Łączna liczba wyświetleń

sobota, 7 listopada 2026

Przegląd kawalerii rosyjskiej pod Skierniewicami 1901 rok

 


 Powitanie cara i jego małżonki przed dworcem carskim w Skierniewicach - 1901 r 

W przeglądzie, który trwał dwie godziny brało udział 12.320  żołnierzy , uzbrojonych w karabiny i szable, z których 1120 miało nadto piki, oraz 42 działa. Liczba generałów, sztab i ober-oficerów dochodziła do 700. Dniewnik dodaje, że tak znacznego skoncentrowania jazdy w jednym punkcie od czasów cara Mikołaja I. nie było w żadnym okręgu wojskowym. Dniewnik Warszawslkij zamieszcza kilku szpaltowe sprawozdanie o odbytym w dniu 27 września przez cara Mikołaja przeglądzie kawalerii warszawskiego okręgu wojennego zgromadzonej pod Skierniewicami. Wojsko było uszykowane na obszernej z lekka spiętrzonej równinie od wschodniej granicy wsi Płyćwia, frontem na północny-wschód. Około godz. 10 rano przybył dowódca wojska warszawskiego generał-adiutant, generał jazdy Ozertkow, w towarzystwie pomocnika generała piechoty Puzyrewskiego, naczelnika sztabu okręgu generał-porucznika Herszelmana i innych osób sztabu okręgowego. W kwadrans później przybył minister wojny, generał piechoty Kuropatkin, a wkrótce potem car z carową. Wyszedłszy z wagonu, car przyjął deputację włościan gminy Skierniewki, która ofiarowała chleb i sól. Carowa z wielką księżną Olgą Aleksandrowną udały się na miejsce przeglądu w powozie otwartym, a car konno.




fot: poglądowe z roku 1903 -38 Tobolski Pułk Piechoty ,przed cerkwią w Skierniewicach .













sobota, 3 października 2026

''Cmentarz bohaterów wojennych ?'' koło Skierniewic [1939-1945 ]

Lata 90 ub.w.

 ''Dla ich pamięci oraz ofiar wszystkich wojen ...1939-1945 r

Historia ,,bohaterów wojennych '', zaczyna się na wojskowym cmentarzu na Powązkach w Warszawie , podczas drugiej wojny światowej ,gdzie Niemcy utworzyli tzw. Heldenfriedhof (cmentarz bohaterów wojennych) .Chowano tam ,,żołnierzy'' Wehrmachtu, członków SS,  oraz ludzi związanych z niemieckim aparatem terroru, którzy zostali zlikwidowani przez polskie podziemie. W latach 90 /91. ubiegłego wieku, na niemieckim cmentarzu wojennym w Joachimowie-Mogiłach z okresu I w.ś , pojawiły się nowe pochówki oraz tablice pamiątkowe. Spoczywają tu, lub zostali upamiętnieni funkcjonariusze Gestapo, SS i niemieckiej administracji odpowiedzialni za terror w okupowanej Warszawie. Cmentarz został otwarty dla publiczności 5 października 1991 roku.

Generalnie dobrze jest przestrzegać w życiu zasady:

„Jeśli mówić o innych, to tylko dobrze”. 

- Oni mordowali w Warszawie.

- Bandyci z pod znaku swastyki. 



 Franz Kutschera, syn ogrodnika ,Oberwaltersdorfie w Dolnej Austrii .

Reichsführer SS Heinrich Himmler , wysłał go w sierpniu 1943 r. do Warszawy z poleceniem sterroryzowania niepokornego miasta.  


Nowy dowódca SS i policji w Warszawie rozpętał w mieście terror na niespotykaną do tej pory skalę, wykorzystując rozporządzenie Franka z 2 października „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”, sankcjonujące zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Kara była jedna -śmierć w trybie natychmiastowym Jego pierwsze, tak wielkiej wagi dla Rzeszy Niemieckiej zadanie okazało się ostatnim. Zginął 1 lutego 1944 r., w biały dzień, zastrzelony przez oddział specjalny Kedywu „Pegaz”. Zbrodniarz stracił życie w drodze z domu przy al. Róż do swojej urzędowej siedziby w Alejach Ujazdowskich ‒ tuż przed dotarciem do celu. Jego likwidacja miała ogromne znaczenie psychologiczne. Pokazywała, że nawet najwyżsi funkcjonariusze niemieckiego aparatu terroru nie są bezkarni i nie mogą czuć się bezpiecznie na polskiej ziemi. Cel akcji na Kutscherę został osiągnięty: w połowie lutego 1944 r. skończyły się uliczne egzekucje w Warszawie.

