Łączna liczba wyświetleń

piątek, 13 grudnia 2024

Katastrofa samochodu Browaru Skierniewickiego.1937 rok


 Samochód  wpadł  na  drzewo - Szofer  poważnie  pokaleczony / 1937 r. /

''Na szosie do Brodnicy, niedaleko Lidzbarka, przy Piasecznie wydarzyła się katastrofa samochodu ciężarowego Browaru Skierniewickiego. Przednie lewe koło samochodu urwało się i wóz wpadł na drzewo. Chłodnica, część motoru i całe podwozie uległy zniszczeniu. Odłamki szkła poważnie okaleczyły kierowcę. Przygodny pasażer odniósł lżejsze rany i potłuczenia. Szofera przeniesiono do pobliskiego majątku Wlesk, gdzie wezwany lekarz prowizorycznie go opatrzył, potem przewieziono go do szpitala.''



Skierniewicki Browar Parowy

5.000 butelek piwa ROZLAŁO SIĘ NA SZOSIE / 1939 r. /

W Kowalewie pod Wąbrzeźnem wydarzyła się katastrofa samochodu Browaru Skierniewickiego. Samochód naładowany piwem, jadąc z dużą szybkością, wywrócił się na zakręcie. Skutkiem tego przeszło 5000 tys. butelek piwa rozbiło się i drogocenny dla niejednych napój, popłynął strugą na ulicy. Na szczęście szofer wyszedł z wypadku cało. 


Pracownicy browaru Skierniewickiego 


Honorowy Obywatel miasta Skierniewic Marceli, Władysław, Jakub Strakacz,to przedsiębiorca, przemysłowiec, społecznik, naczelnik OSP, lokalny patriota. Urodzony w Warszawie 6 czerwca 1881 r., syn Władysława i Ludwiki z Braulińskich, Władysław Strakacz przez całe niemal życie związany był ze Skierniewicami. Przez blisko 40 lat, od 1907 do 1948 r., prowadził jako właściciel znany, początkowo w guberni warszawskiej później województwie warszawskim, Browar Parowy w Skierniewicach. Jego składy mieściły się w różnych miejscach, min. w Toruniu, Częstochowie w wielu miastach mazowieckich, a w Warszawie przy ul. Chłodnej.Historia browaru sięga 1862 roku, kiedy to Franciszek Brauliński nabył jeden z pięciu funkcjonujących w mieście warsztatów browarniczych, zajmujących się warzeniem piwa.Nowy właściciel z werwą zabrał się za rozbudowę zakładu, który wkrótce był już znany na całym Mazowszu.Po śmierci Franciszka Braulińskiego browar przeszedł w ręce wnuka Władysława Strakacza.Przez 42 lata zarządzając przedsiębiorstwem, doprowadził je do rozkwitu, rozbudował, zmodernizował urządzenia, sprowadził z zagranicy aluminiowe kadzie do leżakowania i fermentacji piwa. Zastąpiły one używane wcześniej drewniane beczki, znane jako kufy. Z czasem przedsiębiorstwo powiększyło się o Wytwórnię Wód Gazowanych i Lemoniad.Firma prosperowała na tyle dobrze, że jej właściciel mógł pozwolić sobie na kupno majątku Strobów.Skierniewicki Browar Parowy Władysława Strakacza jakością piwa skutecznie konkurował z takim browarem jak "Haberbusch i Schiele" w Warszawie. Posiadał swoje rozlewnie piwa w Warszawie, Toruniu, Łowiczu, Kutnie, Grodzisku Mazowieckim, Pruszkowie i Lublinie. O zamożności firmy niech świadczy fakt, że miała do dyspozycji kilka samochodów ciężarowych, natomiast jej właściciel jeździł motocyklem, wzbudzając niemałą sensację wśród mieszkańców Skierniewic.
Po wybuchu II Wojny Światowej Strakacz utracił swój browar. Odzyskał go po wyzwoleniu, w 1945 roku i uruchomił go ponownie. Z uwagi na rosnące trudności z uzyskaniem przydziału na podstawowe surowce, zakład w doskonałej kondycji przekazany został Centralnemu Przemysłowi Fermentacyjnemu w Warszawie. Był to początek końca firmy.
Oprócz kierowania browarem i zarządzania majątkiem Strobów Władysław Strakacz zajmował się działalnością polityczną w skierniewickiej lokalnej Endecji. W jego domu przy ulicy Przyrynek 42 w Skierniewicach 11 listopada 1918 roku doszło do zebrania miejscowych działaczy politycznych, gdzie zapadły decyzje dotyczące przejęcia władzy w Skierniewicach.Władysław Strakacz jako ówczesny naczelnik OSP (w latach 1917-1919) w Skierniewicach kierował akcją zajęcia budynków Ratusza i Koszar, kierował rozbrajaniem Niemców i przejęciem władzy w mieście.Naczelnik Straży dh Władysław Strakacz zorganizował rozbrajanie okupantów, przyczyniając się walnie do wyzwolenia miasta.








