Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 2 sierpnia 2026

Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

 


Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki.


„Na przełomie października i listopada 1945 r., odbyły się w Łowiczu obchody Święta Poległych Bojowników o Wolność. 31 października w Domu Ludowym miała być wystawiona sztuka pt. «Partyzantka Z.W.M.», na scenie kina «Polonia» przygotowywano dekoracje. Próby grupy dramatycznej Związku Walki Młodych odbywały się na pierwszym piętrze kamienicy na Starym Rynku pod numerem 2, w sąsiedztwie ratusza. W jednej ze scen młoda dziewczyna, w której rolę wcieliła się siedemnastoletnia Stanisława Cichoń z Łowicza, zostaje zatrzymana przez żołnierza niemieckiego, odmawia odpowiedzi na nazistowskie pozdrowienie i wkrótce potem zostaje zastrzelona. Mundury i broń były autentyczne. Niemca grał młody polski żołnierz, którego oddział stacjonował w mieście. Prawdopodobnie zaraz po próbie miał zacząć służbę w patrolu. Pod koniec spotkania okazało się, że właśnie tę scenę trzeba powtórzyć jeszcze raz. Dziewczyna odważnie wypowiedziała swoją kwestię: «Jestem Polką i Hitlera chwalić nie będę!». Chłopak mierzył w głowę Stasi z pistoletu na nacisnął spust. Padł strzał, młoda aktorka zginęła na oczach osób obecnych na próbie. Żołnierz, którego nazwiska już nikt dzisiaj nie pamięta, nie rozładował broni. Później próbował odebrać sobie życie, ale w porę go powstrzymano. Podczas przeprowadzonego dochodzenia stwierdzono, że przyczyną śmierci dziewczyny był nieszczęśliwy wypadek. W czasie pogrzebu niósł jej trumnę w asyście innych aktorów. Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło ją na cmentarz kolegiacki, gdzie została pochowana 24 października 1945 r. Była to ostatnia w Łowiczu ofiara drugiej wojny światowej”


 

/ Warta honorowa przy trumnie S.Cichoń, członkini Związku Walk Młodych z terenu Łowicza. Wartę pełnią m.in. Nagłowski, Paruzel  /


środa, 22 lipca 2026

Aeroplanem z Nancy(Francja) do Skierniewic rok 1912

 



[...]  Zdumiewająca ta wiadomość po bliższym sprawdzeniu, okazała   się prawdziwą. W celu zebrania na miejscu bliższych wiadomości, dziś po północy wyjechał samochodem do Skierniewic specjalny korespondent naszego pisma. Zapewniono nas  z poważnych źródeł, że, istotnie, znany lotnik francuski, Lucien Maurice Prevost, który niedawno zjednał sobie wszechświatową popularność nader udatnym przelotem na dystansie Paryż—Londyn, wyruszył w podróż napowietrzną z Nancy na pograniczu Francji, lądował w Pradze czeskiej w celu odnowienia zapasu benzyny, po czym  wprost ze stolicy Czech skierował lot do Warszawy. Przybycia Prevosta oczekiwano na polu Mokotowskim do późnego wieczora ,gdzie w tych dniach odbywają się ćwiczenia lotników Daremnie Lotnik nie przybył. Według otrzymanej depeszy, wylądował pod Skierniewicami, gdyż nie mógł dalej lecieć z powodu wyczerpania się benzyny i zapadającego  zmroku. Odlot Prcvosta z Francji utrzymany był w tajemnicy. Nic wiedziała o nim nawet wszystkowiedząca prasa paryska. Zapewniano nas, że fabryce aeroplanów, na której aparacie odbywa śmiałą podróż Prevost, zależało na tym , aby przedwcześnie nie rozgłaszać wiadomości o nader ryzykownym przedsięwzięciu, które, w razie bardzo prawdopodobnego niepowodzenia, nie byłoby pożądaną reklamą tak dla fabrykanta, jak i  lotnika. Tymczasem niezwykła impreza sportowa powiodła się w zupełności, co jest jednym  więcej świadectwem zdumiewających postępów lotnictwa. Prevost odbywa swą podróż na jednopłacie (monoplanie) systemu De Perdussin, zbliżonym do systemu Antoinette, z motorem „Gnom", o sile 100 koni: struktura- aeroplanu Prevosta obliczona jest podobno na wydobycie z maszyny możliwie największej szybkości, co zresztą wydaje się prawdopodobnym wobec niezwykle krótkiego czasu lotu Z Nancy do Skierniewic [...]