Wojciech Parzyński, autor książki Zabić Franza Kutscherę!, twierdzi, że szczątki bandyty zostały wywiezione z ciałami blisko 3 tys. żołnierzy i policjantów Rzeszy, ekshumowanych na początku lat dziewięćdziesiątych na Powązkach, na niemiecki cmentarz z czasów I wojny światowej w Joachimowie-Mogiłach k. Skierniewic. 

Nazwiska Kutschery nie znajdziemy na żadnej z tablic cmentarza w Joachimowie-Mogiłach. Spoczywa anonimowo w grobie nr 1, pod pozycją nr 1. Zamiast danych personalnych na płycie pozostawiono wolne miejsce.



Sierżant SS-Franz Bürkl ,urodził się 16 sierpnia 1911 r. w austriackim Ebelsbergu, zm. 7 września 1943 w Warszawie.



16 września 1943 r w „Biuletynie Informacyjnym” zamieszczony został komunikat Kierownictwa Walki Podziemnej o treści:
,,Dn. 7.IX.43 r. o godz. 9.58 został zastrzelony w Warszawie SS-Oberscharführer Bürckl, komendant Pawiaka, znany ze znęcania się nad więźniami i masakrowania ich.,,

Leon Wanat-pracował jako pisarz w więziennej kancelarii, aresztowany w marcu 1940 roku i przebywający na Pawiaku do sierpnia 1944 roku, tak charakteryzował Franza Bürkla
"Zboczeniec, morfinista szwendał się po więzieniu zawsze zamroczony. On pierwszy na Pawiaku zaczął mordować więźniów, podczas gdy inni zadowalali się jeszcze w tym czasie jedynie rolą obserwatorów. Łańcuch zbrodni Bürkla ciągnął się bez końca”
Nie znana jest pełna lista ofiar Bürkla, gdyż nie wszystkie jego zbrodnie odbywały się przy świadkach.

  Z rozpoznania wywiadowczego AK - Aleksander Kunicki "RAYSKI", który zajmował się rozpracowywaniem szczególnie szkodliwych niemieckich funkcjonariuszy z aparatu władzy wspominał:

,,Sam widziałem kiedyś przemycony z Pawiaka gryps, w którym jakiś więzień zapytywał z rozpaczą:

 ...czy naprawdę nie ma osoby, która poświęciłaby się i usunęła Buerckla?.''

Akcja, podczas której w niespełna 90 sekund zlikwidowano bandytę , oprawcę z Pawiaka oraz kilku innych niemieckich funkcjonariuszy, została oceniona w Komendzie Głównej AK bardzo wysoko. Zastrzelono Bürkla oraz siedmiu innych Niemców, raniono co najmniej kilku. Pomimo wyjątkowo niesprzyjających warunków – strat własnych nie było. Równie ważny o ile nie ważniejszy był efekt psychologiczny. Niemieccy oprawcy przestali czuć się bezpiecznie.


Mimo że podczas ekshumacji w Warszawie jego szczątków nie odnaleziono i nie został przeniesiony na nowe miejsce, jego nazwisko znajduje się na jednej z tablic zbiorowych.



Herbert Junk -SS-Obersturmführer . urodził się 1898 r w Breslau (Wrocław)w Cesarstwie Niemieckim



Obersturmführer SS - Herbert Junk na przestrzeni roku – od marca 1942 do marca 1943 r. – sprawował funkcję komendanta Pawiaka. Znany w okupowanej przez Niemców Polsce jako „kat Pawiaka”. Jako komendant więzienia „wsławił” się wyjątkową brutalnością. To on bezpośrednio odpowiadał za torturowanie więźniów i śmierć wielu z nich. Osobiście brał też udział w egzekucjach więźniów.Junk wraz z zastępcą wyjechał w lipcu 1942 roku na kurs tresury psów, skąd ściągnął na Pawiak trzy wilczury, którymi szczuto więźniów. Zamach, w którego wyniku zginął Junk, był jednym z pierwszych przeprowadzonych w ramach tzw. akcji „Pol”. Na rozkaz Komendy Głównej AK oddziały Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej i Okręgu Warszawskiego miały zorganizować serię ulicznych potyczek przeciwko niemieckiej policji bezpieczeństwa. A konkretnie – przeciw wszystkim pojazdom, których rejestracja rozpoczynała się od „Ost 47…”,Oddziałem likwidacyjnym dowodził Stanisław Janusz Sosabowski „Stasinek”, syn słynnego generała Sosabowskiego. W czasie strzelaniny zginęły trzy osoby: jeden Polak (Stefan Płotka) i dwóch Niemców. Nie od razu Polacy poznali tożsamość zabitych wrogów, jednak wkrótce okazało się, że jednym z nich był „kat Pawiaka”, Herbert Junk.

