![]() |
| Bierut po lewej - Żymierski po prawej |
Jeden z reliktów tamtych czasów ,który przetrwał do dziś w Łowiczu - ul........?
![]() |
| Bierut po lewej - Żymierski po prawej |
23 września wieczorem Skierniewice zostały wstrząśnięte wiadomością o katastrofie Lux torpedy, kursującej na linii Warszawa — Katowice, na zwrotnicach zjazdowych pod Skierniewicami, cztery osoby ciężko ranne i 8 osób lżej rannych. Ciężko ranni są konduktor, mechanik i dwaj pasażerowie.
Pierwsze niepokojące pogłoski o rozmiarach katastrofy okazały się na szczęście wyolbrzymione. Torpeda, biegnąca normalnie z szybkością 100 km. na godzinę, została wyrzucona z szyn na zakręcie w chwili kiedy jechała ze zmniejszoną szybkością. Dzięki tej szczęśliwej okoliczności wykolejenie nie przybrało rozmiarów katastrofy. Kierowcy Lux Torpedy udało się w chwili, kiedy poczuł, że wagon biegnie po podkładach zahamować bieg do tego stopnia, iż 18 pasażerów odniosło podczas uderzenia o ostatni wagon pociągu towarowego tylko lekkie obrażenia cielesne. Wagon towarowy uległ zupełnemu rozbiciu, solidnie zbudowana torpeda wytrzymała impet uderzenia i została tylko uszkodzona . Właściwa przyczyna wykolejenia torpedy nie została jeszcze całkowicie wyjaśniona,
jak jednak wstępne dochodzenia wykazały, katastrofa nastąpiła skutkiem złego
ustawienia zwrotnicy. Pasażerowie torpedy po udzieleniu im pierwszej pomocy odjechali
pociągiem pośpiesznym do Katowic.
Przedwojenne gazety co jakiś czas donosiły na pierwszych stronach o - strasznych -wielkich - tragicznych, katastrofach pociągów PKP. Wypadki nie omijały też węzła kolejowego stacji Skierniewice . O tych mniejszych wspomniano w kronikach.
Dlaczego wykoleiła się „Lux - torpeda"?
Skandaliczne niedbalstwo przyczyną katastrofy!
Dochodzenie prowadzone w sprawie katastrofy wagonu - torpedy na stacji w Skierniewicach w dniu 23 września , ustaliło, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był brak zamka w zwrotnicy. Zamek ten wskutek uszkodzenia był oddany do naprawy Gdy nadszedł wagon - torpedy z Warszawy, zwrotnica z powodu braku zamka przeskoczyła i wagon wpadł na inny tor. Katastrofa spowodowana została niedbalstwem służby kolejowej, gdyż przy uszkodzonej zwrotnicy należało dyżurować aż do czasu jej naprawienia. Jak się okazuje z wyników śledztwa w sprawie katastrofy „Lux - torpedy ‘’dopuszczono się karygodnego niedbalstwa, które mogło spowodować nieobliczalne szkody. To niedopatrzenie jest zaiste nie do pomyślenia na jednej z najgłówniejszych linii w Polsce. Wie się, że zwrotnica jest zdefektowana przez uszkodzenie uszkodzonego zamka. — Pomimo tego defektu nie stawia się nikogo przy zepsutej zwrotnicy, a więc puszcza się samopas pociągi na łaskę losu i źle działającej maszyny. I po takim torze jedzie ‘’torpeda ‘’z szybkością 90 kilometrów na godzinę! Niewątpliwie sprawą tą zajmą się czynniki kierownicze ministerstwa komunikacji.
Sześć złotych wesel odbyło się d. 28 października w parafii Wysokienice, należącej do Księstwa Łowickiego.
Do owych „państwa młodych“, którzy przeżyli w małżeństwie lat 50, należeli następujący parafianie :
(licząc od strony prawej ku lewej)
- Józef Bartkowicz lat 7O i Anna z Krzysztofiaków, lat 68‘/a) gospodarze ze wsi Złota, ślub brali d. 24 stycznia 1853 r.; dzieci żyje 3-je, wnuków 7-ro.
