Łączna liczba wyświetleń

środa, 27 maja 2026

Stanisław Szymański, ps. „Wieloch” (Gzinka -gm. Łyszkowice )

 


„Tak historia ich oceni
Jak walczyli wtedy tam
Dając przykład pokoleniom
Jak się strzeże Polski bram.”

Dnia 25 V 1920 w bitwie pod Bielkami ( wieś w rejonie postawskim obwodu witebskiego na Białorusi) plut. Szymański Stanisław, dowodząc plutonem karabinów maszynowych – otrzymał rozkaz zatrzymania nieprzyjaciela, dopóki nie wycofa się II baon. Plut. Szymański nie zważając na wielkie straty w swym oddziale, wypełnił powierzone mu zadanie. Tym pełnym bohaterstwa i poświęcenia  czynem plut. Szymański umożliwił odwrót żołnierzy  II baonu.  

WALKI POD BIELKAMI 





W maju 1920 roku Rosjanie, chcąc przeciwdziałać sukcesom polskim, osiągniętym na Ukrainie, rozpoczęli ofensywę na północy. Tu po przełamaniu frontu polskiego na odcinku I-ej armii od Połocka do Lepla, rzucili przewagę swych sił w kierunku Molodeczna, dążąc do rozbicia lewego skrzydła armii polskiej i połączenia się z Litwą. W przeciwnatarciu wojsk polskich wzięła udział sformowana w tym celu grupa płk. Małachowskiego, w której skład wchodzi 30-у pułk strzelców kaniowskich, zaalarmowany w Wilnie. W dniu 19 maja pułk wyładował się na stacji kolejowej Ignalino, skąd natychmiast wyruszył pieszo w kierunku Szarkowszczyzny. Ogromny upał dokuczał niemożliwie, tumany kurzu pokrywały maszerujące kolumny szarą powłoką. Po całodziennym forsownym marszu 30-y pułk strzelców kaniowskich dotarł wieczorem do zniszczonego w czasie wojny światowej miasteczka Twerecz, gdzie zatrzymał się na noc, by po krótkim odpoczynku wyruszyć wczesnym rankiem w dalszą drogę. Cały następny dzień zeszedł również na marszu. O godzinie 24-ej pułk dochodzi do Siemianowicz. Zaledwie bataliony i sztab pułku zdążyły rozlokować się we wsi, gdy przybył do dowódcy pułku mjr. Jacynika oficer łącznikowy ll-go pułku ułanów z prośbą o udzielenie natychmiastowej pomocy oddziałom ll-go pułku ułanów i 21-go pułku piechoty, które, znajdując się w bezpośredniej styczności z wrogiem, z powodu przemęczenia, braku amunicji i silnego naporu nieprzyjaciela, będą zmuszone do wycofania się i spalenia dwóch dużych  mostów na Dzisience, co może mieć zgubne następstwa dla dalszej akcji. Ponieważ łączność telefoniczna z dowództwem grupy nie była jeszcze nawiązana, a sytuacja wymagała szybkiej decyzji, mjr. Jacynik na własną odpowiedzialność alarmuje II batalion, nakazując mu mimo zmęczenia natychmiastowe zajęcie zagrożonego odcinka od jeziora Oświata przez wsie Ziemce i Bielki do Tyźbicy. Tego dnia nieprzyjaciel bezskutecznie starał się przełamać opór pułku pod Bielkami. Oddziały rosyjskie zachowały groźną postawę, powtarzając natarcia niemal codziennie. 24 maja około godziny 9, artyleria nieprzyjacielska poczęła bić gęsto szrapnelami. Wkrótce na widnokręgu pojawiły się niewielkie  grupki atakującej piechoty sowieckiej. Z łatwością dało się spostrzec, że nieprzyjaciel większą część swych sił kieruje na Tyźbicę, obsadzoną dwiema kompaniami przydzielonego przez dowódcę grupy 28-go pułku strzelców kaniowskich, i na Bielki, bronione przez półbatalionu 30-go pułku strzelców kaniowskich kpt. Kańskiego. Ostra wymiana strzałów świadczyła o mocy natarcia. Pod silnym uderzeniem przeciwnika kompanie 28-go pułku wycofały się, odsłaniając prawe skrzydło półbatalionu. Kpt. Kański pozostał na stanowisku, broniąc się uporczywie przed naporem pułków sowieckich. Zawzięta walka zawrzała ze wszystkich stron. Jedyną drogę odwrotu na Połów zdołali Rosjanie przeciąć, grupując na niej przewagę liczebną swych sił. Groza zawisła nad garstką walecznych żołnierzy. Gorsze nieszczęście od śmierci, bo niewolę, odwrócił od niej dowódca 3-ej kompani, por. Ługowski, który, widząc niebezpieczeństwo, rzucił się bez namysłu na czele swej kompani do ataku na bagnety. Nieprzyjaciel, zaskoczony uderzeniem, rozstąpił się, kompanie wydostały się z matni, jednak por. Ługowski padł ciężko ranny na polu walki, zaszczytnie spełniając swój obowiązek żołnierski. Tymczasem ruch przeciwnika na Mariampol był tak szybki, że ogarnięty nim pod folwarkiem pluton artylerii nie zdołał wyciągnąć ostatniego działa. Na szczęście, w krytycznej chwili nadbiegł mjr. Jacynik z dwiema kompaniami odwodowymi i uderzył na szeregi rosyjskie, które rażone gradem kul cofnęły się, pozostawiając w popłochu niedawno zdobytą armatę, 4 karabiny maszynowe i kilkunastu jeńców. 30-y pułk zajął opuszczone poprzednio wsie Bielki i Tyźbicę. Począwszy od dnia 28 maja, walki pod Bielkami przeistoczyły się w szereg krwawych starć z przeważającą liczbą oddziałów sowieckich, odpieranych niejednokrotnie ze znacznymi stratami. Ostatecznie 30-y pułk strzelców kaniowskich, mając zagrożone drogi odwrotu, otrzymuje rozkaz wycofania się na Koziany. Tu w ciągu dnia 30 maja bije się do późnej nocy, by pod jej osłoną z powodu znacznych strat i niedogodnych warunków obrony na podstawie rozkazu dowództwa grupy, nie niszcząc mostów, opuścić przyczółek mostowy Koziany. Następnie wycofuje się do Widz i zajmuje odcinek w starych okopach niemieckich.



