Łączna liczba wyświetleń

sobota, 7 lutego 2026

"Jeszcze nie wszystko stracone". 1863-1864

   Na przełomie roku 1913-1914 kiedy przeprowadzano drogę publiczną od traktu bitego Łowicz - Łódź do stacji drogi żelaznej łowicko - kaliskiej ,przy kopaniu rowów znaleziono dwie zbite skrzynie z kościami ludzkimi.

Mieszkańcy Łowicza doskonale pamiętali kto tam spoczywa.

 



Mieszkańcy miasta Łowicza mieli  możność po raz pierwszy uczcić uroczyście pamięć bohaterów Powstania Styczniowego 1863 r. w 1917 roku  Grono ludzi dobrej woli podjęło tę myśl chwalebną i wkrótce wcieliło ją w czyn. Ponieważ w Łowiczu padło trzech powstańców, przeto postanowiono urządzić solenne nabożeństwo oraz na miejscu kaźni na Kostce postawić krzyż. Tak się i stało. W niedziele: 21 stycznia o godz. 9-ej rano tłumy wiernych ze wszystkich sfer społeczeństwa zapełniły kościół św. Ducha, gdzie nabożeństwo celebrował miejscowy proboszcz ks. kan: Niemira. Po skończonym nabożeństwie uformował się olbrzymi pochód. Na czele pochodu niesiono chorągiew, własność Muzeum Starożytności, sprawiony w czasach, tak zwanych wolnościowych 1905 r. Na chorągwi o barwach narodowych pod wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej widniał napis:

                 ''Na Jasnej Górze ukoronowana,

                  Królowo Polski! uproś Niebios Pana,

                  Niech da Ojczyźnie już trwałą swobodę,

                 A nam w wolności braterstwo i zgodę .''

Na drugiej stronie pod Białym Orłem czytamy:

               ''Orle Biały, sławo nasza,

                Jakżeż drogi zmartwychwstały!

               Wzlot Twój w górę nam ogłasza,

               Ze wolności dni nastały.''

                                         R. P. 1905

Za tym pięknym sztandarem postępował oddział legionów polskich w pełnym rynsztunku ze swoim dowódcą p. F. Dunajem na czele, za nim w długim szeregu młodzież szkolna obojga płci ze sztandarami, skauci w swoich uniformach, następnie prowadzący pochód ks. prefekt Cichocki, za którym ośmiu obywateli miasta, zmieniając się kolejno, niosło krzyż, który otaczały cechy ze swymi sztandarami, dalej postępowała Straż Ogniowa w połyskujących kaskach, a w końcu olbrzymia fala ludzi. Dzień był prześliczny. Dość duży mróz tamował oddech, a jednocześnie potoki złotego słońca zalewały otuloną w puchy śnieżne, ukołysaną do snu zimowego karmicielkę, szarą ziemię naszą. Z potężną pieśnią "Kto się;w opiekę" pochód postępował ku miejscu kaźni, aby na nim ku pamięci potomnych postawić krzyż, godło cierpienia, a zarazem i godło zwycięstwa światła nad ciemnością, wolności nad brutalną przemocą . Gdy pochód doszedł do oznaczonego miejsca, ustawiono krzyż, a następnie ks. Cichocki dopełnił ceremonii poświęcenia, po której wezwał obecnych do modlitwy za dusze tych wszystkich, którzy życie swe oddali za wolność i szczęście Ojczyzny. I zgięły się kolana obecnych i kornie pochyliły głowy, a usta szeptały:

"Im wieczne odpoczywanie, a nam Ojczyznę wolną racz dać, o Panie"!

Legioniści dali trzykrotnie salwę z karabinów, skauci odśpiewali "Rotę", po czym ks. Cichocki wygłosił następujące przemówienie:(całość w komentarzu ... )

... Ten Krzyż ...symbol męki ,ale i symbol ostatecznego zwycięstwa .Stawiamy ten święty Krzyż ,bo Polacy ,bo Polska żyła zawsze miłością Krzyża i sprawiedliwością Krzyża. Krzyż był jej najszczytniejszym sztandarem, na który przysięgała, pod którym broniła chrześcijaństwa i cywilizacji! l my więc również stójmy wiernie pod tym sztandarem, - to nasz obowiązek, to honor , to nasza przyszłość i nasze zbawiennie, Przez ten znak zwyciężymy!!! Więc zwróćmy nasz wzrok na ten święty znak zawołajmy :

                                Chryste ukrzyżowany!