- Filip Wiosna, lat 7O i Joanna z Jędraszków, lat 74, gospodarze z Jasienia, ślub brali dnia 19 stycznia 1852 r., dzieci 3-je, wnuków 7-ro.
- Szymon Klatka, lat 76 i Elżbieta z Wolniaków, lat 76, gospodarze z Wysokienic, ślub brali dnia 21 lutego 1848 r; dzieci 6-ro, wnuków 9-ro.
- Franciszek Rochalski, lat 70 i Wiktoria z Włodarków, lat 69, gospodarze z Miechowie, ślub brali dnia 15 listopada 1852 r.; dzieci 5-ro, wnuków 21.
- Jan Wolny, lat 69 i Katarzyna z Wińczewskich, lat 68, gospodarze z Wilkowic, ślub brali dnia 21 listopada 1852 r. Córka przybrana, wnuków 5-ro.
- Jakób Wilczak, lat 69 i Katarzyna z Koczywąsów, lat 70, gospodarze z Wysokienic, ślub brali dnia 22 listopada 1853 r., dzieci 3-je, wnuków 7-ro.
Obliczając lata „młodych“, znajdujemy, że razem te 6 par żyją na świecie 852 lat; dzieci mieli 21, zięciów i synowych 18 i wnuków 56, czyli razem przez te lata rozrośli się w 107 osób.
W tym dniu uroczystym przybyli w otoczeniu dzieci i wnuków, do kościoła parafialnego w Wysokienicach (w pow. skierniewickim: w którym niegdyś wszyscy otrzymali Chrzest Ś-ty, a potem Sakrament Małżeństwa), tu odbyli Spowiedź, przyjęli Komunię Ś-tą w czasie Mszy na ich intencję odprawionej; potem ks. proboszcz wręczył „państwu młodym“ przy odpowiednich modlitwach 3-łokciowe laski białe, zakończone krzyżami złoconymi i wianeczkami z myrty i konwalii. Uroczystość zakończyła się przedmową, zastosowaną do tej tak pięknej a rzadkiej w życiu ludzi chwili. Staro żeńcy złożyli pewną sumę na sprawienie do swego starego modrzewiowego kościoła pięknej lampy przed wielki ołtarz na pamiątkę swoich „złotych godów“. Daj im, Boże, doczekać „brylantowych“ w pobożności i dobrym przykładzie dla swych dzieci i wnuków.
Kompania z Księstwa Łowickiego. 02-06-1903 r. na Jasnej Górze
Parafianie Wysokienic z Księstwa Łowickiego zwracali powszechną uwagę pięknym jednolitym swym strojem regionalnym. Mężczyźni wyróżniali się wysokim wzrostem, ubrani byli w sukmany przepasane czerwonymi wełnianymi pasami, a kobiety — w samodziałach — jakby nasiał maku. Wszyscy mieli przypięte na piersiach jednakowe medaliki jubileuszowe Matki Boskiej. Lecz więcej jeszcze niż strój cechował ich wyraz poważniejszej myśli i poczucie godności osobistej. Wszyscy, w liczbie 260 osób, przybyli dnia 2 czerwca. Godnym uwagi jest sposób, w jaki urządzili oni gospodarczą stronę swej pielgrzymki Każdy z uczestników złożył oznaczoną kwotę pieniędzy w ręce Czcigodnego proboszcza, ks. Stanisława Kuczyńskiego, a zacny ten kapłan z całym poświęceniem roztaczał troskliwą opiekę nad swymi owieczkami w przeciągu całej pielgrzymki. Wystarał się o wynajęcie specjalnego pociągu po zniżonych cenach. Wszyscy jego parafianie przystępowali do Spowiedzi i Komunii świętej, a 70 z nich otrzymało Sakrament Bierzmowania. Pod przewodnictwem swego kapłana zwiedzili szczegółowo klasztor, z czego odnieśli niezwykłą korzyść, mając tak światłego przewodnika. Wreszcie piękną i trwałą pamiątkę sprawił kapłan pielgrzymom, nabywając dla każdego z nich wielki portret księdza Augustyna Kordeckiego, jako w roku jubileuszowym tego sławnego obrońcy Jasnej Góry. Portret ów najodpowiedniejszą jest dla pątników pamiątką w tym roku jubileuszowym. Wizerunek księdza Kordeckiego otaczają piękne ilustracje, odtwarzające ważniejsze chwile dziejów przesławnego klasztoru. Parafianie Wysokienic w nadzwyczajnym porządku przechodzili przez miasto przy dźwiękach kapeli klasztornej. Jesteśmy pewni, że Księżacy godnie ocenią działalność zacnego swego kapłana, okazując mu miłość i synowskie posłuszeństwo.