Stanisław Szymański, urodził się 1 listopada 1898 we wsi Gzinka,parafii Domaniewice w powiecie łowickim guberni warszawskiej, w rodzinie Antoniego i Scholastyki z domu Matys. Po ukończeniu szkoły powszechnej we wsi Mastki 1912 roku ,pomagał w gospodarstwie ojca. We wrześniu 1916 (inne dane 1915) wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej i został dowódcą plutonu we wsi Chąśno w powiecie łowickim, używał wówczas pseudonimu „Wieloch”. 11 listopada 1918 na czele plutonu rozbroił stawiających opór niemieckich żandarmów z posterunku w Chąśnie, następnie w Łowiczu. Jeszcze w tym miesiącu wstąpił do Wojska Polskiego, do organizującego się w Łowiczu 30 Pułku Piechoty Ziemi Łowickiej , z którym wyruszył na front. (w późniejszym czasie pułk przyjął nazwę 30 pułk Strzelców Kaniowskich ) Awansował na plutonowego, dowodził plutonem 2 kompanii karabinów maszynowych. Szczególnie odznaczył się w boju pod Bielkami ,poległ pięć dni później w ataku na Koziany podczas ofensywy Armii Rezerwowej na Białorusi, prawdopodobnie pochowany na polu bitwy.

