Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 23 marca 2025

''Elektrykiem'' ze Skierniewic do Warszawy (lipiec 1953 rok)


 

Już od poniedziałku   ludność pracująca Skierniewic oraz miejscowości położonych przy linii kolejowej Skierniewice — Warszawa, będzie mogła jeździć do War­szawy bez  przesiadki w Żyrar­dowie zelektryfikowanymi po­ciągami osobowymi. Elektryfikacja linii Żyrardów — Skierniewice jest pierwszym etapem budowy wielkiego szlaku elektrycznego Warszawa —Staiinogród. (Katowice)

W niedzielę, 5 - lipca 1953 roku o godzinie 11 minut 20 odbyło się uroczyste otwarcie nowego odcinka  elektrotrakcji Żyrardów - Skierniewice. Otwarcia nowej linii dokonał wiceminister Kolei Popielas, który przybył do Żyrardowa specjalnym pociągiem wraz z przedstawicielami Rządu i Partii oraz budowniczymi tej trakcji : robotnikami, technikami ,inżynierami . 

Wiceminister Popielas dziękując budowniczym nowego zelektryfikowanego odcinka podkreślił, że nowoczesna trakcja elektryczna na odcinku Żyrardów-Skierniewice, to tylko fragment wielkiej inwestycji planu 6-letniego — elektryfikacji linii kolejowej Warszawa— Stalinogród. W imieniu społeczeństwa Żyrardowa podziękowała za uruchomienie nowego odcinka linii kolejowej poseł na Sejm, wiceprzewodnicząca Prezydium Miejskiej Rady Narodowej tow. Maria Stelmachowa oraz Helena Kwiatkowska, prządka Żyrardowskich Zakładów Lniarskich, która przemawiając w imieniu robotników Żyrardowa oraz robotników pracujących tu, a dojeżdżających z okolic Skierniewic, złożyła gorące podziękowanie władzy ludowej i Partii za oddanie nowej linii pociągu elektrycznego Z Żyrardowa udekorowany zielenią, barwami narodowymi i portretem Wielkiego Budowniczego Polski Ludowej towarzysza Bolesława Bieruta, pociąg prowadzony przez starszego maszynistę Jerzego Kartosińskiego i pomocnika Juliana Ziejowskiego z DOKP Warszawa- Grochów ruszył w kierunku Skierniewic. W drodze do Skierniewic pociąg zatrzymywał się na każdej stacji i wszędzie był witany radośnie przez miejscową ludność. W prostych słowach mieszkańcy tych okolic dziękowali państwu za stwarzanie coraz lepszych warunków bytowych. M. in. na przystanku w Rawce, chłopka Bronisława Wilczyńska wzruszonym głosempowiedziała do wiceministra Popielasa:

— Widzimy, że nowa linia kolei elektrycznej, to przykład troski Rządu Ludowego o potrzeby ludzi pracy.

Gdy wiceminister żegnał się z Wilczyńską na stacji wypuszczono stado gołębi, a zebrani wznieśli okrzyk: 

„Niech żyje pokój“.

Również mieszkańcy Skierniewic serdecznie przywitali elektryczny pociąg. Stacja kolejowa, udekorowana była flagami i transparentami. Przybyłych tu gości powitali:

I sekretarz Komitetu Powiatowego tow. Franciszek Rogalski, przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej, tow. Antoni Ruszkowski i przodownik pracy z huty szkła Dymecki. Nowoczesna elektrotrakcja usprawni komunikację na odcinku kolejowym Warszawa — Skierniewice. Zamiast dotychczasowych 10 pociągów do Żyrardowa, z których tylko 5 było skomunikowanych ze Skierniewicami, do Skierniewic z Warszawy odjeżdżać będzie obecnie 13 pociągów na dobę.  Ludzie pracy, młodzież szkolna, będą mieli sprawniejszy i szybszy dojazd do zakładów pracy w Żyrardowie, Ursusie, do wyższych uczelni w Warszawie. Mieszkaniec Skierniewic Józef Janczewski pracuje w Zjednoczeniu Przemysłowo - Budowlanym nr I w Warszawie jako posadzkarz. Gdy w sobotę skończył pracę o godz. 13-ej dopiero o godzinie 17-ej był w domu, obecnie podróż do pracy i do domu będzie trwała znacznie krócej. Przodownik pracy z Ursusa, tokarz Kazimierz Paradowski  z niecierpliwością czekał na zelektryfikowanie linii kolejowej  Żyrardów — Skierniewice. Szybciej przyjedzie teraz z pracy do domu  i więcej czasu będzie  mógł poświęcić na naukę .