Kościół przed którym zacni Jubilaci zrobili sobie zdjęcie 122 lat temu ,dziś można zobaczyć w skansenie w Maurzycach .
Na teren skansenu przeniesiony został w 2006 r. z Wysokienic ,położonych w województwie łódzkim w powiecie skierniewickim w gminie Głuchów. .Kościół pod wezwaniem św. Marcina, fundacji arcybiskupa gnieźnieńskiego Adama Komorowskiego, wzniesiony został w stylu barokowym, datowany 1758 rok .Wieś arcybiskupa gnieźnieńskiego w ziemi rawskiej województwa rawskiego 1792 r.
Parafię w Wysokienicach erygował w 1347 r. arcybiskup metropolita gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki. Na początku XVI w. duszpasterzowało przy nim dwóch kapłanów: pleban i wikariusz. Jego konsekracji miał dokonać dopiero w 1540 r. biskup sufragan gnieźnieński Jan Busiński, jednak nie wiadomo pod jakim wezwaniem. Świątynia spłonęła wraz z całą wsią Wysokienice dnia 20 X 1749 r. Nowy kościół, modrzewiowy, orientowany, o konstrukcji zrębowej, oszalowany, pw. św. Marcina biskupa został wybudowany w 1758 r. z fundacji arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego Adama Komorowskiego, prymasa Polski. Wobec postępującego zubożenia, decyzją arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego Antoniego Kazimierza Ostrowskiego, prymasa Polski, w 1789 r. parafia została inkorporowana do prepozytury parafialnej w Głuchowie. Odtąd w Wysokienicach, już jako filii, rezydował i duszpasterzował jeden z trzech mansjonarzy głuchowskich. Inkorporacja nie była wieczysta: w 1869 r. kościół w Wysokienicach stał się na powrót parafialnym. W 1935 r., staraniem ówczesnego proboszcza ks. Jana Markiewicza, kościół został rozbudowany (powiększony o 78 m2), odnowiony wewnątrz i na nowo pokryty gontami.
W latach 1991-1994 na tyłach starego kościoła, został zbudowany nowy, według projektu arch. Janusza Tofila i ks. kan. Wiesława Wasińskiego.
''...Gotowy pociąg do odjazdu podstawiono przy długim peronie stacji Skierniewice.
Była godzina 7 minut 28 (wieczorem), kiedy do parowozu podszedł sam car i „łaskawie" raczył zapytać:
— „A ileż to minut wynosi jazda do Warszawy ?
— Normalnie 65 minut — Najjaśniejszy Panie — odparł Karopłacki.
— Hm chcę być o ósmej w Warszawie na operze.
—- Rozkaz, Najjaśniejszy Panie!