Pośmiertnie odznaczony:

Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari – nr: 1242 – 28 lutego 1921

Krzyż Niepodległości – 9 listopada 1931 „za pracę w dziele odzyskania niepodległości”

Krzyż Walecznych nr :57484  

W roku 1937 ,mama Stanisława napisała list ,prośbę do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej o jednorazową zapomogę ???





ZDOBYCIE KOZIAN

Rosjanie po zajęciu Kozian całą uwagę swoją poświęcili gorączkowej pracy nad umocnieniem przy czółka mostowego. Nie wysuwali większych oddziałów poza drobnymi patrolami zwiadowczymi, które z rzadka docierały do drutów kolczastych pozycji polskich przed Twereczem i Widzami. Koziany były jednak zbyt ważnym punktem, by można je było bez uszczerbku dla przyszłych działań pozostawić w rękach nieprzyjaciela. To też dnia 30 maja dowództwo grupy pułk. Małachowskiego zarządziło natarcie. Atak był przeprowadzony dwiema kolumnami: prawą pułk. Tarabanowicza i lewą — mjr. Jacynika. Lewa kolumna zgrupowana w miejscowości Widze, wyruszyła przez Lipowicze, Bohin, Uście celem zaatakowania wsi Pasternaki, położonej na wschód od Kozian, by ułatwić w ten sposób natarcie prawej kolumnie,atakującej z frontu. Późną nocą II batalion 30-go pułku strzelców kaniowskich, jako straż przednia lewej kolumny, dotarł do wsi Uscie, a nie minęło i pół godziny, gdy wszedł w głuche lasy i gęsto wśród nich rozsiane bagna. Szczęk żołnierskiego rynsztunku zlewał się z miarowym tupotem nóg. Noc była duszna i niezmiernie dokuczliwa. Zmęczenie coraz bardziej obejmowało szeregi maszerującej kolumny,która odrzuciła drobne patrole nieprzyjacielskie i dotarła do wsi Pasternaki. W tym czasie zarówno główne siły mjr. Jacynika, jak i prawa kolumna pułk. Tarabanowicza, doszły do pozycji rosyjskich przed miastem. Za chwilę zawrzała walka na całym froncie. Oddziały sowieckie, ściśnięte w pogiętej linii okopów, silnie bronionej dużą ilością karabinów maszynowych, prażyły niemiłosiernie ogniem, stawiając opór, o który bezskutecznie rozbijały się wszystkie polskie ataki. Ogień wzmagał się z minuty na minutę, nie dając przewagi żadnej ze stron walczących. Kto wie, jaki byłby wynik tej walki, gdyby nie wszedł w grę II batalion. Nieprzyjaciel, nie podejrzewając niebezpieczeństwa, uwikłany w walce czołowej, mniej zwracał uwagi na swoje tyły, sądząc, że główny wysiłek natarcia polskiego idzie z frontu. Tymczasem nad ranem batalion, niespodziewanie dla przeciwnika, jak wicher ruszył do ataku na wieś Pasternaki, zdobywając ją po gwałtownej walce na bagnety. Na próżno nieprzyjaciel wysilał się, by powstrzymać marsz batalionu na Koziany. Batalion mimo zmęczenia i wyczerpania zajmuje wieś Borowe i cmentarz na wschodnim  krańcu miasteczka. Pułki sowieckie w panice opuściły okopy, cofając się na południe w jednym jeszcze dostępnym dla nich kierunku odwrotu na Postawy. Część poniosła śmierć w nurtach Dzisny, część została wybita lub wzięta do niewoli. Popłoch wroga był tak wielki, że nie  zdążył podpalić mostów mimo całkowicie już przygotowanego do ich zniszczenia materiału. 30-y pułk wziął wówczas do niewoli dowódcę batalionu rosyjskiego, przeszło 170 jeńców, 7 karabinów maszynowych, aparaty telefoniczne oraz znaczną liczbę wozów i koni. W walce o Koziany wyróżnili się: plut. Kazimierz Nowakowski odwagą swoją i kpr. Stefan Mazurek, który mimo niezwykle silnego ognia, jakim nieprzyjaciel raził atakujących, rzucił się na czele swej sekcji do okopów wroga, zdobywając jeden z najbardziej czynnych karabinów maszynowych.


















