjonowało w 1944 roku na bocznicy kolejowej na stacji w Nieborowie (Bełchów ).

Żołnierze niemieccy też chcieli pograć w piłkę ale sami ze sobą ,to nie była atrakcja ,więc zaproponowali spotkanie piłkarskie drużyny niemieckiej i polskiej .Słowo się rzekło ,mecz odbył się w niedzielne popołudnie na ,,trybunach'' komplet publiczności .Niemcy zaprezentowali się widowiskowo .

Przybyli z orkiestrą ,a bramkarz miał rękawice, co u nas było czymś nowym. Mecz zakończył się remisem .Sędziował sędzia niemiecki i trzeba przyznać ,że nawet bezstronnie. Niemcy chcieli okazać że są lepsi i zaproponowali rewanż .W rewanżu Niemcy rzeczywiście byli lepsi. Ale nasi nie chcieli być gorsi ,więc teraz oni wnieśli o rewanż ,który był na naszą korzyść.

Tak minęło kilka kolejnych popołudni   niedzielnych i w ogólnym bilansie nie było rozstrzygnięcia .W czasie ostatniego meczu ,przed wyjazdem Niemców z Bełchowa ,nasi byli o jedną bramkę lepsi.

Wszystko może by się dobrze skończyło ,po sportowemu ,Niemcy zaakceptowali porażkę ,ale wtedy ,,odezwały się trybuny '' i zawodnicy : ,,takie asiory ,a przegrali '' i takie tam różne przyśpiewki :

 Siekiera, motyka, piłka, alasz. 

Przegrał wojnę głupi malarz. 

Siekiera, motyka, piłka nóż. 

Przegrał wojnę już, już, już. 

Siekiera, motyka, gaz i prąd

 Kiedyż oni pójdą stąd ? 

Siekiera, motyka, prąd i gaz, 

a żeby w was piorun trzasł .

Urażona duma nie pozwoliła Niemcom przyjąć takiej zniewagi i ruszyli na naszych z psami ,oprócz tego mieli pistolety ,więc nasz instynkt samozachowawczy podpowiedział ,,wiać'. Zdążaliśmy złapać ubrania i daliśmy dyla w bagna ,Przeciwnicy nie chcieli ryzykować gonitwy po trzęsawisku i odpuścili.

(na następną wygraną z Niemcami ,przyjdzie nam poczekać okrągłe 70 lat.)


Fot: Drużyna piłkarska Pogoń Bełchów z 1936 r. od prawej : 

kapitan drużyny- Kalisiak ,Stefan Wilk ,Bernard Kurcwald, Mieczysław Figat, Bronisław Miler ,Ozdoba, Czesław  Poniatowski ,Tasak, Bronisław Wencel , Kazimierz Sokołowski ,Tadeusz Miler. 

,,Bełchów Daleki i bliski w moich wspomnieniach '' autor :J. Czubatka.     

     

niedziela, 25 czerwca 2023

Furtka do innego świata.



...miejsce nieczyste...Śmierć - nieczysta, ale święta...

Wejście na cmentarz jest w przenośni furtką do innego świata.

Oddanie szacunku temu, który się rozstał z nami,  to jeden z wielkich zbożnych uczynków. 

,,Cmentarze są bowiem obrazem historii. Ich dzieje są także zwierciadłem przemian postawy wobec śmierci, stąd z wyglądu miejsc pochówku odczytywać można losy nie tylko jednostek, ale także wielkich zbiorowości i ich kultur.,,

Książę Konstanty, panujący w Księstwie Łowickim, podarował  morgę gruntu nieopodal wsi Zagórze, z przeznaczeniem na założenie cmentarza . Cmentarz ostatecznie powstał w 1829 lub 1830 r. Wówczas to do Dozoru Bożniczego w Łowiczu przyłączono okoliczne osady, w których zamieszkiwali Żydzi, m.in. Bolimów. Powierzchnia cmentarza wynosiła 1,86 ha,  został ogrodzony ceglanym murem.



Do dzisiaj ,zachowało się około 400 nagrobków, najstarszy z istniejących pochodzi z 1831 r.

Wiarę w życie po śmierci spotyka się w wielu religiach,  jej znaczenie dla religii żydowskiej, zgodnie z naukami  wielkich mędrców, jest bardzo odmienne w porównaniu do innych wyznań.