                           My, co giniemy z niewoli i głodu,

                            Wznosimy do Ciebie błaganie:

                            Przez święte rany polskiego narodu,

                             Wybaw nas Panie!

Po tym przemówieniu zapanowała cisza i głębokie zamyślenie. Oczy wszystkich skierowały sięna ten święty Krzyż, którego wyciągnięte ramiona zdały się błagać Boga o błogosławieństwo dla tej zlanej łzami i krwią serdeczną ziemi naszej. Na mównicę wszedł naoczny świadek wypadków 1863 r., p. Władysław Tarczyński i w te odezwał się słowa:

Rodacy!

Szlachetne uczucie tu nas sprowadziło. I słusznie, bo po najdłuższym nawet czasie nie godzi się zapominać o tych, którzy we wszystkich wysiłkach i walkach o wolność Ojczyzny poświęcili swe życie. Wszystkim też uczestnikom powstania 1863 roku, tym: co na polach walki i na szafotach śmierć ponieśli, i tym zesłańcom, co w ciężkich robotach na Syberii w strasznych Cierpieniach pomarli, wdzięczność się należy, oni bowiem swym zbrojnym wystąpieniem, obudzili ducha narodowego, zdrętwiałego w ohydnym jarzmie niewoli moskiewskiej. Duch ten przez nich zbudzony, błyskawicznie przebiegł nie tylko całą Polskę i Litwę, ale wstrząsnął całą dawną Rzecząpospolitą aż do kresów - gdzie słupami żelaznymi granice oznaczył Bolesław Chrobry. Historia należycie to oceniła, rozwodzić się o tym nie będę; nadmieniam tylko, że ze czcią wspominam tamtą epokę, w której żyłem i współdziałałem. Nastrój wtedy był jednolity, czysto narodowy polski, nie było rozbieżności partyjnych ... Żałoba narodowa uwydatniała się w całym postępowaniu, z noszonymi na zewnątrz kirami, harmonizowała powagą i skupieniem ducha. Zapał do czynu był wielki, praca prowadziła się gruntowna, oparta na miłości Ojczyzny, nie na egoizmie. Ofiarność była szczodra, poświęcenie się bezgraniczne. A chociaż wówczas wolności nie wywalczyli, nie zmniejsza to ich zasługi, bo zbudzili z letargu ducha narodowego i dali bodziec do pracy gruntownej nad odrodzeniem. Bohaterowie owi ,mężni na polach walki, jako skazańcy stawali również odważnie przed słupami mordu i na szubienicznych szafotach. Do takich należeli właśnie i ci, których pamięć dzisiaj tu czcimy. Patrzyłem na to, jak Wincenty Bunszus, były żołnierz rosyjski, grenadier, zbiegły z pułku do partii powstańców, bronił się od zawiązania mu oczów i i przywiązania do słupa nad dołem grobowym tu na tej łące, gdzie został rozstrzelany. A Adolf Szoppe ,ekspedytor poczty we wsi Plecka Dąbrowa ,pow. Kutnowskiego , postawiony pod szubienicą na Nowym Rynku ,raźno wskoczył po schodkach na szafot ,serdecznie uściskał stojącego przy nim kapłana ,ucałował ,a następnie przycisnął do serca podany mu krzyż ,uśmiechem i ukłonem pożegnał tłumy otaczające szubienicę ,a wkrótce zawisnął na niej jako wołająca o pomstę do nieba ofiara za wolność Ojczyzny . Odbiegając od przedmiotu, muszę dodać, że szubienicę tę umyślnie postawili moskale na Nowym Rynku przed domem nr 31, którego właścicielka pani Antonina z Kazańskich Malinko , żona prawosławnego pułkownika emeryta, miała częste zatargi z żandarmami za to, iż usiłowała wychować dzieci po katolicku. Powieszonego przed jej oknami Szoppego umyślnie pozostawali przez parę godzin na szubienicy, aby choć przez ten barbarzyński czyn wywrzeć swą nienawiść.