  


wtorek, 26 maja 2026

Zabójstwo Milicjantów - Łowicz (1954 r.)

 


Na początku października 1954 roku, dokonano włamania  na posterunek milicji w Jamnie , skradziono wówczas , granaty F1 i automa­tyczne karabiny tzw. pepesze . Sprawcy włamania swoje ''fanty'' ukryli w kupie kamieni i cegieł na jednym z podwórek przy ulicy Zduńskiej ,wówczas Bieruta .

Był wtorek 19 października - plutonowy Zdzisław Żwan i kapral Władysław Malinowski zameldowali się na służbę ,po czym udali się do pracy na punkt kontrolny znajdujący się na styku ulicy warszawskiej i poznańskiej ,każdy kierowca przejeżdżający daną drogą miał obowiązek poddać się kontroli w takim właśnie punkcie. Gdy zapadał zmierzch i ruch kołowy na łowickiej szosie ustawał, obaj milicjanci weszli do swojej budki, siadali na małych zydelkach w oczekiwaniu na co raz rzadziej pojawiające się samochody. W pewnym momencie do budki podjechało dwóch chłopców ,którzy oddali serię z karabinu maszynowego w kierunku milicjantów obaj zginęli.

'' Za 40 minut byłem na miejscu i to co zobaczyłem... Ci mili­cjanci nie byli podobni do ludzi. Zo­stali tak zmasakrowani, że w ciałach nie dało się rozpoznać niczego ludz­kiego .''

 Śledztwo wykazało że strzały zostały oddane z karabinu maszynowego PPSz-41 pot. pepesza ,skradzionego z posterunku MO w Jamnie na początku października ,gdzie dokonano włamania.

Do ujęcia sprawców zabójstwa milicjantów w dużej mierze przyczyniała się zabawa w ''chowanego'' w którą pewnego południa bawili się chłopcy przy ul Zduńskiej ,Lech Wróbel, Mieczysław Zieliński, Czesław Szybicki ,Stefan Staszewski i brat jednego ze sprawców morderstwa .

'' ….W pewnym momencie Mietek za załomem muru na posesji przy ut. B. Bieruta nr 27 w schowku wśród cegieł natkną! się na skórzaną teczkę. Wiedziony ciekawością otworzył ją i ...oniemiał. W teczce były 3 granaty, 3 rączki od automatów, 3 długie magazynki i 2 bębny do pepeszy .

Wyskoczył zza muru wrzasnął :

- Chłopaki, nie liczy się !

Stefek wyłaź! Chodźcie wszyscy !

Potem chwyciwszy teczkę

pobiegli na pole. Tu od była się krótka narada....trzeba pójść do swoich do komendanta Milicji Obywatelskiej.''

Jeszcze tego samego dnia aresztowano sprawców morderstwa milicjantów – Jana Czarneckiego i Tadeusza Brzózkę .Jako nieletnich nie skazano ich na karę śmierci. Otrzymali wyroki po 25 lat, wyszli po 12 latach.

 Niezwykła uroczystość...



''...W dniu 9 grudnia odbyła się w Łowiczu niezwykła uroczystość. Przybył na nią przewodniczący Prezydium Woj. RN, ob. Julian Horodecki, Dzielnym chłopcom , którzy pomogli ująć grasujących na terenie Łowicza bandytów, wręczono upominki. Sala kina „Bzura" - pełna. Robotnicy, nauczyciele, młodzież szkół łowickich, chłopi z podmiejskich wiosek, wiele kobiet. W prezydium obok ob. Horodeckiego i przedstawicieli miejscowych władz zasiedli dzielni chłopcy i ich rodzice. Z dala widać grzywki Mietka Zielińskiego i Stefka Staszewskiego, poważną twarz obywatelki Szybickiej, matki Czesia i głowę ojca Leszka - ob. Władysława Wróbla...''