Oblatany w 1912 Deperdussin Monocoque zapisał się w historii jako pierwszy samolot, który osiągnął prędkość ponad 200 km/h. Pod koniec 1911 roku w francuskiej wytwórni lotniczej Aéroplanes Deperdussin powstał jednopłatowy samolot wyścigowy Deperdussin 1912 Racing Monoplane. Zbudowano kilka egzemplarzy Monocoque , które regularnie brały udział w wyścigach lotniczych w 1912 i 1913 roku.





Maurice Prévost / https://fr.wikipedia.org/wiki/Maurice_Pr%C3%A9vost#/




wtorek, 21 lipca 2026

,,Rudy 102 ''ze Skierniewic 1968 r.


,,Załoga czołgu 102 oczekuje wraz z całą brygadą na przeprawę. Janek i Wichura jadą do Marusi. Podczas kontroli żandarmerii okazuje się, że Janek nie ma przepustki. W tym samym czasie Gustlik i Grigorij kończą naprawę czołgu. Postanawiają wypróbować uszkodzone wcześniej działo, oddając kilka strzałów.''


Poligon doświadczalny Kandlitz to w rzeczywistości strzelnica MSW w Raduczu, około 20 km od Skierniewic .Czołg T-34- ,,grający'' Rudego 102 pochodził z 2. Berlińskiego Pułku Zmechanizowanego w Skierniewicach.


Zdjęcie z planu odcinka - "Zakład o śmierć" (13). Ujęcia filmowe realizowano latem 1968 roku na strzelnicy , kiedy obiekt był jeszcze w budowie.


2 Berliński Pułk Zmechanizowany, stacjonował w garnizonie Skierniewice, wchodził w skład 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Tadeusza Kościuszki. Rozformowany w 1990. Jego numer i nazwę podstawową przejął organizujący się 11 pułk czołgów z Giżycka, przekształcając się w 2 Giżycki pułk zmechanizowany.


Berlińskiego pułku już nie ma ,pozostał tylko relikt minionych czasów 2. Berlińskiego Pułku Zmechanizowanego w Skierniewicach.



Manewry na poligonie wojskowym w Skierniewicach rok 1957

(Archiwum fotograficzne Zbyszka Siemaszki )











niedziela, 12 lipca 2026

Dżentelmen w cylindrze -1876 rok

 


Onegdaj w Łowiczu przy stacji kolei żelaznej przystąpił do nas młody człowiek, porządnie ubrany, w cylindrze na głowie, i prosił o wsparcie. — Łaskawi państwo,—rzekł,—jestem z W . Ks. Poznańskiego—nie mam za co wrócić do domu—raczcie co ofiarować. Chcąc się pozbyć natręta, stojący na p l a t formie zebrali między sobą kilkadziesiąt kopiejek i takowe owinąwszy w papier, wręczyli suplikantowi. Młody człowiek wziąwszy jałmużnę, po biegł szybko d ro g ą do miasta. Postanowiliśmy obserwować go bliżej. W Łowiczu jednak nie spotkaliśmy go wcale, dopiero w Skierniewicach spostrzegliśmy, że ów poznańczyk, z biletem zatkniętym za kapelusz, widocznie w wesołym usposobieniu, w towarzystwie drugiego jegomości także pod dobrą datą, raczyli się w bufecie. Z kieszeni palta pierwszego wyglądała flaszka z wódką. Nie dość na tym. Nie komentując się libacjami w bufecie bohater nasz wyciągnął flaszkę z kieszeni, próbował odgryźć jej szyjkę, a gdy mu się to nie udało, poszedł do utrzymującego bufet prosząc o otworzenie flaszki. T u spotkał go zawód smutny, albowiem wesoły koleżka zmuszonym został do zapłacenia kary, gdyż na stacjach, do bufetu trunków z sobą przynosić nie wolno. Przy odejściu pociągu, jegomość ów chodził od wagonu do wagonu, dwóch klas pierwszych, żebrząc znowu o subsydia na powrót do... szynku. Zwracamy uwagę na powyższe indywiduum ,aby w razie gdy zjawi się znowu, przecięto m u możność tak łatwego jeżdżenia koleją i karmienia się cudzym kosztem.