''Browary Mazowsza .pl ''
http://www.browarymazowsza.pl/?page_id=55&child_id=575



''Drzewo GenealogiczneMarcelego Władysława Jakuba Strakacza -skierniewickiego patrioty''

środa, 11 grudnia 2024

Skierniewicach podłożono dynamit pod tor ...1892 rok

 


Do Paryża nadeszła wiadomość, że w Skierniewicach w Królestwie Polskim na dworcu kolejowym podłożono dynamit pod tor, na którym miał jechać pociąg z carem i jego rodziną. Tymczasem puszczono inny pociąg, bomba pękła, rozdarła szyny, wysadziła wagony, przy czym kilku ludzi zostało zabitych a kilku rannych. Car z rodziną naturalnie ocalał. Co w tym prawdy, nie wiadomo. Jeżeli to zaś jest prawdą, to oczywiście Moskale dopuścili się zbrodni. Z Warszawy donoszą do gazet wiedeńskich, że car i następca tronu udali się 11 bm. ze Skierniewic do Częstochowy, aby tamże wziąć udział w uroczystości odsłonięcia pomnika cara Aleksandra II. Pomnik cara Aleksandra II w Częstochowie! Prawdziwe bluźnierstwo! 



Koncepcja wzniesienia monumentalnego pomnika Aleksandra II pojawiła się tuż po jego śmierci na skutek zamachu (1881). Jako miejsce budowy pomnika prawosławnego władcy jednego z państw zaborczych wybrano Częstochowę – miejsce stanowiące cel wielotysięcznych pielgrzymek włościan do obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Autorem blisko czterometrowego posągu cara był rosyjski rzeźbiarz Aleksander Opiekuszyn, razem z cokołem z czarnego granitu monument miał 8,8 m wysokości. Odlewu figury dokonano w Petersburgu. Za pomnikiem ulokowano budkę wartowniczą dla strażnika.27 kwietnia 1889 r. na błoniach jasnogórskich w Częstochowie odsłonięto pomnik Aleksandra II Romanowa „Cara-Wyzwoliciela”. Przypominać o tym miały inskrypcje na cokole w języku polskim i rosyjskim: "Carowi Wyzwolicielowi Aleksandrowi II"; "Dekret 2 marca 1864 – niech ten dzień zostanie na wieczną pamięć chłopom Królestwa jako dzień ponownego ich dobrobytu" oraz "Wybudowany w 1889 przez wiejską społeczność Królestwa Polskiego".




Udany zamach na Cara i ''pierwszy polski terrorysta ''

Na życie cara Aleksandra II Romanowa dokonano ,sześciu nieudanych zamachów. 

W roku 1867 Aleksander  II postanowił udać się do Paryża na otwarcie Wystawy Światowej. Pewnego dnia Aleksander II, przechadzając się po ogrodzie Tuileries, napotkał na swej drodze słynną w całym Paryżu Cygankę. Kobieta, wróżąc mu z ręki, przepowiedziała siedem zamachów na jego życie. 

Car przeżył sześć . Zdołał go zgładzić dopiero Polak. Zabójcą samodzierżawcy Rosji okazał się młody Polak, Ignacy Hryniewiecki , pochodził z ubogiej, szlacheckiej rodziny i niedawno został wyrzucony z uczelni. Stało się tak, bo poświęcał więcej czasu agitacji rewolucyjnej niż nauce. Teraz uznał, że może wreszcie zająć się obalaniem caratu na pełen etat. Spodziewając się śmierci, w nocy z 12 na 13 marca Hryniewiecki sporządził manifest dla potomnych.