 ,,dom uroczystego zgromadzenia wszystkich żyjących, dom życia, dom grobów, dom świata,,

W Polsce powszechnie przyjęte jest wywodzące się z języka niemieckiego słowo ,,kirkut”. ,,Kirchhof = dziedziniec kościelny, na którym chowano zmarłych .W różnych rejonach naszego kraju możemy usłyszeć też nazwy: „kierkow”, „kerchoł” czy też określenie „okopisko”.Cały teren cmentarza winien być ogrodzony murem lub płotem, a jeśli nie było to możliwe , jego granice należało oznaczyć rowem lub wałem ziemnym, stąd jedna z polskich nazw „okopisko”

Tradycyjnie, miejsce pochówku powinno być oznaczone nagrobkiem, który ma nie tylko zabezpieczać zwłoki przed zbezczeszczeniem , ale także wskazywać teren rytualnie nieczysty, na który nie mogą wstępować Koheni.

Zgodnie z tradycją żydowską, nie wolno chować dwóch osób w tym samym miejscu, jak również nie wolno po kilkudziesięciu latach uważać miejsca pochówku za nadające się do ponownego zagospodarowania. Nadrzędna zasada mówi: jeśli ktoś został pogrzebany, to grób jest nienaruszalny na wieki, bowiem ciało zmarłego zamienia się w proch i czeka na przyjście Mesjasza, który wzbudzi je do życia. Kiedy  zabrakło miejsca, na stare kwatery nasypywano dwumetrową warstwę ziemi, aby pochówki mogły odbywać się z nienaruszalnością uprzednio złożonych zwłok. Prawo żydowskie stanowi, że ziemia przykrywająca grób należy do zmarłego i nie może być w żadnym stopniu usuwana, ponieważ wywoływałoby to niepokój zmarłego, a sam akt uznany byłby za jego okradanie. Zgodnie z obyczajem, pobożny nie powinien spoczywać obok złoczyńcy. Samobójców chowano pod płotem, a odszczepieńców od wiary – za płotem. W środowiskach tradycyjnych zwyczaj ten zachował się aż do czasu II wojny światowej.

W przeszłości pogrzeb odbywał się w dniu zgonu (przekładano go na później w przypadku niektórych świąt, między innymi Szabatu)W XIX w. władze wydały przepisy nakazujące dokonywanie pochówków z kilkudniowym opóźnieniem.

Obrzędy żałobne zamyka ostatecznie modlitwa Kadisz.

Pogrzeb żydowski - zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego



Cmentarz żydowski w Łowiczu –  znajdujący się przy ul. Łęczyckiej




- korona – symbol najczęściej odnoszony do pobożności zmarłego lub do faktu, że stał on na czele rodziny, gminy bądź innej grupy osób, która pozbawiona została teraz swojego przywódcy, czyli „swej korony”,.....lwy – symbol odnoszący się bezpośrednio do pokolenia Judy, którego geneza sięga do błogosławieństwa udzielonego przez patriarchę Jakuba swoim dwunastu synom. Powiedział Jakub do swego syna Judy: Judo, młody lwie, [...] jak lew czai się, gotuje do skoku, do lwicy podobny. Na nagrobkach oprócz tekstu, który informuje, kim była osoba zmarła, możemy napotkać także przedstawienia symboliczne. Najczęściej są to płaskorzeźby wieńczące epitafia, spełniające funkcję dekoracyjną bądź też posiadające treść symboliczną


- dłonie ułożone w geście błogosławieństwa – spotykane są wyłącznie na nagrobkach mężczyzn, oznacza to, że mężczyźni z tych rodzin pochodzili z rodu Kapłanów (ha-Kohen), czyli potomków brata Mojżesza arcykapłana Aarona.


- dzban i misa – umieszczane wyłącznie na nagrobkach mężczyzn, którzy pochodzili z pokolenia Lewiego (ha-Lewi),osób pełniących funkcje pomocników podczas modlitw. Do ich zadań należało między innymi czytanie w synagodze Tory oraz obmywanie rabinom rąk, do czego używano dzbana i misy.


- świecznik – spotykany wyłącznie na nagrobkach kobiet.


- płaskorzeźba dłoni wyciągniętej w stronę skarbony pojawia się z reguły na grobach kobiet, można przyjąć, że symbol ten stanowi także nawiązanie do hymnu "Kobieta doskonała" ("Eszet Chajil") z Księgi Przysłów 31: "Żonę doskonałą któż znajdzie? (....) Otwiera dłoń dla ubogiego, ręce wyciąga dla biedaka".