środa, 24 czerwca 2026

Najjaśniejsi Państwo w Pszczonowie przy pomniku Cara - 1890 r.

 


Z Łowicza piszą do Warszawskiego Dniewnika pod dniem 30-ym września:

Wczoraj Najjaśniejsi Państwo raczyli przejeżdżać przez wieś Pszczonów w pow. łowickim.

W oczekiwaniu przejazdu Najjaśniejszych Państwa pomnik, znajdujący się naprzeciwko szkoły początkowej, postawiony tu na pamiątkę bytności tutaj Najjaśniejszych Państwa w roku 1884, został ozdobiony girlandami z zieleni i flagami, a budynek szkolny cyfrą Najjaśniejszych Państwa.


fot: poglądowe 

Na dzień przyjazdu Najjaśniejszych Państwa do wsi Pszczonów zebrano po kilkadziesiąt dzieci ze wszystkich szkół powiatu łowickiego, tak, że w ogóle było do 800 dzieci , a oprócz tego przybyło kilka tysięcy włościan z rożnych miejscowości. Dnia 29 go września rano stało się wiadomym, że Najjaśniejsza Pani przejedzie przez Pszczonów do lasu na polowanie około godz. 11.W tej porze ustawiono chór śpiewaków z dzieci włościańskich koło pomnika, a resztę dzieci szpalerami po obydwóch stronach drogi w kierunku od pomnika ku Skierniewicom. O godz. 11| ukazał się powóz Najjaśniejszej Pani, dzieci i wszyscy obecni krzyknęli ''hura'' a chór odśpiewał hymn narodowy. Przy nieprzerwanym ''hura''

Boże, Cara nam chroń!
Silny, potężny,
Panuj ku chwale, ku chwale nam;


Wrogom odwagę złam,
Carze prawosławny!
Boże, Cara nam chroń!


Jej Cesarska Mość przejechała przez wieś stępem. Minąwszy szkolę początkową, Najjaśniejsza Pani raczyła rozkazać stanąć i zawołać komisarza do spraw włościańskich powiatów, łowickiego i sochaczewskiego Aleksandra Krutikowa i zapytać o nazwę wsi, a także i o to, z jakich szkół są te dzieci .Komisarz miał szczęście udzielić Najjaśniejszej Pani stosownych objaśnień. Następnie Najjaśniejsza Pani raczyła pojechać dalej. O godz. szóstej przy powrocie Najjaśniejszych Państwa i Ich Cesarskich Wysokości z polowania, Cesarska Mość raczył przyjąć od włościan powiatu łowickiego chleb i sól i zapytać komisarza Krutikowa, z jakich gmin są tu zgromadzeni przedstawiciele, oraz powiedzieć, iż pamięta, że była już raz w tej miejscowości. Komisarz Krutikow miał szczęście odpowiedzieć, iż są tu przedstawiciele wszystkich gmin powiatu łowickiego i że Najjaśniejsi Państwo raczyli być w Pszczonowie 6-go września 1884 roku ., na pamiątkę czego włościanie postawili pomnik. Najjaśniejszy Pan raczył podziękować i wręczywszy Krutikowowi tacę z chlebem i solą, którą Najjaśniejszy Pan przez cały czas trzymał‘ w ręku, raczył mu rozkazać oddać ją do jednego z jadących dalej powozów. Przez cały czas zatrzymania się Najjaśniejszych Państwa , chór wykonywał hymn narodowy, a kiedy Najjaśniejsi Państwo raczyli pojechać dalej, wtedy wszyscy obecni przy uroczystych okrzykach „hura!” zaczęli biedź za powozami.

Po skończonym przyjęciu wszyscy udali się do miejscowego kościoła, gdzie przy pełnym oświetleniu i odgłosie dzwonów odprawione zostało nabożeństwo dziękczynne z powodu, że lud miał szczęście oglądać oblicze swojego Monarchy.




Maria Romanowa z synem Mikołajem II. Rok 1896.

Jako 19-latka została wydana za mąż za carewicza Aleksandra III. Wtedy germańskie imię Dagmara, którym posługiwała się w ojczyźnie, porzuciła na rzecz zgodniejszego z tradycją dworu Romanowów miana Maria Fiodorówna.  


Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...