Aleksander II musi umrzeć. Dni jego są policzone. […] Umrze, a wraz z nim umrzemy i my, jego wrogowie, jego zabójcy. Historia dowodzi, że wspaniałe drzewo wolności domaga się ofiar. [….]

Los skazał mnie na wczesną śmierć, nie będę więc świadkiem zwycięstw, nie przeżyję ani jednego dnia, ani jednej godziny w świetlany czas triumfu. […] Liczę wszelako, że śmiercią swą uczynię wszystko, co powinienem był uczynić, i nikt na świecie nie może ode mnie więcej żądać.

W końcu nastał dzień 3 marca 1881 roku – dzień śmierci Aleksandra II.  Plan był prosty.  Car w każdą niedzielę poruszał się pewną niezmienną trasą. Feralnego dnia po odebraniu parady o godzinie 13 car Aleksander II udał się do swojej kuzynki. Spędził u niej godzinę. Następnie wyruszył w drogę powrotną do pałacu.

(…) carski powóz mijał miotacza Nikołaja Rysakowa, ten rzucił bombę, ale ładunek wybuchnął z tyłu karety i Aleksander II wyszedł z zamachu bez szwanku. Wszystko jakby zatrzymało się na chwilę w miejscu… ludzie, zamachowcy, kareta i sam car, ale trwało to zaledwie ułamki sekund. Rysakow rzucił się do ucieczki, by już w chwilę później zostać pochwyconym. Car podszedł do niego i pogroził palcem. Zwłokę cara wykorzystał drugi z miotaczy , rzucając pod jego nogi kolejny ładunek wybuchowy. Wybuch był tak silny, że na latarni gazowej wszystkie szybki poznikały, a sam słup latarni był wygięty.! Car padł na ziemię jak ścięty! Tym, który rzucił bombę był Ignacy Hryniewiecki, którego dość często nazywa się „pierwszym polskim terrorystą”. 


Ignacy Hryniewiecki



Wybuch bomby rzuconej przez Ignacego Hryniewieckiego

wtorek, 10 grudnia 2024

Jak w Skierniewicach ''Cara Accueilli'' - 1884 r.





Spotkanie ''Trzech Czarnych Orłów” w Skierniewicach było wielkim wydarzeniem nie tylko politycznym, ale i medialnym. Relacje ze zjazdu zapełniły łamy najpoczytniejszych gazet m.in. angielskiego „Timesa”, austriackiej „Neue Freie Presse”, niemieckiego „National Zeitung” czy francuskiego „Le Figaro”. Również prasa polska na bieżąco informowała czytelników o przebiegu wizyty władców najpotężniejszych mocarstw.


Dnia 1-go września NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO byli również na manewrach, a następnego dnia pojechali koleją Nadwiślańską i Warszawsko-Wiedeńską do Skierniewic. Dnia  2-go Września, na kilka godzin przed przybyciem Cesarskiego pociągu do Skierniewic, włościanie i włościanki Księstwa Łowickiego w liczbie kilkuset zebrali się na placyku, położonym w parku, przed budynkiem stacji Cesarskiej, gdzie na drodze, prowadzącej do pałacu, postawiona była przez nich bardzo ładna i wielka brama tryumfalna.

Dworzec - Carski 

 

Była ona cała ubrana świeżymi kwiatami, cyframi NAJJAŚNIEJSZYCH PAŃSTWA i mnóstwem różnokolorowych flag. Przy tej to bramie pomieścili się zebrani włościanie i włościanki. Na czele ich znajdował się wójt gminy Skierniewka, powiatu Skierniewickiego, Antoni Gawałkiewicz w kostiumie (ubraniu) narodowym. Trzymał on na obrusie obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w .srebrnej pozłacanej szacie. Obraz znajdował się w ładnym skórzanym futerale, przystrojonym czerwonym aksamitem. Na okładce futerału umieszczone były cyfry NAJJAŚNIEJSZYCH PAŃSTWA. Na drugiej, odwrotnej stronie obrazu, na srebrnej pozłacanej tablicy były wyryte wyrazy:  


''Niechaj CIĘ błogosławi Bóg Syjonu, Który stworzył

niebo i ziemię. Od wdzięcznych włościan księstwa Łowickiego

swojemu' MONARSZE i WŁAŚCICIELOWI“ . 