A takich jak Janczewski i Paradowski jest znacznie więcej .Z samych Skierniewic około 5 tys. ludzi dojeżdża codziennie do Warszawy.





Przy elektryfikacji tego od­cinka wyróżniło się wielu pra­cowników, a między nimi szcze­gólnie monterzy Mieczysław Wieczorkiewicz, Eugeniusz Wierczyński, Wacław Bonikowski i inni. Roboty ziemne i torowe wy­konało Przedsiębiorstwo Robót Komunikacyjnych 7 pod na­dzorem technicznym DOKP —Warszawa. Przy pracach tych wyróżnił się inż. Janusz Jan­kowski.  




Wykonanie tej inwestycji by­ło trudnym zadaniem, ponieważ roboty musiały być wykonane bez szkody dla normalnych przewozów, w czasie krótkich, wyliczonych na minuty zam­knięć poszczególnych odcinków linii kolejowej. Dzięki rozwija­jącemu się wciąż socjalistycz­nemu współzawodnictwu pracy w zespołach i indywidualnie wśród brygad robotniczych, wy­konujących normy w granicach 200 procent, dzięki wysiłkom i ofiarności pracowników świa­domych wagi powierzonego im zadania, wszystkie trudności zostały pokonane Do wykonania odcinka elek­trotrakcji Żyrardów — Skier­niewice użyto dużych ilości materiałów. M. in. dla robót budowlanych 460 tysięcy sztuk cegieł, 150 ton cementu, 96 ton żelaza. Dla robót torowych uży­to 1.772 ton szyn, 17 tysięcy podkładów. Dla wykonania słupów do sieci trakcyjnej użyto 150 ton cementu, 145 ton żela­za konstrukcyjnego, ponadto — na sieć — kilkaset ton innych materiałów. Materiały i wypo­sażenie dostarczone zostały przez przemysł krajowy.






środa, 19 marca 2025

Dziewczę z Łowicza powiada .../1928 rok/


[ warto zwrócić też uwagę na jeden element Księżanki w ręku ]
 

''Moja bielizna jest zawsze śnieżno-biała, bo w wyborze mydła jestem bardzo ostrożna. Używane przeze mnie mydło musi oszczędzać bieliznę, być wydajne i tanie.

Dlatego też zawsze kupuję:''



W 1921 r. pojawiła się pierwsza partia mydła marki „Jeleń”. Fabryka należała wówczas do Towarzystwa Przetworów Tłuszczowych „Saturnia”. Do produkcji mydła „Jeleń-Schicht” używano najlepszych gatunków tłuszczów roślinnych, w tym oleju kokosowego i palmowego oraz najlepszych tłuszczów zwierzęcych, posiadających do 75% zawartości kwasów tłuszczowych. W produkcji stosowano tłuszcze rozszczepiane nowoczesną metodę Krebitza. Wówczas rozpoczęto produkcję kosmetyków na małą skalę. 


W 1926 r. niemiecki koncern „Schicht” przejął całkowicie kontrolę nad zakładem. Od 1928 r. nazwa brzmiała Przemysł Tłuszczowy „Schicht” S.A. W 1930 roku (w innym źródle 1935) do spółki przystąpiła angielska firma „Unilever” Ltd, co spowodowało ostatnią przed wojną zmianę nazwy koncernu i fabryki na Przemysł Tłuszczowy „Schicht-Lever” SA. Koncern stał się monopolistą w produkcji mydła i proszków do prania oraz innych przetworów tłuszczowych. Do najbardziej znanych produktów należały mydła „Jeleń Schicht” i „Biały Jeleń”, oraz „Radion” – proszek piorący, „Lux” – środek do prania delikatnych tkanin, „Vim” – do czyszczenia i szorowania .