Korona - wyjaśnienie tego symbolu tkwi w cytacie z Pirke Awot: "Są trzy korony: korona Prawa, korona kapłaństwa i korona władzy, ale korona dobrego imienia stoi wyżej od nich wszystkich". Płaskorzeźbę tą umieszcza się zatem między innymi na grobach rabinów czy osób darzonych dużym szacunkiem.

Do Łowicza, miasta zamożnego, mającego ludność o kulturze jak na owe czasy dość wysokiej, zawsze chętnie przybywali kupcy z różnych stron świata, ale szczególnie na słynne jarmarki. . Pomiędzy przybyszami nie brakowało i Żydów, ale co do nich było pewne zastrzeżenie w przepisach miejskich:
„Aby zaś oszukania w podatku nie było, sędzia jarmarczny ma obrać chrześcijanina wiarogodnego i jednego dobrze zaleconego żyda, obmyśliwszy mu nagrodę, często kazać rewidować bóżnicę i gospody, gdzie żydzi stawiają”
Spieszyli tu wówczas Anglicy, Bawarczycy, Francuzi, Niemcy, Ormianie, Turcy, Wołosi; dążyli i Grecy z całymi stosami bakali korzeni, i mieszkańcy Buchary z wyrobami wełnianymi, Persowie, z drogimi materiałami i safianami, i Moskale z najpiękniejszymi futrami.
,,W 1526 roku, arcybiskup Jan Łaski zakazał Żydom osiedlania się w osadzie, a mieszkających już w Łowiczu wygnał.....''
,,Privilegium de non tolerandis Judaeis''przywilej nadawany od XVI do końca XVIII wieku niektórym miastom królewskim, zakazujący Żydom zamieszkania w takim mieście i posiadania w nim nieruchomości, oraz zabraniający im wstępu do miasta z wyjątkiem określonych dni – najczęściej targów i jarmarków.
XV i w początkach XVI ,wiele miast wywalczyło sobie prawo privilegia de non tolerandis iudaeis czyli całkowitego usunięcia Żydów z aglomeracji. 
Międzyrzecze w r. 1520, Warszawa— 1527, Sambor — 1542, Wiślica — 1542, Radziejów — 1546, Wilno — około 1551, Krasnystaw— 1554, Bydgoszcz — 1555, Wieliczka — 1556, Nowa Nieszawa — 1559, Wieluń — 1566, Biecz — 1569, Krosno — 1569, Pilzno — 1577, Drohobycz — 1578, Stężyca — 1581, Opoczno — 1582, Chęciny — 1597
W roku 1521, w roku kiedy Turcy zdobyli Belgrad, co nie mogło pozostać bez wpływu na środkowoeuropejski handel, miasta polskie zawiązały koalicję przeciwko Żydom. Zachował się do naszych czasów list jaki patrycjusze Lwowa wystosowali do swoich kolegów z Poznania:
„Słyszeliśmy — piszą — że i wy, Panowie, niemało macie kłopotów z Żydami. Prosimy Was zatem, zechciejcie nas zawiadomić, czybyście razem z nami nie mogli przedstawić na najbliższym sejmie u stóp tronu królewskiego zażaleń w sprawie wolności Żydów a naszej opresji. Żywimy nadzieję, że jedno wspólna akcja przeciw Żydom przyprawi ich o utratę swobód”.

W r. 1873 przygodny korespondent jarmarczny napisał:
„Cicho wszędzie, głucho wszędzie,
Żydów nie ma, nic nie będzie”

Po trzecim rozbiorze Polski, w 1796 r. Łowicz stał się miastem rządowym .Żydzi rozpoczęli starania o otrzymanie oficjalnego zezwolenia na legalne osiedlenie się w mieście i taką od władz pruskich  ,otrzymali w 1797 r, bez możliwości budowy własnych  domów .Pierwszymi byli  bliżej nie znani Cuker,Pinkus,Borowski ,Plamka Za pierwszymi byli następni dla których zaczęto wyznaczać rewiry po jednej ze stron ulicy ,Piotrkowskiej przylegającej do Nowego Rynku oraz ul. Bielawskiej do rogu Podrzecznej.
W tym czasie społeczność żydowska Łowicza zorganizowana została w rodzaj przy kahałku, podległego gminie w Sochaczewie. Status przy kahałku został oficjalnie nadany organizacji Żydów łowickich dopiero ok. 1820 r. Nie założono jeszcze cmentarza, więc zmarłych grzebano na cmentarzu żydowskim w niedalekiej Sobocie, a modlitwy odprawiano w pomieszczeniu zastępczym. Sytuacja uległa zmianie w 1821 r., kiedy to dekretem rządu carskiego, zniesione zostały kahały, a na ich miejsce wprowadzono Dozory Bożnicze. Wówczas też społeczność żydowska miasta zaczęła czynić starania, zmierzające do utworzenia w Łowiczu takiego Dozoru Bożniczego, który sankcjonowałby istnienie administracji gminy żydowskiej na tym terenie. Z istnieniem Dozoru wiązała się możliwość uzyskania zgody na budowę własnej synagogi i utworzenie miejscowego cmentarza.