Wójt  gminy Bąków Karczmarek, który razem z innymi wójtami Kraju Nadwiślańskiego był w Moskwie podczas Świętej Koronacji ICH CESARSKICH MOŚCI, był ubrany w białą sukmanę i trzymał na tacy chleb i sól. Na dnie tacy był przedstawiony pałac Skierniewicki i cyfra NAJJAŚNIEJSZEGO PANA, a pod spodem widać było napis:

 ''Panuj na sławę, Od włościan księstwa Łowickiego“ .


Dokoła tacy były umieszczone herby: guberni Warszawskiej oraz powiatów: Skierniewickiego, Łowickiego i Sochaczewskiego. Z lewej strony bramy, na wzniesieniu, zrobionym z desek, umieścili się uczniowie ze szkół elementarnych księstwa w liczbie około 200 i dęta orkiestra, złożona z samych włościan. Przed bramą do samych stopni drewnianych schodów Cesarskiej stacji, po obydwóch stronach drogi, prowadzącej do pałacu, stały dziewczęta włościańskie w swoich narodowych, świątecznych kostiumach: głowy ich były ubrane w wieńce z kwiatów. Dziewczęta trzymały dość długi, spleciony i  dębowych liści i ozdobiony kwiatami wieniec (girlandę). Kwiatami również była wysypana cała droga od stacji do bramy. Na środku placyku mieściła się lampa elektryczna, a wkoło były porobione przygotowania do oświetlenia go różnokolorowy mi (bengalskimi) ogniami. Punkt o godzinie 7-mej wieczorem podszedł do stacji pociąg Cesarski. Kiedy NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO pokazali się na ganku, w jednej chwili zagorzały różnokolorowe ognie, a grzmiące i uroczyste: 

hura! hura! hura! 

rozległo się w powietrzu. Na estradzie (wzniesieniu) dał się słyszeć śpiew Hymnu narodowego przy akompaniamencie włościańskiej muzyki (orkiestry). NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO zatrzymali się kilka sekund na schodach i przyglądali się ogólnemu widokowi placyku, który przedstawiał cudowny, niedający się opisać obraz. Gdy potem NAJDOSTOJNIEJSI GOŚCIE przystąpili do włościan, wójt gminy Skierniewka miał szczęście przywitać NAJJAŚNIEJSZEGO PANA następującymi słowami:


"NAJJAŚNIEJSZY PANIE! Wszyscy cieszymy się, widząc

CIĘ z nami i błagamy CIĘ o zaszczycenie nas jeszcze tą jedną

Cesarską łaską, abyś pozwolił pobłogosławić SIEBIE i MATKĘ

CESARZOWĄ, tym obrazem miejscowej Matki Boskiej Częstochowskiej,

i niechaj Ona, Matka Pana naszego, usłyszy gorące

modły nasze za PARĘ CESARSKĄ i niechaj Ona JĄ zachowuje

na długie, długie lata dla szczęścia swojego narodu".


Następnie NAJJAŚNIEJSZY PAN wraz z NAJJAŚNIEJSZĄ PANIĄ ucałowali obraz, przy podaniu którego wójt padł na kolana, a za nim też na kolana upadł wszystek lud obecny. NAJJAŚNIEJSZY PAN w najmiłościwszych wyrazach dziękował włościanom za obraz, za chleb i sól oraz powiedział, że chór chłopców

i muzykantów życzy sobie zobaczyć nazajutrz w pałacu. Oddalający się Cesarski powóz naród i dzieci żegnały długiem hura! oraz wielokrotnym śpiewem:

'' Boże, Cesarza chroń , '' Sław się“ i ''Zbaw Panie, naród Twój ''

Długo jeszcze potem oczy wszystkich obecnych były zwrócone w kierunku pałacu Cesarskiego. Oblicza wszystkich, a zwłaszcza włościan i włościanek, jaśniały radością: do nich w odwiedziny przyjechał NAJDOSTOJNIEJSZY WŁAŚCICIEL księstwa Łowickiego.