/ /  Sceny rosyjskiej branki oraz stracenia na Nowym Rynku powstańca wziętego do niewoli w bitwie pod Bolimowem - zdjęcie z inscenizacji historycznej zorganizowanej w Łowiczu 19 stycznia 2013 r., fot. Sylwester Cichal z Parmy (ze zbiorów prywatnych)  //


Ale słuchajmy dalej: Karol Mejer, ciężko ranny, pokuty pikami kozackimi, jeniec z pola bitwy pod Bolimowem, umarł w szpitalu rosyjskim wojennym. Staraniem panien łowickich został okazale pochowany na cmentarzu Emaus, za co panny organizatorki pogrzebu: Służewska Franciszka, Seidler Maria, Kępczyńska Aniela , Kępczyńska Magdalena i Hiller Salomea, były ukarane aresztem. Tak oto, jak wspomniałem szli na miejsce kaźni, a spełnienia z siebie ofiary dla Ojczyzny, szli z podniesionym czołem, bo rozumieli, że każda kropla ich krwi, będzie nasieniem kwiatu wolności, a każde morderczo zgaszone życie wiernego syna matki - Ojczyzny, w przyszłości rozpali zarzewie do powstania legionów mścicieli. Męczennikom wolności wrogowie odmówili chrześcijańskiego pogrzebu, nawet ślady ich mogił pół sotni kozaków przez godzinę końmi tratowało, by nikt nie odnalazł ich szczątków, jednak pamięć o nich i o tych miejscach przechowywała się w sercach rodaków. Chociaż zagrzebano ich tu na pustych rozłogach , by nawet westchnienia pobożnego za nich nikt nie przesiał do Boga, ten Bóg sprawiedliwy, natchnął myśl  zbożną ludzi dobrej woli, że szczątki ich odnaleźli i przenieśli skrycie stąd na poświęconą ziemię, a na tym tu miejscu kaźni dziś stawiamy krzyż!

I uświęconą została ziemia, gdzie jednego krew się polała , gdzie drugiego  męczennika zwłoki bezczelnie sponiewierano. Od dzisiaj, każdy przechodzień z pokorą uchyli głowę, czcząc pamięć męczenników. O, spoczywajcie w pokoju bohaterowie wolności! Krew wasza nie nadaremnie została przelaną, jutrzenka swobody już świta! Niezadługo, a już na wolnej ziemi będziecie spoczywać. Dzisiaj dopiero mogliśmy uczcić Was tu na tym miejscu. I dzisiaj możemy tu, u stóp tego krzyża, z głębi serca zawołać:

O Panie my już tyle krzyżów na Golgotę ponieśliśmy ..

Zmiłuj się nad nami! Niechaj to będzie krzyż jeden z ostatnich !

Po tym przemówieniu odśpiewano "Boże coś Polskę", a następnie z sercem przepełnionym najgorętszymi uczuciami powracano grupami do miasta . Potoki złotego słońca czarownymi blaski odbijały się w śnieżnych, puszystych kryształkach. Było to śliczne, zimowe południe, budzące jakowąś moc, tęsknotę, nadzieję.

Powstanie styczniowe, po osiemnastomiesięcznych bojach, zostało zgniecione. Mimo beznadziejności i rozpaczliwej sytuacji, zerwali się do orężnej walki z caratem rosyjskim i w imię Niepodległości nieśli w ofierze swą krew, katorgę i życie.

,,dla nas żołnierzy wolnej Polski powstańcy 1863 roku są i pozostaną ostatnimi żołnierzami Polski, walczącej o swą swobodę, pozostaną wzorem wielu cnót żołnierskich"

(Naczelny Wódz Józef Piłsudski )


[ Odsłonięcie pomnika-kapliczki Powstańców 1863 r. - Wincentego Bunszusa i Adolfa Szoppego - na Kostce w Łowiczu, 24 stycznia 1932 r.; przemawia Przewodniczący Komitetu Obchodu 70. Rocznicy Powstania Styczniowego, starosta łowicki Kazimierz Wiąckowski, fot. NN, Zbiór fotografii z Łowicza i powiatu łowickiego. ] 

W 1932 r. drewniany krzyż przy ulicy Powstańców 1863(dawna ul. Na Kostce) zastąpiono pomnikiem-kapliczką z żelaznym krzyżem, który stanął na wydzielonej części boiska sportowego 10 Pułku Piechoty. W czasie II wojny światowej pomnik został zniszczony przez Niemców.

W 100 rocznicę Powstania Styczniowego 1963 roku , pomnik został odbudowany.

Warto wspomnieć, że mosiężną tabliczkę,  ktoś ukradł. W tej chwili tekst wyryty jest w kamieniu.

Wydarzenia z Powstania Styczniowego




















piątek, 2 stycznia 2026

Papież w Chruślinie w Sobocie - Walewicach i Łowiczu 1918 rok


 

Miejscowi Księżacy dość długo wspominali że osobiście widzieli Papieża nie będąc w Rzymie ,bo Papież osobiście był w gościnie w ich parafii i udzielał sakramentów i błogosławieństwa .