''...Tysiączne rzesze szły za dwiema trumnami . Setki wieńców niosły delegacje z łowickich, kutnowskich , łódzkich, głowieńskich i wielu innych zakładów pracy. Szły kompanie milicji, młodzież, chłopi. Odprowadzali na cmentarz ·poległych na posterunku bohaterów: pierwsza sekretarz; KW PZPR Michalina Tatarkówna -Majkowska , przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej ob. Julian. Horodecki, wojewódzki komendant MO i inni. Wielotysięczny tłum w skupionym milczeniu otacza świeżą mogiłę. Słowa ob. Horodeckiego o potrzebie wzmożenia czujności , o obowiązku pomagania władzom w wykrywaniu wrogów i morderców trafiają głęboko do serc i umysłów. Nad grobem stoją poczty sztandarowe. Wiatr targa czarnymi wstążkami krepy. Wśród szelestu liści i szlochu rodzin pomordowanych milicjantów, rozlegają się dźwięki żałobnego marsza. Rozbrzmiewają karabinowe salwy. Zapada mrok. W budce, którą kilka dni temu przeszyły bandyckie kule, zabijając dwóch bohaterskich milicjantów, objęli służbę ich koledzy. Z sercami · pełnymi żalu po straconych towarzyszach, lecz pełni niezłomnej woli służenia ludowej ojczyźnie spełniają swoje obowiązki. by nie było wypadków, by nie było katastrof...''






10 lat po tragicznych wydarzeniach  jak czytamy na tablicy👇

 '' Społeczeństwo Ziemi Łowickiej  Składa Hołd Funkcjonariuszom MO i .......''  



sobota, 2 maja 2026

Zginął pełniąc służbę ...PKP Skierniewice 1930 r.


 

Stacja kolejowa Skierniewice była w tych dniach widownią bohaterskiej śmierci policjanta. Pełniący służbę posterunkowy Franciszek Pawlak zauważył dwóch osobników, skradających się ku magazynom materiałów budowlanych. Udał się więc za nimi i w chwili, gdy zaczęli wyłamywać zamek z odległości kilkunastu kroków zawołał:

— Stać, ręce do góry, tu policja!

Złodzieje odpowiedzieli kilku wystrzałami rewolwerowymi, raniąc posterunkowego w brzuch, po czym rzucili się do ucieczki. Policjant mimo ciężkiej rany puścił się w pogoń, lecz, straciwszy siły, runął na tor w momencie nadejścia pociągu osobowego, który przeciął go przez pół

Świadek całego zajścia zwrotniczy Jan Kostpolski, widział podchodzących pod magazyn nieznajomych widział również idącego w ślad za nimi policjanta. Uzbroił się więc w żelazny drąg podążał za nim by mu okazać pomoc. Widział później biegnącego policjanta, wołającego:.

Zabili mnie!

Widział, gdy ten upadł na tor i gdy zbliżał się pociąg zaczął więc dawać sygnały, które wprawdzie maszynista zauważył i puścił w ruch wszystkie hamulce. Było jednak za późno, gdyż parowóz i pierwsze dwa wagony przejechały Pawlaka. Po wydobyciu zwłok z pod wagonów pociąg ruszył w dalszą drogę, ciało zaś przeniesiono do kostnicy, gdzie oględziny stwierdziły, że ś. p. Pawlak przed przejechaniem go przez pociąg został śmiertelnie zraniony kulą rewolwerową większego kalibru w brzuch. Powiatowy komendant policji w Skierniewicach natychmiast zawiadomił pobliskie posterunki oraz zarządził pościg za zbrodniarzami.





poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Z Łyszkowic pod Monte Cassino (1903 -1944)

 

Z całą pewnością bitwa o Monte Cassino rozsławiła imię polskiego żołnierza i pokazała, że polska armia potrafiła podjąć ogromne ryzyko z wiarą i poświęceniem , że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.