 

Dnia 3-go Września o godzinie 11-ej rano, stosownie do Najwyższego rozkazu, przybył do pałacu chór chłopców ze szkółek elementarnych w księstwie, oraz orkiestra dęta, złożona ze 17 włościan ze wsi Miedniewice-Klasztorne. Na czele chóru było sześciu nauczycieli szkól elementarnych. Pogoda była śliczna i promienie słoneczne paliły jakby w najgorętszy dzień lipcowy. Dzieci i muzykanci, ustawiwszy się szeregiem przed pałacem, stali z odkrytymi głowami, a do wyjścia Cesarskiego brakowało jeszcze prawie godziny czasu. Wtedy Wielki Książe Mikołaj Mikołajewicz Starszy z ojcowską troskliwością kazał odprowadzićm,dzieci i muzykantów w cieniste aleje (ulice) parku i oczekiwać tam, dopóki Jego Cesarska Wysokość nie da znać, że czas znowu zająć miejsce przed pałacem. Gdy dzieci stały pod cieniem drzew, Wielki Książe wypytywał niektórych nauczycieli o stanie szkół w księstwie Łowickiem. W jakie prawie pół godziny dzieci uszykowały się znowu w szereg u głównego podjazdu. Wtedy to w jednym z okien pokazała się NAJJAŚNIEJSZA PANI. Wielki Książe, obróciwszy się do dzieci, powiedział: 

„Oto wasza CESARZOWA".

Dzieci z głębokim uszanowaniem złożyły ukłon JEJ CESARSKIEJ MOŚCI. Wkrótce potem w przedsionku pałacowym pokazał się NAJJAŚNIEJSZY PAN z NAJJAŚNIEJSZA PANIĄ. Dzieci i muzykanci powitali CESARSKA PARĘ głośnym i długiem hura! i śpiewami „Boże, Cesarza chroń“ oraz „Sław się“. 

A kiedy NAJJAŚNIEJSZY PAN się spytał, czy mogą zaśpiewać jeszcze

cokolwiek, chłopcy zaśpiewali „Ach, ty wola". Następnie NAJJAŚNIEJSZY

PAN raczył pytać się nauczycieli, z jakich i z ilu szkół zebrane są dzieci, ile ich wszystkich jest w chórze, czy chętnie uczęszczają do szkół i czy umieją mówić po rosyjsku? Przy ostatnim zapytaniu NAJJAŚNIEJSZEGO PANA Główny Naczelnik Kraju, generał-adiutant Hurko, dawał dzieciom zapytania w rosyjskim języku i odbierał od nich w tymże samym języku dość poprawne odpowiedzi. NAJJAŚNIEJSZA PANI również  uszczęśliwiła dwóch uczniów szkoły miejskiej, zapytawszy się ich, ile mają lat. 

Na zakończenie NAJJAŚNIEJSZY PAN powiedział:

„Bardzo się cieszę, ze ich tu widziałem] dziękuję“ .

 Kiedy CESARSKA PARA oddaliła się do pałacu, chłopcy zgodnie zaśpiewali

„Marsz naprzód!“ i w szeregach, z muzyką na przodzie, skierowali się ku wyjściu z parku. I dzieci, i muzykanci, i nauczyciele  wszyscy byli uszczęśliwieni, wszyscy wynosili najradośniejsze wspomnienie o tem, jak łaskawie przyjmowali ich CESARZ i CESARZOWA.

Tegoż samego dnia, po południu, do naszego NAJJAŚNIEJSZEGO

PANA przyjechali z wizytą Cesarze: niemiecki Wilhelm i austriacki Franciszek Józef. Zagraniczni Monarchowie, dowiedziawszy się, że NAJJAŚNIEJSZY PAN będzie w Skierniewicach, postanowili złożyć MU wizytę. Przyjechało z nimi wielu generałów i ministrów, znaczniejsi z nich: niemiecki — Bismarck i austriacki—Kalnoky. Wizyta, złożona NAJJAŚNIEJSZEMU PANU przez zagranicznych panujących, przy tym o wiele starszych wiekiem, jest oznaką tego wielkiego poważania, jakie oni żywią dla naszego młodego MONARCHY i dla Rosji.

