„Tak historia ich oceni
Jak
walczyli wtedy tam
Dając przykład pokoleniom
Jak się strzeże
Polski bram.”
Dnia 25 V 1920 w bitwie pod Bielkami (
wieś w rejonie postawskim obwodu witebskiego na Białorusi) plut.
Szymański Stanisław, dowodząc plutonem karabinów maszynowych –
otrzymał rozkaz zatrzymania nieprzyjaciela, dopóki nie wycofa się
II baon. Plut. Szymański nie zważając na wielkie straty w swym
oddziale, wypełnił powierzone mu zadanie. Tym pełnym bohaterstwa i poświęcenia czynem plut. Szymański umożliwił odwrót żołnierzy II baonu.
WALKI POD BIELKAMI

W maju 1920 roku Rosjanie, chcąc
przeciwdziałać sukcesom polskim, osiągniętym na Ukrainie,
rozpoczęli ofensywę na północy. Tu po przełamaniu frontu
polskiego na odcinku I-ej armii od Połocka do Lepla, rzucili
przewagę swych sił w kierunku Molodeczna, dążąc do rozbicia
lewego skrzydła armii polskiej i połączenia się z Litwą. W przeciwnatarciu wojsk polskich wzięła
udział sformowana w tym celu grupa płk. Małachowskiego, w której
skład wchodzi 30-у pułk strzelców kaniowskich, zaalarmowany w
Wilnie. W dniu 19 maja pułk wyładował się na stacji kolejowej
Ignalino, skąd natychmiast wyruszył pieszo w kierunku
Szarkowszczyzny. Ogromny upał dokuczał niemożliwie, tumany kurzu
pokrywały maszerujące kolumny szarą powłoką. Po całodziennym
forsownym marszu 30-y pułk strzelców
kaniowskich dotarł wieczorem do zniszczonego w czasie wojny
światowej miasteczka Twerecz, gdzie zatrzymał się na noc, by po
krótkim odpoczynku wyruszyć wczesnym rankiem w dalszą drogę. Cały
następny dzień zeszedł również na marszu. O godzinie 24-ej pułk
dochodzi do Siemianowicz. Zaledwie bataliony i sztab pułku zdążyły
rozlokować się we wsi, gdy przybył do dowódcy pułku mjr.
Jacynika oficer łącznikowy ll-go pułku ułanów z prośbą o
udzielenie natychmiastowej pomocy oddziałom ll-go pułku ułanów
i 21-go pułku piechoty, które, znajdując się w bezpośredniej
styczności z wrogiem, z powodu przemęczenia, braku amunicji i
silnego naporu nieprzyjaciela, będą zmuszone do wycofania się i
spalenia dwóch dużych mostów na Dzisience, co może mieć
zgubne następstwa dla dalszej akcji. Ponieważ łączność
telefoniczna z dowództwem grupy nie była jeszcze nawiązana, a
sytuacja wymagała szybkiej decyzji, mjr. Jacynik na własną
odpowiedzialność alarmuje II batalion, nakazując mu mimo zmęczenia
natychmiastowe zajęcie zagrożonego odcinka od jeziora Oświata przez wsie
Ziemce i Bielki do Tyźbicy. Tego dnia nieprzyjaciel bezskutecznie
starał się przełamać opór pułku pod Bielkami. Oddziały
rosyjskie zachowały groźną postawę, powtarzając natarcia niemal
codziennie. 24 maja około godziny 9, artyleria nieprzyjacielska
poczęła bić gęsto szrapnelami. Wkrótce na widnokręgu pojawiły
się niewielkie grupki atakującej piechoty sowieckiej.
Z łatwością dało się spostrzec, że nieprzyjaciel większą
część swych sił kieruje na Tyźbicę, obsadzoną dwiema kompaniami przydzielonego przez
dowódcę grupy 28-go pułku strzelców kaniowskich, i na Bielki,
bronione przez półbatalionu 30-go pułku strzelców kaniowskich kpt.