 Ernst Wefels - SS-Sturmmann  ,urodził w Krefeld w Nadrenii Północnej-Westfalii. Z wyuczonego zawodu był ślusarzem.



14 października na pierwszej stronie "Biuletynu Informacyjnego" można było przeczytać:

Dn. 1.X. o godz. 12.05 w Warszawie został zastrzelony SS-Sturmmann Ernst Wefels, kat i oprawca w więzieniu kobiecym na Pawiaku.

 Psychopatyczy strażnik  żeńskiej części Pawiaka, tzw. Serbii. Więźniarki bały się już samego jego  widoku. Ernest Wefels zginął , u zbiegu ul. Koszykowej z ul. 6 Sierpnia w Warszawie, od kul żołnierzy "Agatu" pod dowództwem Kazimierza Kardasia "Orkana".Były więzień Pawiaka Bogusław Ustaborowicz "Żar", który w ramach "Agatu" jesienią 1943 r. rozpracowywał Wefelsa, wspominał:

Z uwagi na swe wyłupiaste wielkie oczy, popularnie przezywany jest przez polskie więźniarki "Wyłupem". Ma on tę cechę, dla gestapowców zaletę, że jest spokojny, opanowany, nie unosi się nigdy. Ofiary swoje potrafi wykańczać na zimno, nie pomijając żadnego szczegółu z góry opracowanego planu. Zjawieniem swoim na terenie więzienia budzi lęk nie tylko wśród więźniarek, ale i wśród stale jeszcze pełniących służbę strażniczek polskich.  

Jedna ze zbiorowych tablic na cmentarzu - Joachimów-Mogiły ,wpis dotyczący Wefelsa zwanego  "Wyłupem".



Gerhard Hiersemann SS-Sturmscharführer. urodził się w Döbeln. 1924 roku  wstąpił do policji. W okresie między wojennym pracownik Gestapo w  mieście Chemnitz. W latach 1941–1943, zastępca komendanta Pawiaka .Znany z okrutnego traktowania więźniów. Skazany na śmierć przez sąd Polskiego Państwa Podziemnego. Wyroku nie wykonano albowiem zmarł . na żółtaczkę.


  Hans Schmalz Bahnschutzpolizei-Unterzugführera , urodził w osadzie Peissel (Peißel) położonej w Turyngii  .Był podczas II wojny światowej szefem Bahnschutzpolizei, czyli niemieckiej policji ochrony kolei przy dworcu Warszawa-Zachodnia. Był też jednym z najokrutniejszych niemieckich  oprawców w okupowanej stolicy.



Z sprawozdania Armii Krajowej z obserwacji ''Panienki'' 

''Typowy zboczeniec, kat, morderca, zbrodniarz - typ w normalnym niemieckim społeczeństwie wybitnie patologiczny. Z sadystyczną rozkoszą znęca się nad swoimi ofiarami, sam własnoręcznie katuje i morduje. Ofiarami jego padają pracownicy kolejowi, chłopcy znajdujący się na torze i inni, którzy mieli pecha dostać się na jego wartownię, która była przedstawicielką i wykonawczynią prawa niemieckiego. Sądzi i wyrokuje sam - za najdrobniejsze przewinienia zna tylko jedną karę - karę śmierci.''

 Swój przydomek ''Panienka '' - Schmalz uzyskał dzięki... urodzie delikatnym, wręcz niewieścim rysom oraz plotce, że urządzał polowania na ludzi przebrany za kobietę .Ponoć, przebrany za kobietę spokojnie wyłapywał na torach tych, którzy zbierali chociażby kawałki węgla, żeby móc zanieść je do domu i mieć się czym ogrzać.

W błyskawicznej i brawurowej akcji Armii Krajowej trwającej 8 minut , pod kryptonimem

 ''Panienka '',wykonano wyrok śmierci. Bandyta zwany ''Panienką '' pożegnał się z tym światem  4 marca 1944 roku .