W dniu 4-tym Września NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO oraz zagraniczni Goście polowali w Skierniewickim zwierzyńcu, dokąd gdy jechali, a także podczas powrotu, liczny tłum, złożony z miejskich i wiejskich mieszkańców, witał uroczyście radosnymi okrzykami MONARSZĄ PARĘ i JE J Gości. Przy bramie tryumfalnej, wzniesionej przez mieszkańców na drodze do zwierzyńca, stały uczennice szkoły elementarnej żeńskiej, wszystkie w białych sukienkach i usypały drogę kwiatami. Miasto było ozdobione rosyjskimi i zagranicznymi flagami, a wieczorem pięknie uiluminowane. W dniu 5-tyra Września Cesarze Wilhelm i Franciszek Józef odjechali za granicę.

Następnego dnia NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO pojechali na polowanie do lasu Pszczonowskiego i Bobrowskiego. Mieszkańcy Pszczonowa i okolicznych wsi, dowiedziawszy się poprzedniego dnia wieczorem, że CESARZ będzie jechał na polowanie przez Pszczonów, zapragnęli przywitać swego PANUJĄCEGO DZIEDZICA. Ze wszystkich stron ciągnęli się do Pszczonowa włościanie na wozach i pieszo. Przez całą noc szła robota nad zbudowaniem bramy, a do rana wszystko było gotowe. Brama była cała przejrzysta, ozdobiona wielkimi flagami, mnóstwem kwiatów, cyframi CESARSKIEJ PARY oraz słowami: 

„Boże, Cesarza chroń" i nadawała miejscowości świąteczny pozór. 

Jak tylko się pokazał powóz NAJJAŚNIEJSZEGO PANA, jednobrzmiące, dźwięczne hura! pobiegło na spotkanie MONARCHY, KTÓRY, zbliżywszy się do bramy, jechał stępa: liczny tłum ludu otoczył Cesarski powóz i zatrzymywał konie. Włościanie i włościanki w najuroczystszy sposób witali MONARCHĘ. JEGO CESARSKA MOŚĆ, odjeżdżając, dziękował ludowi za serdeczne przyjęcie. Kiedy się CESARZ oddalił, mieszkańcy jakimś sposobem dowiedzieli się, że za kilka godzin tą samą drogą pojedzie także NAJJAŚNIEJSZA PANI. Dostali cały wóz kwiatów, ustroili w nie świątecznie dziewczęta włościańskie i wysypali kwiatami .drogę przez całą wieś. Po przybyciu NAJJAŚNIEJSZEJ PANI do bramy, rozległo się hura! i cały powóz oraz konie były zasypane kwiatami. Powóz CESARZOWEJ także musiał postępować wolno, bo drogę lud tamował. Przejechawszy stępa przez wieś, NAJJAŚNIEJSZA PANI pożegnała się z włościanami i z włościankami i kazała jechać kłusem. Tłum, uszczęśliwiony odwiedzinami NAJJAŚNIEJSZEJ PANI, odprowadził JĄ głośnym hura! a podrzucając do góry czapki i kapelusze, biegł długo za Cesarskim powozem. Gdy zaś ten zniknął z oczu, naród rzucił się do zbierania na pamiątkę rozrzuconych po drodze kwiatów.





Zjazd trzech cesarzy, do którego doszło 15-17 IX 1884 w Skierniewicach to próba podtrzymania tzw. Sojuszu Trzech Cesarzy, opartego o porozumienie z 22 X 1873 r. zakładające, że władcy Rosji, Niemiec i Austro-Węgier będą prowadzić konsultacje celem zachowania pokoju na kontynencie europejskim.








poniedziałek, 9 grudnia 2024

JEGO CESARSKA MOŚĆ w Pszczonowie 1884 rok

Pszczonów 6 września 1884 rok 



 ''Następnego dnia NAJJAŚNIEJSI PAŃSTWO pojechali na polowanie do lasu Pszczonowskiego i Bobrowskiego. Mieszkańcy Pszczonowa i okolicznych wsi, dowiedziawszy się poprzedniego dnia wieczorem, że CESARZ będzie jechał na polowanie przez Pszczonów, zapragnęli przywitać swego PANUJĄCEGO DZIEDZICA. Ze wszystkich stron ciągnęli się do Pszczonowa włościanie na wozach i pieszo. Przez całą noc szła robota nad zbudowaniem bramy, a do rana wszystko było gotowe. Brama była cała przejrzysta, ozdobiona wielkimi flagami, mnóstwem kwiatów, cyframi CESARSKIEJ PARY oraz słowami: 