'' oddaliśmy ducha Bogu, ciało Włochom, a serce Polsce''

Jednym z nich był st.strz.. Franciszek Oświęcimski, urodzony 3 października 1903 r. w Łyszkowicach pow. Łowicz .Służył w 17 Lwowskim Batalionie Strzelców, który wchodził w skład 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Jego jednostka brała udział w najcięższych walkach o przełamanie niemieckiej linii Gustawa .Poległ 17 maja 1944 roku, w przeddzień ostatecznego zdobycia klasztoru przez polskich Żołnierzy .



Monte Cassino wraz z znajdującym się na wzgórzu klasztorem benedyktynów było w czasie II wojny światowej kluczową niemiecką pozycją obronną na tzw. linii Gustawa, mającą uniemożliwić aliantom zdobycie Rzymu. –Masyw Cassino, na którym stał klasztor, był kluczowym stanowiskiem w linii Gustawa, systemie połączonych niemieckich linii obronnych, biegnącym przez całą szerokość najwęższej części Włoch między Gaetą i Ortoną. Od stycznia do maja 1944 roku pod Monte Cassino zostały rozegrane cztery wielkie bitwy. Do pierwszych walk doszło 17 stycznia i, co ciekawe, już wtedy wzięli w nich udział polscy żołnierze z 1. Samodzielnej Kompanii Komandosów pod dowództwem mjr. Władysława Smrokowskiego. Jednak pierwsze natarcie, które przeprowadziły w połowie stycznia siły amerykańskie i brytyjskie, okazało się nieudane. Miesiąc później nie poradzili sobie w drugiej bitwie również żołnierze z Nowej Zelandii, wspierani przez żołnierzy hinduskich. Po kolejnym miesiącu ponowili atak, lecz i tym razem po trwającej 11 dni bitwie alianci wycofali się, wcześniej ponosząc ogromne straty. W nocy 12 maja 1944 r rozpoczęła się czwarta bitwa o Monte Cassino .Tuż po północy, po dwugodzinnym ostrzale artyleryjskim, polscy żołnierze rozpoczęli nocny atak na pozycje niemieckie. W walkach wzięły udział wszystkie jednostki 2. Korpusu Polskiego: 3. Dywizja Strzelców Karpackich, 5. Kresowa Dywizja Piechoty, 2. Samodzielna Brygada Pancerna. Niestety, naprzeciw nich stały elitarne jednostki niemieckie: 1. Dywizja Spadochronowa oraz 5. Dywizja Górska. Pierwsze natarcie wyprowadzone przez Polaków nie powiodło się i zostało okupione ogromnymi stratami – było to aż ok. 1,8 tys. poległych i rannych. W obliczu zaciętego oporu Niemców gen. Anders zrezygnował z ponawiania kolejnych ataków aż – jak ustalono – do wschodu słońca 16 maja. Data ta jednak, po konsultacjach, została przełożona na dzień później. Po ponowieniu natarcia, wieczorem 17 maja, polscy żołnierze wreszcie przełamali potężną siłę niemieckiej obrony pod strategicznie położonym Colle San Angelo .Polacy zdobyli szczyt, który był nie do zdobycia, przełamali linię Gustawa, a imię Polski było wówczas na ustach całego świata.






niedziela, 26 kwietnia 2026

Kościół Świętego Ducha- 1908 r.