Z dokumentów niemieckich wynika, że w tej akcji oprócz Schmalza zginął Paul Krieck, Rudolf Pein, Fritz Ziehn oraz Tadeusz Dziewulski – wylicza Wojciech Königsberg ,niezależny historyk i publicysta Armii Krajowej  jest autorem ponad 200 tekstów naukowych i popularnonaukowych poświęconych Armii Krajowej, w tym ośmiu książek  .

https://wokol-ponurego.blogspot.com/2019/03/dopasc-krwawego-panienke-likwidacja.html


Tablica z nazwiskami zlikwidowanych bahnschutzów na cmentarzu w miejscowości Joachimów-Mogiły  


niedziela, 20 września 2026

Szajka hien cmentarnych -Skierniewice 1937 rok

 

Już od dłuższego czasu na cmentarzu w Skierniewicach nieuchwytna szajka złoczyńców — hien cmentarnych okradała groby, zabierając części metalowe z krzyży, ozdób na grobach i cynowych pasyjek . Cmentarz ten był jednocześnie schroniskiem dla szajki złodziei kolejowych, ponieważ
znajduje się nieopodal toru kolejowego. Wczoraj w nocy patrol straży ochrony kolei zarządził zasadzkę koło cmentarza na opryszków ,kradnących z przejeżdżających pociągów węgiel . Strażnicy mieli do pomocy psa, znanego tępiciela przestępców „Luxa“. W pewnym momencie, jeden ze strażników usłyszał podejrzane szmery na cmentarzu. Przypuszczając, że złodzieje kolejowi szykują się do wyprawy, psa wypuścił. Po kilku minutach, „Lux'' z dumną miną, przyprowadził, ciągnąc za spodnie, jakiegoś opryszka, z naładowanym workiem, zawierającym części metalowe, pochodzące z okradzionych grobów. Ujętym okazał się notoryczny złodziej ,poszukiwany przez władze policyjno -sądowe ,28 letni Jan Kołodziejczyk zamieszkały w Skierniewicach przy ulicy Zadębie 37 .Złodzieja oddano w ręce policji. Podczas przesłuchania ,zeznał ,że działał w porozumieniu z kowalem ze Skierniewic Hereszem Markiewiczem ,który wszystkie skradzione ozdoby metalowe kupował i przetapiał w swej kuźni .Obu panów osadzono w więzieniu. Ludność miejscowa, na czele z księdzem proboszczem ,przyjęła powyższą wiadomość z wielkim zadowoleniem .











wtorek, 8 września 2026

Wystawa łowicka - 1908 r.

 

                                  ''Wyroby Samodziałowe Łowickie ''

'' Tacy ludzie w Łowiczu się znaleźli i wystawa się udała. A udała się nie na dziś, ale może i na przyszłość, bo niewątpliwym jest dla nas, że ci sami ludzie ze zbiorów darowanych, nagromadzonych na wystawie, zapoczątkują stałe Muzeum łowickie.''



''Wystawę zwiedziło 17000 osób. Uczniowie szkół i ochron przeważnie bezpłatnie. Bilet za dziesięć groszy służył w dni targowe i świąteczne na cały dzień, tak na wystawie, jak i na  odczytach, które odbywały się w sali teatru. Osiągnęliśmy czystego zysku 564 rb. Pieniądze te, złożone w Tow. Wzajemnego Kredytu, jak również i pozostałe eksponaty, przedstawiające wartość 550 rb. będą fundamentem przyszłego Muzeum Ziemi Łowickiej.

Obywatel miasta, p. S. Szenfeld ofiarował bezpłatnie lokal, złożony z 16-tu pokoi, inni podjęli się bezpłatnie odświeżyć całe mieszkanie, dostawiać paki z dworców kolejowych, przyozdobić dom zielenią, wypożyczyć potrzebne deski, sprzęty rozmaite, inni w reszcie, a tych było najwięcej, ofiarowali pracę podczas urządzania i trwania wystawy . Starczyło chętnych do prowadzenia bufetu na wystawie od 8-ej godziny rano do 10-ej wieczór i gospody, w której wydawano obiady Zajmowały się tym panie, dokładając wielkich starań , aby pożywienie było świeże, smaczne i tanie. Starczyło mieszkań bezpłatnych dla przyjezdnych tak pojedynczych osób, jak i szkół całych. Starczyło również ludzi i do sprzedawania biletów i do kontrolowania przy wejściu i do dyżurowania we wszystkich szesnastu salach podczas 10 dniowego trwania wystawy i do udzielania ciągłych objaśnień i do czuwania po nocach; — do wszystkiego starczyło chętnych i to wszystko bezpłatnie.''




 Z księgi pamiątkowej wystawy :

„Dopóki nie byłem na wystawie, miałem się zarorozumnego bardzo, a gdym zwiedził wystawę, tom się przekonał, że mam bardzo mały rozum.”