„Boże, Cesarza chroń" i nadawała miejscowości świąteczny pozór. Do włościan przyłączyło się 200 robotników z Łyszkowickiej cukrowni. Ci ostatni nie chcieli pracować w dzień przyjazdu NAJJAŚNIEJSZEGO PANA i rzecz naturalna, iż nie otrzymali płacy za ten dzień, lecz pieniądze ich wcale nie obchodziły: wszyscy oni pragnęli zobaczyć CESARZA. Jak tylko się pokazał powóz NAJJAŚNIEJSZEGO PANA, jednobrzmiące, dźwięczne hura! pobiegło na spotkanie MONARCHY, KTÓRY, zbliżywszy się do bramy, jechał stępa: liczny tłum ludu otoczył Cesarski powóz i zatrzymywał konie. Włościanie i włościanki w najuroczystszy sposób witali MONARCHĘ. JEGO CESARSKA MOŚĆ, odjeżdżając, dziękował ludowi za serdeczne przyjęcie. Kiedy się CESARZ oddalił, mieszkańcy jakimś sposobem dowiedzieli się, że za kilka godzin tą samą drogą pojedzie także NAJJAŚNIEJSZA PANI. Dostali cały wóz kwiatów, ustroili w nie świątecznie dziewczęta włościańskie i wysypali kwiatami .drogę przez całą wieś. Po przybyciu NAJJAŚNIEJSZEJ PANI do bramy, rozległo się hura! i cały powóz oraz konie były zasypane kwiatami. Powóz CESARZOWEJ także musiał postępować wolno, bo drogę lud tamował. Przejechawszy stępa przez wieś, NAJJAŚNIEJSZA PANI pożegnała się z włościanami i z włościankami i kazała jechać kłusem. Tłum, uszczęśliwiony odwiedzinami NAJJAŚNIEJSZEJ PANI, odprowadził JĄ głośnym hura! a podrzucając do góry czapki i kapelusze, biegł długo za Cesarskim powozem. Gdy zaś ten zniknął z oczu, naród rzucił się do zbierania na pamiątkę rozrzuconych po drodze kwiatów.''





Aleksander III z żoną Marią

 https://rosariumadgdar.blogspot.com/2023/12/skierniewice-swiatowa-stolica.html    ]


niedziela, 8 grudnia 2024

S. S. „Potęga" w Łyszkowicach 1936 r.

1938/39 rok - Spółdzielnia Spożywców "POTĘGA" z odpowiedzialnością udziałami w Łyszkowicach przy ulicy B. Głowackiego

/  Historia Łyszkowice   -  https://www.facebook.com/historialyszkowice  /


 Spośród 26 spółdzielni działających na terenie powiatu łowickiego największą i najlepiej działającą jest S. S. „Potęga" w Łyszkowicach. Powstała w 1936 roku. W pierwszym roku działalności prowadzono sklep żelazny i skład opałowy. Obroty na ten rok wynosiły 44 tysiące przy 177 członkach. W następnym już roku 1937 wybudowano własną cegielnię i betoniarnię (wyrób dachówek, płyt itp.) oraz uruchomiono skład nawozów sztucznych, cementu, wapna. Obrót w tym roku wyniósł 90 tysięcy przy 233 członkach. W bieżącym roku otworzono sklep spożywczo-kolonialny. Spółdzielnia w bież roku do listopada wykazała 130 tys. obrotu, przy blisko 300 członkach.

Terenem działalności spółdzielni jest gmina i osada Łyszkowice. Prowadząc własne zakłady wytwórcze, sklepy i skład artykułów masowych, spółdzielnia zatrudnia stale 5 osób, a w sezonie przeszło 30. W roku 1937 przy zwózce węgla, kopaniu gliny, różnych robotach budowlanych itp. spółdzielnia „Potęga" dała zarobić miejscowej ludności 25.572 zł. Zakłady własnej produkcji — cegielnia i betoniarnia rozwijają się znakomicie — w ub. roku wypalono 700.000 cegły, a w bieżącym roku również tyle.