Po śmierci Benedykta XV – 22 stycznia 1922 r. – kardynałowie zebrani na konklawe wybrali byłego nuncjusza w Polsce na papieża.]

W dniu 19 września, przybył z Warszawy do Łowicza pociągiem o godz. 5 popołudniu, aby następnie udać się do parafii Chruślin w dekanacie Łowickim, J. E. Mons.Achilles Ratti, Wizytator i Protonotariusz Apostolski w Polsce. W podróży towarzyszyli mu: sekretarz osobisty ks. kanonik dr. Pelegrinetti i ks. dr. W. Kępiński, szambelan Ojca Św. i kapelan Ex. ks. Arcybiskupa Metropolity Al. Kakowskiego. W Łowiczu na dworcu kolejowym, wysłannika papieskiego powitał Dziekan Łowicki, ks. Kanonik J.Niemira, który powiózł Dostojnika Kościelnego do par. Chruślin, gdzie J. E. Mons. Ratti odbył uroczysty ingres do kościoła w towarzystwie J.E. ks. Arcybiskupa Warszawskiego Aleksandra Kakowskiego, który dokonywał kanonicznej wizytacji w kilku parafiach dekanatu łowickiego: Chruślin ,Sobota ,Bielawy ,Stary Waliszew i Mąkolice .



Na powitanie Dostojnego Gościa na trzy wiorsty przed Chruślinem wyjechała banderia Księżaków w liczbie 120 koni w odświętnych swych strojach, doprowadzając Dostojnika do samego kościoła. O wiorstę przed Chruślinem orkiestra ze Zdun grała kantatę, a połączone banderie z parafii z Soboty Sobockiej i Chruślińskiej z p. Stokowskim na czele przepięknych strojach witały Dostojnego Gościa . Przy pierwszej bramie wystawionej na cześć Nuncjusza ,podali chleb i sól gospodarze wraz z p. Grabińskim ,a mowę wygłosił Feliks Kaźmierski gospodarz z Guźni. Drugą bramę otoczyła zwartym szeregiem młodzież parafii na czele z nauczycielami i szpalerem Straży Ogniowej z Bochenia, Chruślina i Gaju - tu przemówił strażak Józef Burzyński, gospodarz z Bochenia ,przy wejściu do kościoła Nuncjuszowi wręczył klucze Świątyni - po czym wszyscy z pieśnią "Kto się w opiekę" weszli do kościoła. Nuncjusz udzielił błogosławieństwa ,a następnie zajął tron przy ołtarzu po prawej stronie .Po chwili J. E. ks. Dr Kakowski, przemówił po łacinie ,scharakteryzował lud Księstwa Łowickiego ,a w szczególności lud Chruślińskiej  parafii ,wspomniał o dziejach uszkodzonego w czasie wojny tutejszego kościoła i przedstawił ,że lud tutejszy zachował czystość wiary i pielęgnuje tradycje narodowe. W odpowiedzi na to J.E Nuncjusz papieski przemówił do zebranych w świątyni po łacinie, którą potem przetłumaczył ludowi na język polski Arcybiskup Warszawski Aleksander Kakowski. Nuncjusz papieski wyraża radość wielką, że mógł przybyć do Polski, pragnie bliżej zapoznać się z potrzebami ludu naszego, poznać jego zwyczaje i obyczaje i to, co widział własnymi oczami, opowie Ojcu Świętemu. W czasie swej mowy dodał, że Papież współczuje niedoli naszego narodu, życzy nam szczęśliwego odrodzenia i przesyła apostolskie błogosławieństwo. Po krótkim wypoczynku na plebani udał się do Walewic, do pp. Grabińskich, gdzie przebywał przez dwa dni .