Jak pisała Aniela Chmielińska „W poszukiwaniu trafnych rad nie zawiedliśmy się nigdy i na rzemieślnikach tutejszych, którzy, zgodziwszy się przyjąć udział w łącznej pracy, okazywali z dniem każdym większe zainteresowanie wystawą, gorliwość w niesieniu pomocy czynnej, zawsze bezinteresownej. Hasło, które wysunęliśmy na pierwszy plan: 

„Wszyscy razem, przynosiło najlepsze owoce”.

W 1906 roku w Łowiczu zaczęto gromadzić zbiory szkolne w ramach działalności Towarzystwa Zbiorów Szkolnych. Jego aktywna członkini Aniela Chmielińska wyszła z ideą organizacji wystawy, na której można byłoby zaprezentować już zgromadzone zbiory i uzupełnić o nowe działy. W pracę nad organizacją zaangażowała się młodzież oraz włościanie i mieszkańcy regionu ,której owocem była zorganizowana Wystawa w czerwcu 1908 roku.


poniedziałek, 7 września 2026

Skierniewiczanie wspominają Marszałka Rokosowskiego -1949 r.

 


   


''Maszynista kolejowy Stęborowski ma co prawda niewiele czasu ,idzie na służbę ,ale nie był by mieszkańcem Skierniewic, żeby nie pochwalić się przed nami ,że właśnie tu w kolejarskim mieście, dzieciństwo spędził obecny minister Obrony Narodowej i marszałek Konstanty Rokossowski -Starzy mieszkańcy Skierniewic pamiętają – mówi - że jeszcze za czasów carskich mieszkał u nas pracownik kolejowy Ksawery Rokossowski .Syn jego ,Kostek .chodził do pierwszych klas szkoły przy gimnazjum żeńskim. Rodzina Rokossowskich mieszkała wtedy na ul. Nowej, obecnej Sienkiewicza. Na przykład mój kolega Juszczyk z drużyn konduktorskich pamięta ,jak jego przyjaciel razem z małym Rokossowskim przybrali biało czerwonymi chorągiewkami altanę w domu carskiego pułkownika. Stęborowski zamyśla się przez chwilę i mówi z powagą i przekonaniem. - Raduje nas ,że rodak ,który gromił armie hitlerowskie pod Stalingradem stanął na czele wojska polskiego. A dla nas ,kolejarzy ,to szczególny zaszczyt ,że syn kolejarza doszedł do takich zaszczytów w swojej Ojczyźnie .Gdziekolwiek zbierze się kilku skierniewiczan rozmowa przechodzi momentalnie na temat wspomnień o Marszałku .

- Wacław Pawłowski kontroler kolejowy – słyszy rozmowę – chodził z nim do szkoły .Rodzinę znał też Piotr Brodzki ,sekretarz Sądu. Dzisiaj rano wspominała Stanisława Dąbrowska , która ma wędliniarnię ,że do jej sklepu po zakupy przychodziła matka Marszałka .''


/ Константин Ксаверьевич/Константинович /            / Konstanty Rokossowski /

W radzieckiej i rosyjskiej tradycji wojskowej funkcjonuje jako jeden z architektów zwycięstwa nad III Rzeszą, bohater Stalingradu i Łuku Kurskiego, współtwórca operacji „Bagration”. W polskiej pamięci „sowiecki namiestnik”, marszałek narzucony Polsce Ludowej przez Stalina.

Konstanty Rokossowski – żołnierz, polski i sowiecki dowódca, Marszałek Polski oraz Marszałek Związku Sowieckiego, dwukrotny Bohater Związku Sowieckiego, Poseł na Sejm PRL. Wiceprezes Rady Ministrów PRL, Minister Obrony Narodowej RP i PRL, Wiceminister Obrony ZSRS, deputowany do Rady Najwyższej ZSRS .

Od 1914r. do 1917r. w Armii Rosyjskiej. Od 1917r. w Gwardii Czerwonej a następnie Armii Czerwonej [od 1940r. gen. uczestniczył w bitwach o Moskwę, pod Stalingradem, Kurskiem]. Od 1945r. do 1949r. dowódca Północnej Grupy Wojsk ZSRR. W latach 1949-1956 w WP. Marszałek Polski mianowany 06.11.1949. Od 1956r. ponownie w Armii Radzieckiej [m.in. 1958-1962 wiceminister obrony ZSRR]. 

 




Przegląd kawalerii rosyjskiej pod Skierniewicami 1901 rok

   Powitanie cara i jego małżonki przed dworcem carskim w Skierniewicach - 1901 r  W przeglądzie, który trwał dwie godziny brało udział 12.3...