W latach dwudziestych i trzydziestych znak Jelenia w Polsce kojarzył się z niemiecką wytwórnią Schicht, której wyrób był mocno reklamowany i odniósł duży sukces nie tylko na naszym rynku.


- Kawiarnia "Gastronomia" przy zbiegu ulic Nowego Światu i Alej Jerozolimskich w Warszawie-widok zewnętrzny. Widoczne neony reklamowe i reklama mydła Schicht Jeleń-rok 1934





W latach 20 i 30 ubiegłego wieku bardzo często na fotografiach z udziałem Księżaków pojawia się jeden element ,który charakteryzuje podejście mieszkańców Księstwa Łowickiego do swojej wiary .....





















niedziela, 16 marca 2025

Łowicz - Katyń /1898- 1940 r/ Kazimierz Puzdrakiewicz


Ppor. rez. Kazimierz Ferdynand Puzdrakiewicz s. Stanisława i Władysławy z Górskich, ur. 2 III 1898 w Łowiczu. Absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego. Uczestnik wojny polsko -sowieckiej 1920. Ppor. od 1 IX 1932, przydzielony do kadry OK I. Zmob. do 6 pp Leg.

Kazimiera i Kazimierz Puzdrakiewiczowie pochodzili z Łowicza,  pobrali się i zamieszkali w stolicy. Mieli dwójkę  dzieci: syna Zdzisława i  córkę Gabrielę. Mieszkali przy ul. Wiejskiej, niedaleko gmachu Sejmu. Piękne czteropokojowe mieszkanie, z ciepłą wodą. Na ówczesne czasy - wyjątkowy luksus. W okresie między wojennym p. Kazimierz pracował m.in. jako intendent Belwederu. Od czasu do czasu z całą rodziną odwiedzał swoich bliskich ,którzy mieszkali w Łowiczu .

Wrzesień 1927 rok. 

Na szosie pod Łowiczem wydarzyła się straszna katastrofa samochodowa. Poszkodowani w wypadku to: intendent Belwederu p. Kazimierz Puzdrakiewicz, jego żona Kazimiera oraz siostra Irena Puzdrakiewiczówna, jako też szofer Malinowski. Zawiadomiony o wypadku ojciec , posiadający w Łowiczu przy ul. Warszawskiej zakład krawiecki zemdlał na widok ciężko rannych: córki, syna i synowej . Staruszka z trudem przywrócono do przytomności .Z kolumny samochodowej generalnego inspektoratu sił zbrojnych w Belwederze -4 września wyruszył rano samochód ''Cadillac ''nr.25 ,pozostający do dyspozycji majora Wendy .Z polecenia mjr. Wendy ,popularna w Warszawie maszyna wojskowa oddana została na dzień do dyspozycji intendenta Belwederu p. Puzdrakiewicza .Samochód podążył w stronę Łowicza ,gdzie mieszkali rodzice p. Kazimierza .Maszynę prowadził ,jak zwykle szofer auto kolumny belwederskiej Czesław Malinowski .


/ CADILLAC SERIES 314 – rok 1927
Producent: Cadillac Motor Car Co., Detroit, Michigan, USA. /
 

W odległości 4 kilometrów od Łowicza ,samochód pędził z zawrotną szybkością .Nagle pękła opona przedniego koła samochodu ,szofer Malinowski ,słysząc huk pękniętej opony ,błyskawicznie zatrzymał auto ,ale tak nieszczęśliwie ,że wskutek nagłego wstrząsu zerwało się koło samochodu. Auto przewróciło się do góry kołami, przygniatając całym swoim ciężarem pasażerów .W momencie tej katastrofy szofer Malinowski został wyrzucony z siedzenia w powietrze .Spadając ,uderzył głową o kamienie z taką siłą ,że poniósł śmierć na miejscu. Na ratunek pospieszyli przechodzący szosą włościanie ,którzy wydobyli spod szczątków maszyny ciężko rannych pasażerów .Rannych przewieziono w stanie zagrażającym życiu do szpitala św. Tadeusza w Łowiczu. Na wieść o wypadku wyruszyła z Warszawy sanitarka z auto kolumny belwederskiej z komendantem kpt. Heyem na czele .Przewiezienie rannych do Warszawy okazało się ze względu na ciężki stan poszkodowanych niemożliwe .