Kańskiego. Ostra wymiana strzałów świadczyła o
mocy natarcia. Pod silnym uderzeniem przeciwnika kompanie 28-go pułku
wycofały się, odsłaniając prawe skrzydło półbatalionu. Kpt.
Kański pozostał na stanowisku, broniąc się uporczywie przed
naporem pułków sowieckich. Zawzięta walka zawrzała ze wszystkich
stron. Jedyną drogę odwrotu na Połów zdołali Rosjanie przeciąć,
grupując na niej przewagę liczebną swych sił. Groza zawisła nad
garstką walecznych żołnierzy. Gorsze nieszczęście od
śmierci, bo niewolę, odwrócił od niej dowódca 3-ej kompani,
por. Ługowski, który, widząc niebezpieczeństwo, rzucił się bez
namysłu na czele swej kompani do ataku na bagnety. Nieprzyjaciel,
zaskoczony uderzeniem, rozstąpił się, kompanie wydostały
się z matni, jednak por. Ługowski padł ciężko ranny na polu
walki, zaszczytnie spełniając swój obowiązek żołnierski. Tymczasem ruch przeciwnika na Mariampol
był tak szybki, że ogarnięty nim pod folwarkiem pluton artylerii
nie zdołał wyciągnąć ostatniego działa. Na szczęście, w
krytycznej chwili nadbiegł mjr. Jacynik z dwiema kompaniami
odwodowymi i uderzył na szeregi rosyjskie, które rażone gradem kul
cofnęły się, pozostawiając w popłochu niedawno zdobytą armatę,
4 karabiny maszynowe i kilkunastu jeńców. 30-y pułk zajął
opuszczone poprzednio wsie Bielki i Tyźbicę. Począwszy od dnia 28 maja, walki pod
Bielkami przeistoczyły się w szereg krwawych starć z przeważającą
liczbą oddziałów sowieckich, odpieranych niejednokrotnie ze
znacznymi stratami. Ostatecznie 30-y pułk strzelców kaniowskich,
mając zagrożone drogi odwrotu, otrzymuje rozkaz wycofania się na
Koziany. Tu w ciągu dnia 30 maja bije się do późnej nocy, by pod
jej osłoną z powodu znacznych strat i niedogodnych warunków obrony
na podstawie rozkazu dowództwa grupy, nie niszcząc mostów, opuścić przyczółek mostowy Koziany. Następnie
wycofuje się do Widz i zajmuje odcinek w starych okopach
niemieckich.

Stanisław Szymański, urodził się 1
listopada 1898 we wsi Gzinka,parafii Domaniewice w powiecie łowickim
guberni warszawskiej, w rodzinie Antoniego i Scholastyki z domu
Matys. Po ukończeniu szkoły powszechnej we
wsi Mastki 1912 roku ,pomagał w gospodarstwie ojca. We wrześniu 1916 (inne dane 1915)
wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej i został dowódcą
plutonu we wsi Chąśno w powiecie łowickim, używał wówczas
pseudonimu „Wieloch”. 11 listopada 1918 na czele plutonu rozbroił
stawiających opór niemieckich żandarmów z posterunku w Chąśnie,
następnie w Łowiczu. Jeszcze w tym miesiącu wstąpił do Wojska
Polskiego, do organizującego się w Łowiczu 30 Pułku Piechoty
Ziemi Łowickiej , z którym wyruszył na front. (w późniejszym czasie pułk przyjął
nazwę 30 pułk Strzelców Kaniowskich ) Awansował na plutonowego,
dowodził plutonem 2 kompanii karabinów maszynowych. Szczególnie
odznaczył się w boju pod Bielkami ,poległ pięć dni później w
ataku na Koziany podczas ofensywy Armii Rezerwowej na Białorusi,
prawdopodobnie pochowany na polu bitwy.
Pośmiertnie odznaczony:
Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego
Virtuti Militari – nr: 1242 – 28 lutego 1921
Krzyż Niepodległości – 9 listopada
1931 „za pracę w dziele odzyskania niepodległości”
Krzyż Walecznych nr :57484
W roku 1937 ,mama Stanisława napisała list ,prośbę do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej o jednorazową zapomogę ???