 


Najstarszą murowaną świątynią w Łowiczu jest bez wątpienia ,gotycki kościół pod wezwaniem Świętego Ducha , a  fundatorem kościoła , ten sam który sprowokował Ulricha von Jungingena do wypowiedzenia Polsce wojny 1409 r. przez Zakon Krzyżacki .Ufundował go oraz uposażył (przeznaczając dziesięciny arcybiskupie ze wsi Zielkowice oraz z Nowego Miasta Łowicza) arcybiskup metropolita gnieźnieński Mikołaj Kurowski, erygując przy nim 9 X 1404 r. parafię pw. Świętego Ducha. Jak czytamy w dekrecie erekcyjnym: uczynił to „zapobiegając potrzebom duchowym miasta i okolicy”

[...]Dawniej, w czasie uroczystości Matki Boskiej Pocieszenia, w oknie wieży dotąd będąca cyfra Imienia Maryi wieczorem bywała lampkami oświetlana , a po za nią amatorowie na instrumentach dętych przez parę godzin wygrywali różne pieśni religijne. Publiczność po ulicy spacerowała, pobożni zaś wstępowali do kościoła i modlili się[...] 

Przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Długiej w roku 1404 Mikołaj Kurowski, herbu Szreniawa, Arcybiskup gnieźnieński dogadzając potrzebom duchowym mieszkańców Łowicza, przed bramą krakowską, wzniósł drugi kościół parafialny. Kościół parafialny św. Ducha od lat dawnych, a może od czasu istnienia, miał zawsze Proboszcza i innych księży pod nazwą Prebendarz i Wikariuszów. Jego pierwszym proboszczem był Mikołaj z Rybna a ostatnim mianowanym przez Arcybiskupa gnieźnieńskiego, ks. Chrzeliński, zmarły r. 1792.

Fundator kościoła św. Ducha i kościoła z klasztorem 00. Dominikanów w Łowiczu , arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Kurowski herbu Szreniawa, ten sam który sprowokował Ulricha von Jungingena do wypowiedzenia Polsce wojny 1409 roku przez Zakon Krzyżacki . W gruncie rzeczy nie wiadomo, czy Kurowskiego tylko przypadkowo „poniosło„ czy raczej wykonywał ukryte instrukcje królewskie. Poselstwo przybyło do Malborka , krzyżackiej stolicy 1 sierpnia, Mikołaj Kurowski w towarzystwie wojewody kaliskiego Macieja z Wąsoszy i kasztelana nakielskiego Wincentego z Granowa. Po wymianie uprzejmości : Oburzony Kurowski powiedział: „Przestań straszyć nas mistrzu wojną litewską: jeśli ty bowiem wybierzesz się na Litwę, bądź pewnym, że król nasz Prusy zbrojno nawiedzi. Nieprzyjaciół Litwy my za swoich uważamy wrogów; na ciebie więc zwrócimy oręż, jeżeli Litwę zaczepisz”. Mistrz odpowiedział: ”Dziękuję ci, Ojcze Przenajwielebniejszy, że nie utaiłeś przede mną zamiarów twego króla. Ja twoją mową objaśniony i upewniony, raczej na głowę samą niż na członki cios mój wymierzę; ziemię osiadłą niż pustą, miasta i włości raczej niż łasy nawiedzić wolę; wojnę zamierzoną przeciw Litwie na królestwo Polskie obrócę. Sładniej bowiem mnie i zakonowi memu godzić przeciw głowie, niż nogi podcinać; radniej kraje zamieszkane i ludne, niżeli pustynie, lasy i ciernie wojować„

Zakon wypowiedział Polsce wojnę 6 sierpnia 1409 r.