                                        Zduńska 53- Łowicz [1897 r]

Ze względu na brak funduszy budowa synagogi trwała 26 lat, według projektu Michała Dobromysłowa i Ferdynanda Eichhorna, wzniesiona przez tego drugiego i oddana do użytku 1897 roku. W nienaruszonym stanie przetrwała 42 dwa lata ,w listopadzie 1939 roku uległa spaleniu a ruiny zostały rozebrane w 1942 roku .


W 1808 r. było 60 rodzin , w 1862 r. – 2061 mieszkańców pochodzenia żydowskiego . Liczba ta stopniowo rosła, w 1897 r. mieszkało w Łowiczu 3559 Żydów.
























sobota, 24 czerwca 2023

Pytał Pan o kontakty z Żydami ?

Łowicz -okres między wojenny.

 [...],,Obok siebie żyły dwa światy, zupełnie swoim życiem.''

,,oj wy go nie słuchaj-ta ,on bez czapki jada''.

Żeby ludzie się do siebie zbliżali, musi istnieć jakaś płaszczyzna porozumienia, żeby móc choć o czymś rozmawiać. Tego nie było. Nie mieli żadnych wspólnych zainteresowań. Współżycia żadnego między tymi dwoma odłamami społeczeństwa nie było. Zresztą oni się nie angażowali w nic, poza tym, że byli reprezentowani w Radzie Miejskiej. Wywierali tam wpływ na wybór burmistrzów, decydowali na którą stronę się przechyli szala.

- Na ile Żydzi byli widoczni w mieście, gdzie mieszkali?

Byli bardzo widoczni, mimo że Łowicz był najmniej żydowskim miastem w okolicy w porównaniu ze Skierniewicami, Sochaczewem i Kutnem zwłaszcza, które Żydzi nazywali Kitno. W Łowiczu skupiskiem Żydów była ulica Zduńska, na której do wyjątku należały sklepy polskie, i w ogóle Polacy jako mieszkańcy. Była ona praktycznie wyłączona z ruchu chrześcijańskiego, na niej się koncentrował cały handel żydowski i rzemiosło.

- Polacy nic więc nie kupowali na Zduńskiej?

Tyle o ile, bo przecież były całe branże opanowane przez Żydów. Nie kupowano raczej u nich artykułów spożywczych. Sklepy spożywcze zasadniczo były polskie i sprzedawano w nich Polakom. Ja w sklepach żydowskich nie kupowałem, brzydziłem się po prostu. Sklepy mięsne z wołowiną były monopolem żydowskim. Była może jedna jatka polska , reszta to były żydowskie. Natomiast wieprzowina to była wyłączna domena polska, ze względów religijnych oczywiście Żydzi od tego stronili.

- Czy to znaczy, że w polskich sklepach wołowiny nie sprzedawano?

W polskich sklepach nie, tylko wieprzowinę. Cała ulica Kozia to były jatki z wołowiną, żydowskie. Żydowskie też było czapnictwo, krawiectwo. Pierwszy sklep polski z materiałami łokciowymi, czyli włókienniczymi, to był na ulicy Zduńskiej sklep braci Kozów. Warsztat krawiecki był na piętrze, na parterze mieli ten sklep. To był pierwszy tego rodzaju sklep polski. Pamiętam, że mundurek mi szyli. Krawiectwo było całe opanowane przez Żydów, lepiej było w szewstwie. To już byli Polacy zazwyczaj, bo to było bardziej podłe zajęcie, mniej się zarabiało niż w krawiectwie.

- Polacy w ogóle chodzili po Zduńskiej ?