           

Państwo Grabińscy z dziećmi, od lewej Władysław, Jan, Stanisław, Róża i Maria (1930)  

Nazajutrz przybył znowu ks. Mons. Ratti do Chruślina, odprawił uroczystą summę, udzielił błogosławieństwa papieskiego z zupełnym odpustem zgromadzonemu ludowi ,udzielił bierzmowania przeszło 1200 osobom ,zwiedził kościół i zakrystię ,a popołudniu wygłosił w plebani konferencję do przybyłych kapłanów . Dostojnych Gości podejmował na plebani proboszcz miejscowy wraz z p. Grabińscy z Walewic i gospodarze z parafii Chruślińskiej ,a mianowicie ,Feliks Kaźmierski z Guźni, Andrzej Bryk z Bochenia ,Stanisław Kubiak z Chruślina i wybrany jako delegat przez Zarząd Straży Ogniowych i nauczycieli ,Jan Flis z Bochenia .Nastała chwila pożegnania. Zrobił się ścisk wielki. Wszyscy otoczyli plebanię, a każdy chciał jeszcze raz przyjrzeć się Nuncjuszowi. Przez tłum zebranych przedostały się Ewa Wielec i Katarzyna Kubiak i w podarunku dały Nuncjuszowi wełniak Księżacki za nimi Stanisława Rybusówna z Bochenia i Prakseda Kubiakówna z Chruślina w imieniu młodzieży ofiarowały dwa przepiękne fartuchy i wstążki łowickie i ozdobne wycinanki .Zrobiło się gwarno z tłumu słychać serdeczne :

''Niech żyje Nuncjusz Papieski''

Banderie stanęły w pół kole ,straż ogniowa zrobiła szpaler i do wszystkich przemówił J. E. ks. Dr . Kakowski ,a następnie J.E. Ambrogio Damiano  Achille  Ratti .Wtedy podszedł z delegatami ,Jan Urbanek z Bochenia, i w imieniu parafian dziękował Nuncjuszowi za przybycie do Chruślina i podał naprędce napisaną depeszę do Ojca Świętego. Nuncjusz papieski wzruszony odpowiedział, że depeszę zaraz wyśle a sam opowie Papieżowi o tym co widział w Polsce i na Księstwie Łowickim ,następnie udzielił b/błogosławieństwa , a ze wszystkich piersi wzbił się głos potężny:

"Niech żyje papież''

''Niech żyje Nuncjusz ''

"Niech żyje Polska"!

Wieczorem tego dnia znowu udał się na wypoczynek do Walewic do pp. Grabińskich .Następnego dnia to jest w Sobotę rano odprawił Mszę św. w domowej kaplicy w Walewicach, po czym odwiedził sąsiedni kościół parafialny w Sobocie i miejscowego kolatora , p. Stanisława Stokowskiego , skąd wróciwszy do Walewic , po obiedzie, powrócił do Łowicza, aby udać się w dalszą podróż. Z Walewic do Chruślina odprowadziła J.E. Mons. Rattiego miejscowa liczna banderia, zaś do Łowicza p. Stokowski na czele ośmiu Księżaków w różnych strojach. W Łowiczu J.E. ks. Ratti zwiedził szpital św. Tadeusza ,plebanię i kościół św. Ducha, oraz Kolegiatę, stąd udał się na dworzec kolejowy odprowadzony przez ks. Kanonika J. Niemirę, oraz ks. Stypułkowskiego i Majewskiego, wikariuszów kolegiaty. Na dworcu pożegnany przez duchowieństwo, p. Stokowskiego i przybyłych Księżaków J.E.Mons. Ratti z towarzyszącym mu kapelanem ks. dr. Pelegrinatti, oraz ks. dr. W. Kępińskim, odjechał do Włocławka, a następnie do Płocka.





 Kościół - Św. Apostołów Piotra i Pawła w Sobocie

Dnia 25 kwietnia 1918 r. monsinior Achilles Ratti został mianowany przez papieża Benedykta XV wizytatorem na ziemie polskie i litewskie, a kilka miesięcy później, kiedy Polska odzyskała niepodległość – nuncjuszem apostolskim w Polsce. Było to uznanie faktu, że Polska, mimo okupacji państw centralnych, jest znowu organizmem państwowym. Achilles Ratti jechał do Polski przez Wiedeń, gdzie spotkał się z biskupem krakowskim – Adamem Sapiehą oraz prałatem Henrykiem Przeździeckim. Ci poinformowali go o sytuacji na terenach Królestwa Polskiego. Do Warszawy przybył na początku czerwca 1918 r., w samo święto Bożego Ciała, i wziął udział w warszawskiej procesji. Bardzo szybko wspiął się na wyżyny hierarchii kościelnej: 1919 r. – sakra biskupia, 1921 r. kardynalska, 1922 r. – pontyfikat. Po śmierci Benedykta XV – 22 stycznia 1922 r. – kardynałowie zebrani na konklawe wybrali byłego nuncjusza w Polsce na papieża. Obrał wówczas imię – Pius XI. Jako wizytator apostolski, a potem nuncjusz, miał pełnić funkcję łącznika między papieżem a Episkopatem Polski. Swoją misję dyplomatyczną na polskiej ziemi rozpoczął od pielgrzymki na Jasną Górę 15 sierpnia 1918 r Pobyt Achillesa Rattiego przypadł na trudne czasy dla Polski, na końcowe zmagania walk wyzwoleńczych i euforię wyzwolenia ,kiedy nasza Ojczyzna dźwigała się po 123 latach z niewoli i na nowo zaistniała na mapie Europy.