Wrzesień 1939 r.

''...6 września pożegnał się z nami, ucałował i zapewniał, że niebawem wszystko się skończy i wróci - wspomina pani Gabriela.''


- Tata w 1920 r. zgłosił się do wojska jako ochotnik. Świetnie strzelał. We wrześniu 1939 r. strasznie musiał żałować, że nie mógł wykorzystać tych umiejętności, gdy padł rozkaz niestrzelania do żołnierzy sowieckich - przypuszcza pani Gabriela.

- Uczył mnie tańczyć walce, kujawiaki, wysłał nas na naukę gry na fortepianie (sam grał na gitarze), naukę języka niemieckiego. Razem jeździliśmy na łyżwach, a tata jeszcze na nartach nad Morskim Okiem - wspomina ojca z dumą Córka . 

Podporucznik Puzdrakiewicz, zmobilizowany na początku wojny, trafił do 6. pułku piechoty legionowej jako specjalista od budowy schronów.

- 6 września pożegnał się z nami, ucałował i zapewniał, że niebawem wszystko się skończy i wróci - wspomina pani Gabriela.

Nie wrócił. Sowieci zatrzymali go pod Trembowlą (dziś na Ukrainie) i przewieźli do obozu w Kozielsku. Stamtąd przesłał jeden list, który - niestety - spłonął podczas Powstania Warszawskiego.

Wcześniej rodzina Puzdrakiewiczów została wysiedlona na Wolę, bo Wiejską i okolice okupant zamienił w dzielnicę tylko dla Niemców. Zdzisława wywieziono w głąb Rzeszy w 1941 r., a mama i ona pod koniec powstania wywiezione zostały do Auschwitz.

 W 1943 r., w niemieckim "Nowym Kurierze Warszawskim" Niemcy opublikowali listę zabitych po odkryciu mogił polskich oficerów. Wśród nich było nazwisko mojego taty wspomina Pani Gabriela.

fragment wywiadu :''Dlaczego zginęli? Dlaczego tam?''

https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,7778738,dlaczego-zgineli-dlaczego-tam.html /






niedziela, 9 marca 2025

Samosąd na złodziejach - Łowicz styczeń 1906 rok


 Działo się w mieście Łowiczu dwunastego stycznia tysiąc dziewięćset szóstego roku o godzinie trzeciej po południu. Stawił się Wincenty Tomala sześćdziesiąt lat i Antoni Strach trzydzieści cztery lata obaj robotnicy z Jastrzębi i oświadczyli, że dziesiątego stycznia tego roku o godzinie jedenastej wieczorem zmarł w Jastrzębi Wojciech Górecki robotnik trzydzieści cztery lata mający pozostawiwszy po sobie owdowiałą żonę Wiktorię. Po naocznym przekonaniu się o śmierci Wojciech Góreckiego akt ten obecnym niepiśmiennym przeczytany przez Nas tylko podpisany. Ks. Ludwik Czajewicz.

/ https://metryki.genealodzy.pl/index.php?op=pg&id=263&se=&sy=1906&kt=3&plik=004-009.jpg&x=2194&y=700&zoom=1 /

Z Łowicza donoszą:

W nocy z dnia 10 na 11 , mieszkańcy tutejsi, rzemieślnicy i robotnicy, oburzeni napaściami na szosie, jakich bezkarnie dopuszczali się znani rebusie, zgromadzili się w liczbie około 300 osób i udali się społem do wsi Jastrzębie, w odległości 2 i pół wiorsty od Łowicza do znanego złodzieja Wojciecha Góreckiego. Wyprowadzono go przemocą z mieszkania i bito w sposób tak okrutny, że skonał pod uderzeniami pałek. Naczelnik straży ziemskiej dowiedziawszy się o zajściu, wyjechał na miejsce z wojskiem . Tłum spotkano w drodze powrotnej do miasta i z pomocą wojska rozpędzono. Pomimo to zgromadził  się  on powtórnie w obrębie miasta i  wtargnął do Józefa Szmurowsklego, także złodzieja, którego zabito w łóżku. We wsi Korabce o wiorstę od Łowicza  poraniono ciężko złodzieja Jana Studzińskiego.





środa, 5 marca 2025

Katastrofa pod Łowiczem 1932 r.


 

W poniedziałek, dn. 22 lutego , około godz.10:53 rano, na linii kolejowej między Bednarami a Łowiczem , na nie zamkniętym przejeździe kolejowym w Arkadii , nastąpiło zderzenie autobusu z pociągiem pośpiesznym nr.401 , jadącym z Warszawy przez Łowicz do Gdańska. Autobus pasażerski Kiernozia —Żyrardów, prowadzony przez  Stanisława Perkowskiego zbliżał się pełnym gazem do przejazdu, szofer widząc otwarty przejazd, a nie przypuszczając, że pociąg jest już blisko, wjechał na tor. W sekundę potem nastąpiło straszne zderzenie. Lokomotywa wpadła z piekielnym impetem  w  autobus  i odrzuciła z szyn — już jako bezładną kupę pogiętej blachy, połamanego żelastwa i drzewa, wlokła autobus przed sobą na przestrzeni około 300 metrów .Służba konduktorska, pasażerowie, a następnie pomoc medyczna  z Łowicza, oraz władze cywilne i kolejowe pośpieszyły natychmiast z pomocą. Z pod  strzaskanego autobusu wydobyto dwa ciała  zmasakrowane okropnie. Wskutek wypadku ponieśli śmierć na miejscu Ciesielski Antoni , właściciel kawiarni w Bolimowie   i Sentowski Edward z Żyrardowa. Z pośród 11 ciężko rannych— Samuel Brandt, dentysta — zmarł w chwilę po przewiezieniu go do szpitala w Łowiczu.

Dzień po katastrofie zmarł właściciel autobusu ,Stanisław Zbierski, z Kiernozi, a  dnia. 25 lutego zmarł ,w szpitalu 12-letni Stasio Mońko, syn właściciela młyna z Bolimowa. Szofer samochodu, Perkowski, ocalał i stan jego nie jest groźny: Ciężko ranni zostali : Stanisław Tarkowski, Maria Dąbrowska, Stanisława Mońko (matka zmarłego Stasia), Stanisław Dożykowski, Stefan Głowacki, Stefan Szablewski i Jan Kalinowski.

Doraźne śledztwo stwierdziło absolutną niewinność maszynisty pociągu nr.408 oraz szofera autobusu. Katastrofa nastąpiła wskutek nie zamknięcia przejazdu. Odpowiedzialność za  wypadek ponosi dróżnik przejazdowy Faustyn  Adamczyk, cieszący się zresztą doskonałą opinią , którego  zatrzymano do dyspozycji władz sądowych.

Dochodzenie w sprawie katastrofy prowadzą władze śledcze z Łowicza , oraz specjalna Komisja techniczno-kolejowa Dyrekcji Warszawskiej .

Przejazd na szosie arkadyjskiej wymaga specjalnie starannej obsługi, gdyż położone wzdłuż szosy zagajniki i zarośla, dochodzące do samego toru kolejowego, zasłaniają widok z szosy na tory żelazne. Nie widząc opuszczonych szlabanów każdy śmiało wjeżdża na przejazd i wielokrotnie  już szereg osób wprost cudem uniknęło śmierci w tym miejscu.









Szajka hien cmentarnych -Skierniewice 1937 rok

  Już od dłuższego czasu na cmentarzu w Skierniewicach nieuchwytna szajka złoczyńców — hien cmentarnych okradała groby, zabierając części me...