Musieli, ze względów komunikacyjnych, ale żeby ktoś się wybrał na spacer wieczorem, czy po nabożeństwie, to nie wszystko szło na Podrzeczną. Ulica Podrzeczna to było corso.(ulica będąca miejscem spacerów i przejażdżek) Tam udawano się po nabożeństwie majowym, czy różańcowym .Nabożeństwa majowe odbywały się w kaplicy po misjonarskiej, a różańcowe w kościele popijarskim. Młodzież wychodziła wtedy z kaplicy ,czy kościoła i spacerowała do późnych godzin ,ale nie po ulicy Zduńskiej. Zduńska była zupełnie wyizolowana z życia ,tak jak teraz wyizolowana jest zupełnie Podrzeczna .Była wtedy na rogu ulicy Koziej i Podrzecznej budka z wodą sodową nijakiej Pani Oskulskiej .To był taki punkt zatrzymania .Spacerowano od Kolegiaty do Pani Oskulskiej i wracano. Młodzież starsza do późnego wieczoru spacerowała .Tylko dzwon wybijał godziny na wieży kościelnej .W dzień zresztą Podrzeczna też była uczęszczana ,bo był tam sąd ,kancelarię miał notariusz ,więc wielu chłopów przyjeżdżało załatwić różne sprawy. Kino też było na Podrzecznej .W niedzielę więc można było tan spotkać całe miasto Po prostu było tłoczno.

- Gdzie mieściła się synagoga?

Przy ulicy Zduńskiej oczywiście . Bardzo długo ciągnęła się jej budowa. Oprócz niej mieli Żydzi jeszcze domy modlitwy w zwykłych kamienicach, najczęściej dwa, trzy pomieszczenia. Taki dom modlitwy był np. na rogu Browarnej i Zduńskiej, po lewej stronie, idąc do Rynku Kościuszki za rogiem. Tam się zbierali w szabas. Cała Zduńska zamierała, wszystko zamykano i dopiero w sobotę wieczorem, jak się szabas skończył, wracał ruch. Żydzi wychodzili, otwierali swoje sklepy ...

- Byli religijni?

Tak, właściwie wszyscy byli religijni. Ta religijność w dziwny zresztą niejednokrotnie sposób się przejawiała. Mogę Panu opowiedzieć zabawną historię .Żelechowski ojciec mojego kolegi z gimnazjum ,ożenił się z Żydówką z Łodzi. Jej rodzice mieli skład artykułów potrzebnych do wyrobu mydła .Od tego teścia Żelechowski brał surowce i przerabiał je na mydło .W pewnym momencie ,jak nabrał już tych surowców od teścia na pewną sumę ,to ogłosił ,że jest plajta, że zbankrutował .To była bardzo poważna suma ,chyba kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ogłosił, że nie ma z czego zapłacić .Teść w różny sposób monitował ,jak to nie pomogło ,to wziął syna i przyjechał do Łowicza i udał się do Żelechowskiego .Doszło tam do strasznej awantury ,chcieli się bić, do tego stopnia ,że wezwali policję ,żeby podać do sądu ,co było wbrew zasadom religijnym i narodowym .Policja interweniowała ,całe miasto było poruszone .Teść nic nie wskórał .

Był akurat piątek ,zaczynał się szabas i pobożni Żydzi udawali się do domu modlitwy ,więc ten Żelechowski poszedł tam ,a za nim ruszył teść ze swoim synem i tam teść znowu przeciw niemu wystąpił .W domach modlitwy odbywały się bowiem sądy żydowskie ,Żydzi unikali sądów państwowych tylko między sobą załatwiali spory .

Wystąpił z mową ,że: ,,jak wy tu możecie trzymać między sobą takiego złodzieja ,tego Żelechowskiego ,przecież on mnie okradł ''.Żelechowskiemu zabrakło argumentów ,ale nie stracił rezonu ,w pewnym momencie mówi:

,,oj wy go nie słuchajcie ,on bez czapki jada''.

Prawowity Żyd ,pobożny ,powinien jadać w czapce .Tego z Łodzi to położyło ,przegrał. Policja odmówiła interwencji .Teść pojechał do Łodzi ,nic nie załatwił, a później podał Żelechowskiego do sądu państwowego.

- A czy kontakt nie rodził się naturalnie , w szkole ?Nie mieliście panowie kolegów w klasie gimnazjalnej ?

Nikt ich do domu nie zapraszał, żadnych wizyt nie składali. Myśmy nic od nich nie chcieli ani oni od nas. Powtarzam: żyli swoim życiem[...]


( fragment wywiadu z Tadeuszem Gumińskim ,,Historia Dobrego Życia '' (II) Kwartalnik Historyczny 2003 r. )

Szajka hien cmentarnych -Skierniewice 1937 rok

  Już od dłuższego czasu na cmentarzu w Skierniewicach nieuchwytna szajka złoczyńców — hien cmentarnych okradała groby, zabierając części me...