„Konsekrowany jestem na polskiej ziemi, przez Polaka, uważać się odtąd będę za polskiego biskupa i słowu temu wierny pozostanę”.

Słowa te powiedział podczas spotkania w Pałacu Prymasowskim 28 października 1919 roku ,tego samego dnia przyjął sakrę biskupią w archikatedrze warszawskiej w obecności wszystkich polskich biskupów, oraz władz państwowych.



/J.E.Ambrogio Damiano Achille Ratti //J. E. ks. Dr .Aleksander  Kakowski





                                                       W TYM DOMU 
                                W ODRADZAJĄCEJ SIĘ OJCZYŻNIE 
                                     DNIA 21 WRZEŚNIA  1918 R. 
                                     PRZEBYWAŁ I MODLIŁ SIĘ
                                     WIZYTATOR APOSTOLSKI  
                                       ACHILEES RATTI
                               PÓŻNIEJSZY PAPIEŻ PIUS XI


Kustodia w Łowiczu 

środa, 31 grudnia 2025

Zabici przez pociąg...między Skierniewicami a Nieborowem (1911r.)

 

  

Czwartek -10 sierpnia 1911 r.

Onegdaj w odległości wiorsty od Skierniewic dążący do Warszawy z Aleksandrowa pospieszny pociąg nr. 8 ,o godz. 11 m. 20 przed południem ,uderzył na przejeździe w zaprzężoną w jednego konia furmankę włościanina ze wsi Sierakowice, pomimo jego zamknięcia. Przejazdowy Jan Szafrański z żoną Emilią, stojący z przeciwnej strony linii, krzycząc, starali się ostrzec jadących o nadejściu pociągu i wskazywali zamknięty szlaban, powożący jednak gospodarz , nie zważając na to, smyrgną batem konia, który uderzył w słupek bariery zagradzającej przejazd, rozłupał go , wywrócił barierę i wpadł pod nadbiegający pociąg. Na furmance w chwili wypadku znajdowali się 66-letni włościanin Józef Dratwa, 61-letnia jego żona, oraz ich zięć 30-letni Maciej Zamrzycki (Skobiczewski) . Skutki uderzenia lokomotywy były straszne. Teść i zięć zostali zabici na miejscu, pierwszy leżał w odległości 20 kroków, drugi — 60 kroków od przejazdu, rozbita czaszka ostatniego po drugiej stronie linii. Żonę Dratwy siła uderzenia wrzuciła na pokład lokomotywy, okalając przednią część jej. Po zatrzymaniu pociągu ranną zdjęto w stanie nieprzytomnym i odwieziono do szpitala św. Stanisława w Skierniewicach, gdzie lekarz stwierdził złamanie lewej nogi i ręki, jak również żebra. Po upływie kilku godzin p. Marianna Dratwa zmarła . Zwłoki zabitych przez pociąg pozostawiono na miejscu do zejścia władz sądowych. Setki osób z miasta i okolicy przychodziły na miejsce wypadku, w różny sposób komentując jego przyczyny i fatalne następstwa.






wtorek, 30 grudnia 2025

Epidemia cholery ,Łowicz -Łyszkowice 1894 r.

 



Z Łowicza piszą :

''Epidemia już u nas ustała, lecz herbaciarnie nie przestały funkcjonować. Komitet, zawiązany z powodu cholery, ma zamiar herbaciarnie te zamienić na stalą kuchnię tanią. Ubogiej ludności zasłużyli się dobrze dostarczaniem ciepłego pożywienia pp.: Echhorn, Hirszowska,Kołakowska, Konarzewskie, Konopaccy, Oppman, Brzezińscy, Julian Schoenfeld,. Szymanowskie,  którym niech mi wolno będzie, w imieniu Łowicza, złożyć za pośrednictwem Kuriera publiczne podziękowanie. W mieście ruch ożywił się znacznie skutkiem jarmarku.''

Środki zaradcze.