Arcybiskup Mikołaj Kurowski ,kapituła gnieźnieńska wybrała go na to stanowisko 14 września 1402 r., a w 1403 r. dostał oficjalne zatwierdzenie na stolicy gnieźnieńskiej od papieża Bonifacego IX. Urodzony we wsi Kurowie pod Bochnią, był bliskim i zaufanym doradcą Władysława Jagiełły. W bitwie pod Grunwaldem wystawił dobrze uzbrojoną chorągiew , a wojsko jego postępowało za chorągwiami książąt Mazowieckich. Na dworze swym lubił wystawność i uroczystości, gonił za zbytkiem i zabawami, przepadał za muzyką. Krewnym dużo dopomagał, niekiedy ze szkodą kościoła. Królowa Anna oskarżyła go przed królem, że jej,, uchybił'', dowiedziawszy się o tym zarzucie, wyjechał do Glinian w celu usprawiedliwienia się przed Królem. Nie dojechał , po drodze w Kreczowie wstąpił na polowanie, spadł z konia i potłukł się tak dotkliwie, że niebawem zmarł w Ropczycach 7 września 1411 r

Jego ciało sprowadzono do Gniezna i pochowano w prezbiterium katedry gnieźnieńskiej.

Według legendy, Matka Boża ukazała się św. Monice, ubrana w czarny strój ze skórzanym pasem, w odpowiedzi na jej prośby o pomoc i pociechę po śmierci męża, Patrycjusza. Obiecała specjalną opiekę i pociechę Monice oraz wszystkim tym, którzy ku Jej czci noszą skórzany pas.Chociaż kult Matki Bożej Pocieszenia wiąże swe powstanie z zakonem augustiańskim, bardzo szybko rozszerzył się na cały Kościół i jak widać trafił też do Łowicza gdzie w kościele orkiestra amatorska na instrumentach dętych przez parę godzin wygrywała różne pieśni religijne. Publiczność po ulicy spacerowała i słuchała, pobożni zaś wstępowali do kościoła i się modlili .

W roku 1897 w parafii dusz 5,434.

[...]Od roku 1889 istnieje przy kościele orkiestra amatorska, zorganizowana i wyuczona od najpierwszych początków nauki muzyki dzięki wytrwałej i bezinteresownej pracy zdolnego muzyka-organisty, p. Kazimierza Papiewskiego. Skład orkiestry przeważnie stanowią chłopcy i starsza młodzież ze wsi tejże parafii oraz kilku młodych rzemieślników z miasta; prym trzyma syn organizatora, p. Franciszek Papiewski, zdolny i obiecujący muzyk. Nieprzyjazne okoliczności, jak częsty ubytek członków orkiestry ze wsi przez ustalanie się ich losu lub opuszczanie miasta przez młodzież rzemieślniczą, nie zrażają niestrudzonego nauczyciela, który na nowo z innymi rozpoczyna taką samą mozolną naukę. Instrumenty są osobistą własnością członków i p. Papiewskiego, a kontrabas za 42 ruble kupiony z chętnych składek gospodarzy ze wsi, z których młodzież do orkiestry należy. Komplet zawsze jest z 14 do 16 osób i składa go: 8 skrzypiec, 3 trąbki, 2 klarnety, 2 flety i kontrabas. Muzyka ta wykonywa na chórze przy śpiewie 4-głosowym msze, nieszpory i inne utwory kościelne[...]

Zakon wypowiedział Polsce wojnę 6 sierpnia 1409 r.

26 z kolei wielki mistrz Ulrich , architekt konfliktu Zakonu Krzyżackiego z Najjaśniejszą Rzeczpospolitą pewien był wygranej. Za niespełna rok ,15 lipca na polach Grunwaldu straci głowę i kilka członków ....203 braci-rycerzy, spośród 250 w bitwie uczestniczących.

Na polach Grunwaldu doszło do jednej z największych bitew w dziejach średniowiecznej Europy ,która złamała raz na zawsze potęgę militarną zakonu krzyżackiego.






Stanisław Szymański, ps. „Wieloch” (Gzinka -gm. Łyszkowice )

  „Tak historia ich oceni Jak walczyli wtedy tam Dając przykład pokoleniom Jak się strzeże Polski bram.” Dnia 25 V 1920 w bitwie pod Bielk...