Władze spółdzielni dokładają wszelkich starań, aby dobrze rozpoczęta praca postępowała naprzód, zdobywając coraz więcej członków i robiąc coraz większe obroty. Okazuje się, że do wielkich przedsięwzięć gospodarczych nie tylko są potrzebne, wielkie kapitały, lecz i ofiarną pracą dla dobra społecznego można dużo dobrego i pożytecznego zrobić. Idea spółdzielcza wydobywająca z narodu bezmiar woli .zapału i ofiarnej pracy zdobywa lud łowicki niosąc mu lepszą przyszłość, uczy brać swoje sprawy w swoje ręce. Jest nadzieja, że S. S. „Potęga" w Łyszkowicach zjednoczy wszystkich mieszkańców gminy we wspólnej pracy nad gospodarczym dźwignięciem wsi polskiej, wyzwoli chłopa od pośredników i stanie się dla niego źródłem wiary we własne siły.



1 lutego 1936 roku ,z inicjatywy Ks. Wacława Krzykowskiego i Władysława Duszyńskiego [dr. cukrowni ,,Irena''] została powołana spółdzielnia ,,Potęga'', która znalazła lokal w pomieszczeniu wynajętym od rodziny Grunwaldów . Zarząd spółdzielni: Stanisław Foks ,Henryk Graszka i Ignacy Michalski. Spółdzielnia zakupiła maszyny do wyrobu dachówek i uruchomiła sklep, zbudowała magazyny na opał i materiały budowlane. 




W latach 1936-1947 na terenie gminy działały trzy spółdzielnie:

- Spółdzielnia Spożywców ,,Potęga'' w Łyszkowicach.

- Spółdzielnia Spożywców ,,Zgoda'' w Pszczonowie. 

-Spółdzielnia Spożywców ,,Stachlewianka'' w Stachlewie.

24 lutego 1947 roku ,powstała Gminna Spółdzielnia ,,Samopomoc Chłopska'' w Łyszkowicach ,która prowadziła działalność na terenie całej gminy i 10 wsi z poza terenem gminy.21 maja 1947 r. został zatwierdzony i zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Warszawie statut spółdzielni (nr.akt PS - 34- 57).Pierwszym sekretarzem zarządu był Stanisław Foks ,kancelistą Henryk Graszka ,członkiem Ignacy Michalski ,wójt gminy. W tym samym roku 16 listopada Spółdzielnia przejęła dwie pozostałe Spółdzielnie tj ,,Zgoda'' i ,,Potęga''.

Początki spółdzielczości w Łyszkowicach to początek XXw. kiedy w 1913 roku ,powstało tzw.,,Stowarzyszenie Spożywców'' z kapitałem początkowym 800 rubli i kapitałem udziałowym 2 387,5 rubla. Prezesem zarządu został adwokat Zygmunt Marchwiński. W okresie swej krótkiej działalności Stowarzyszenie przejęło powstały w 1911 roku sklep ,,Matylda i S-ka'' oraz otworzyło piekarnię. Stowarzyszenie zaniechało swej działalności w czasie I wojny światowej a sklepik przetrwał do 1925 roku.



Zarzuty zostały potwierdzone 

Ob. Stanisław Sobecki w liście do redakcji donosi o złej pracy Gminnej Spółdz. Sam. Chł. w Łyszkowicach, podkreślając niedbałe obchodzenie się z klientami pracownika spółdzielni ob. Rykały. 

Wskutek naszej interwencji Komitet Powiatowy PZPR w Łowiczu zanalizował pracę tej spółdzielni i stwierdził, że zarzuty ob. Sobeckiego są słuszne. 

W wyniku tego kilku pracowników spółdzielni wraz z ob. Rykałą zostało usuniętych z pracy i z partii. 

Dzisiaj obsługę Gminnej Spółdzielni w Łyszkowicach objęli już inni ludzie, którzy dają jak dotychczas gwarancję dobrej pracy. 





Szajka hien cmentarnych -Skierniewice 1937 rok

  Już od dłuższego czasu na cmentarzu w Skierniewicach nieuchwytna szajka złoczyńców — hien cmentarnych okradała groby, zabierając części me...