''W osadzie fabrycznej Łyszkowicach cholera między robotnikami ustawać zaczęła, natomiast przeniosła się miedzy ludność żydowską. Łyszkowice liczą do 60 rodzin żydowskich. Herbaciarnia trwa dalej, obecnie wydaje herbaty do tysiąca szklanek dziennie. Niezależnie od tego wydają także bezpłatne obiady klasie roboczej. P. M. Epstein przesłał z własnej kasy na ręce dyrektora fabryki zasiłek pieniężny dla pozostałych wdów i sierot po zmarłych robotnikach. Groza epidemii w części już zażegnana została.''


Najokropniejszy był miesiąc lipiec i połowa sierpnia; były dni, że po 30 osób padało ofiarą cholery i to przy zmniejszonej ludności, gdyż wiele rodzin, a w szczególności żydowskich, z samego początku, gdy jeszcze nie zabraniano wyjazdu z miasta , wyjechało do miast innych, albo uciekło do lasów. Przez kilka tygodni sklepy były pozamykane, targów nie bywało, wstrzymano dowóz żywności, przeto była wielka drożyzna. Miasto przez wszystkich z daleka było omijane. Zapanowała przerażająca pustka, cisza grobowa. Mieszkańcy z domów nie wychodzili, chyba w gwałtownej potrzebie ukazywali się, idąc do kościoła lub po lekarza. Cisza przerywaną była jedynie płaczem i lamentami na ulicach, wywożeniem zmarłych lub uwijaniem się licznej i bardzo energicznej, dobrze zorganizowanej służby sanitarnej. Dzięki zaradności władzy i komitetowi, złożonemu z obywateli miasta i lekarzy nadzwyczaj czynnych, epidemię u nas wkrótce zwalczono. Należą się dzięki temuż komitetowi, albowiem miasto doprowadzone zostało wówczas do prawdziwego porządku i czystości. Dla biednych, z funduszów kasy miejskiej i ze składek prywatnych, wydawana była gorąca herbata i obiady; panie tym się zajmowały i pełniły dyżury, a pełniły gorliwie mimo doznawanych przykrości od tych, dla których dobra się poświęcały. Przed ratuszem i w kilku punktach miasta, w zaimprowizowanych z beczek samowarach, nieustannie była gorąca mięta dla użytku wszystkich, zamiast surowej wody do picia. Chorym dawaną była natychmiastowa pomoc; szpital choleryczny przy ulicy Browarnej dobrze był urządzony. Zmarłych niezwłocznie chowano. W mieszkaniach czyniono dezynfekcję, a w specjalnych aparatach dezynfekowano pościel i ubrania. Policji  w wielu czynnościach straż ogniowa ochotnicza przychodziła z pomocą. Żydów, ku wielkiemu ich strapieniu, chowano pod przymusem w trumnach zamkniętych, a jak oni się wyrażali: „w pudełkach.“ W ogóle pogrzeby, a raczej tylko wywożenia umarłych odbywały się o każdej porze dnia i nocy, cicho, bez ludzi i dzwonienia. Kapłani w niesieniu chorym ostatniej pomocy i pociechy duchowej poświęcając się nieograniczenie, podołać nie byli w stanie; kościoły codziennie były ludźmi przepełnione, konfesjonały w istnym oblężeniu. Potwierdziło się przysłowie:

„Kiedy trwoga, to do Boga''



W czasie grasującej cholery ,wśród największej trwogi i pognębienia umysłów ,dnia 21 lipca 1894 roku krzyż dębowy dwuramienny złożony ,był przed wielkimi drzwiami kościoła .Po solennym, błagalnym nabożeństwie, na czele  miejscowego duchowieństwa, wśród jękliwego odgłosu dzwonów, z przed kościoła ruszyły procesją zastępy kilku tysięcy ludzi wszystkich stanów, cechów, bractw i towarzystwa straży ogniowej ochotniczej, z pośród których przeszło 100 osób, skruchą przejętych, na ramionach, za pomocą 17 długich drągów, ów krzyż olbrzymi, ciężki, wieńcami i wstęgami przybrany, niosło aż na miejsce przeznaczenia—przed cmentarz. Pochód tak uroczysty, wspaniały, zarazem smętny, do głębi duszy każdego rozrzewnił..., nikt oka nie miał suchego. Na miejscu, po ceremonii poświęcenia, jeden z kapłanów rzewnymi słowy podniósł znaczenie chwili aktu tego, a w tłumie łkającym w skrusze i niepewności o życiu, przejętym wiarą, wzbudził nadzieję ocalenia przez ubłaganie miłosierdzia Bożego. Potem, przy potężnym na klęczkach śpiewie: „Święty Boże!“—Krzyż pod-- niesiono. Byłą to chwila największego wzruszenia. Już nie śpiew, ale jęk żałosny tysięcy dusz rozległ się pod Niebiosa. Po ustawieniu odśpiewano: „Zawitaj Ukrzyżowany! “— i całą tę uroczystość zakończono pieśnią „Straszliwego Majestatu Panie!“, znękane umysły i serca strwożone uspokojone zostały.— I w istocie odtąd cholera coraz mniej ofiar zabierała. Takaż sama uroczystość w tydzień czasu powtórzyła się w drugiej parafii—Św. Ducha.