ZDOBYCIE
KOZIAN
Rosjanie
po zajęciu Kozian całą uwagę swoją poświęcili gorączkowej
pracy nad umocnieniem przy czółka mostowego. Nie wysuwali większych
oddziałów poza drobnymi patrolami zwiadowczymi, które z rzadka
docierały do drutów kolczastych pozycji polskich przed Twereczem i
Widzami. Koziany były jednak zbyt ważnym punktem, by można je było
bez uszczerbku dla przyszłych działań pozostawić w rękach
nieprzyjaciela. To też dnia 30 maja dowództwo grupy pułk.
Małachowskiego zarządziło natarcie. Atak był przeprowadzony
dwiema kolumnami: prawą pułk. Tarabanowicza i lewą — mjr.
Jacynika. Lewa kolumna zgrupowana w miejscowości Widze, wyruszyła
przez Lipowicze, Bohin, Uście celem zaatakowania wsi Pasternaki,
położonej na wschód od Kozian, by ułatwić w ten sposób natarcie
prawej kolumnie,atakującej z frontu. Późną nocą II batalion
30-go pułku strzelców kaniowskich, jako straż przednia lewej
kolumny, dotarł do wsi Uscie, a nie minęło i pół godziny, gdy
wszedł w głuche lasy i gęsto wśród nich rozsiane bagna. Szczęk
żołnierskiego rynsztunku zlewał się z miarowym tupotem nóg. Noc
była duszna i niezmiernie dokuczliwa. Zmęczenie coraz bardziej
obejmowało szeregi maszerującej kolumny,która odrzuciła drobne
patrole nieprzyjacielskie i dotarła do wsi Pasternaki. W tym czasie
zarówno główne siły mjr. Jacynika, jak i prawa kolumna pułk.
Tarabanowicza, doszły do pozycji rosyjskich przed miastem. Za chwilę
zawrzała walka na całym froncie. Oddziały sowieckie, ściśnięte
w pogiętej linii okopów, silnie bronionej dużą ilością
karabinów maszynowych, prażyły niemiłosiernie ogniem, stawiając
opór, o który bezskutecznie rozbijały się wszystkie polskie
ataki. Ogień wzmagał się z minuty na minutę, nie dając przewagi
żadnej ze stron walczących. Kto wie, jaki byłby wynik tej walki,
gdyby nie wszedł w grę II batalion. Nieprzyjaciel, nie
podejrzewając niebezpieczeństwa, uwikłany w walce czołowej, mniej
zwracał uwagi na swoje tyły, sądząc, że główny wysiłek
natarcia polskiego idzie z frontu. Tymczasem nad ranem batalion,
niespodziewanie dla przeciwnika, jak wicher ruszył do ataku na wieś
Pasternaki, zdobywając ją po gwałtownej walce na bagnety. Na
próżno nieprzyjaciel wysilał się, by powstrzymać marsz batalionu
na Koziany. Batalion mimo zmęczenia i wyczerpania zajmuje wieś
Borowe i cmentarz na wschodnim krańcu miasteczka. Pułki
sowieckie w panice opuściły okopy, cofając się na południe w
jednym jeszcze dostępnym dla nich kierunku odwrotu na Postawy. Część
poniosła śmierć w nurtach Dzisny, część została wybita lub
wzięta do niewoli. Popłoch wroga był tak wielki, że nie
zdążył podpalić mostów mimo całkowicie już przygotowanego do
ich zniszczenia materiału. 30-y pułk wziął wówczas do niewoli
dowódcę batalionu rosyjskiego, przeszło 170 jeńców, 7 karabinów
maszynowych, aparaty telefoniczne oraz znaczną liczbę wozów i
koni. W walce o Koziany wyróżnili się: plut. Kazimierz Nowakowski
odwagą swoją i kpr. Stefan Mazurek, który mimo niezwykle silnego
ognia, jakim nieprzyjaciel raził atakujących, rzucił się na czele
swej sekcji do okopów wroga, zdobywając jeden z najbardziej
czynnych karabinów maszynowych.