Cmentarz Katedralny

Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak modlono się kiedy przychodziło  „morowe powietrze”, umierali biedni i bogaci. Lekarstwa nie było.  Tylko w Bogu była nadzieja. Po zarazie zostawały zapiski w księgach zmarłych, krzyże i cmentarze choleryczne.

W tym nieszczęśliwym czasie w okolicy Łowicza, a i w dalszych stronach, po wsiach, bardzo dużo postawiono krzyży dwuramiennych (Karawika).  Stawiano je na początku i na końcu wsi, tak aby blokowały zarazie drogę. Wierzono, że krzyż będzie skuteczny tylko wtedy gdy wykona się go w ciągu jednej nocy z jednego kawałka drzewa i postawi także tej samej nocy. Przyjętym zwyczajem było, iż w czasie trwania epidemii mieszkańcom wsi nie wolno było wychodzić poza krzyż.




Łyszkowice skrzyżowanie ul. Kościelnej i Cmentarnej 


„Karawika“—w trzech wydaniach przeszło 10,000 egzemplarzy rozeszło się po kraju z Łowicza i prosto z drukarni w Warszawie (St. Niemiry). Drugiego wydania (lipiec 1894) rozeszło się z Łowicza 3000 egzemplarzy w przeciągu dwóch tygodni i w czasie tym wskutek większego zapotrzebowania wyszło wydanie trzecie.








środa, 24 grudnia 2025

Wizyta wariata z pod Skierniewic -1886 r.

 


Pewnej nocy pani Łucja , zamieszkała pod nr. 4 na Wilczej, doświadczyła przygody, która ją przyprawiła o ciężką chorobę. Już było dosyć późno i pani Łucja w najlepsze usypiała, gdy dało się słyszeć gwałtowne dzwonienie. Służąca, która poszła otworzyć drzwi, wraca niebawem oznajmiając, iż jakiś pan porządnie ubrany, chce się z panią koniecznie widzieć, Pani Łucja obawiając się złodzieja, ani myślała przystać na tę nocną zagadkową wizytę, gdy tymczasem nieznajomy, nie czekając na pozwolenie, z przedpokoju udał się przez salon do sypialni i stanął w progu. Pani Łucja śmiertelnie wystraszona poleciła służącej wezwać stróża, sama zaś rozkazującym głosem poczęła nieznajomego mężczyznę wypraszać.

— Twój brat powiedział, że będziesz moją żoną,

więc jutro musisz mnie zaślubić

— wołał szaleniec, podchodząc coraz bliżej.

Na to nadszedł stróż, a pani Ł. zemdlała.

Okazało się, iż nieznajomy był to Karol W., dzierżawca z pod Skierniewic. Cierpi on od pewnego czasu obłęd umysłowy. Kiedyś zapoznał się z bratem pani Łucji wdowy, a ten żartami powiedział, iż będzie go swatał z siostrą. Otóż mania małżeństwa utkwiła w umyśle Karola który otrzymawszy adres pani Ł., wybrał się z wizytą w nocy. Stróż dostawszy kilka dziesiątek i widząc przed sobą porządnie ubranego pana, puścił go przez bramę, a dalej Karol dzięki nieoględności służącej dostał się do wnętrza mieszkania. Musiano użyć przemocy, aby obłąkanego z miłości Karola wyprowadzić. Pani Łucja z powodu gwałtownego wzruszenia i przestrachu ciężko się rozchorowała.





"Jeszcze nie wszystko stracone". 1863-1864

   Na przełomie roku 1913-1914 kiedy przeprowadzano drogę publiczną od traktu bitego Łowicz - Łódź do stacji drogi żelaznej łowicko - kali...