Słuchającym tej rozmowy, dygnitarzom kolejowym, włosy dęba na głowie stanęły. Aby być za niecałe pół godziny w Warszawie, trzeba więcej jak podwoić normalną prędkość biegu pociągu; znaczyłoby to samo, co skierować okręt na niebezpieczne rafy. Nigdy podobnie błyskawicznych prób jazdy nie dokonywano a zresztą — nawierzchnia toru nie wytrzyma tego, przy takim ciężarze, jaki przedstawiają, — specjalnej budowy — wagony cesarskiego pociągu. Ale trudno, rozkaz cesarza nie zna apelacji.
Punktualnie o godzinie 7 minut 29 pociąg ruszył w drogę, długość której do Warszawy wynosi równe 66 kilometrów na całej przestrzeni zamarł wszelki ruch innych pociągów. W tym celu bowiem podano uprzednio „wojenną" depeszę do wszystkich stacji, aby przyjazd Najjaśniejszego" odbył się „bez przeszkód i bez zarzutu.'' Karopłacki rozwinął szybkość jazdy do niedopuszczalnych wprost rozmiarów. W kilka minut przed oknami wagonów mignął jakiś budynek — to stacja Radziwiłłów...,
![]() |
| budynek stacyjny I w.ś Radziwiłłów |
...a po 6 minutach znowu jakiś — był to Żyrardów.
Za Grodziskiem car wyjrzał przez okno i — o dziwo! Począł łypać oczyma; nie mógł się bowiem zorientować — czy jedzie pociągiem, czy też siedzi w wypuszczonym z armaty pocisku. Zanim wyraził swój przestrach w słowach '' Ты не можешь идти медленнее? ''(czy nie można wolniej?)
![]() |
| budynek stacyjny Grodzisk Maz. I w.ś |
— już pociąg przejechał Pruszków .
Tymczasem na parowozie wyższy dygnitarz wydziału mechanicznego oburącz trzymał się okiennej ramy szczupły zaś jak tyka maszynista — instruktor w kucną przy tendrze przytrzymując jedną ręką czapkę, a drugą konwulsyjnie ściskał wskaźnik wodomierza. Gdyby się podniósł — wiatr zdmuchnąłby go jak piórko. Na pa- wozie huczało jakby z piekielnej sarabandzie; zdawało się, że wszyscy szatani wyprawiali najzłośliwsze harce; poprostu wicher porywał z tendra kawałki węgla i unosi jak gałki waty. Pomocnik maszynisty i palacz na. zmianę zdążyli przez drogę wrzucić do paleniska już pot tendra węgla, który płomień straszliwie pożerał. Od czasu do czasu spoceni i zmęczeni spoglądali na siebie wymownie, a palacz szepnął koledze do ucha:
— Zobaczysz Władek, że jak słońce na niebie tak na Marszałkowskiej „pod Setką" będziem mieszkać.
Mnie się też tak widzi, że majster nie będzie mógł zatrzymać i na pewniaka w Marszałkowską wjadziem.
Nikt z obecnych na parowozie nie śmiał się sprzeciwić, ani zwrócić uwagi Karopłackiemu, który wpatrzony w horyzont zarysowującej się coraz bliżej Warszawy stał jak zimny posąg. Jego czynność polegała na tem, że jedną ręką trzymał lewar, drugą zaś poruszał inżektor, przepuszczając co chwila świeży strumień wody do kotła. Od czasu do czasu zerknął okiem na manometr, wskazujący ciśnienie pary.
— Nie żal mi będzie — myślał — jeśli na jakiejś zwrotnicy zrobię piramidę; może sam zginę, ale i z Mikołaja niewiele zostanie. . .
Stało się inaczej; pociąg cudownie jakoś przyjechał do Warszawy, a posłuszny — jak dziecko —parowóz zatrzymał się przed peronem w specjalnie wskazanym miejscu. Była punktualnie godzina 7 minut 59; jazda więc wynosiła okrągłe 30 minut. Car, wysiadłszy z wagonu, nie poszedł po specjalnie ułożonym chodniku, lecz momentalnie skierował się do parowozu, obok którego stał już maszynista Karopłacki.
— Dziękuje panu za wypełnienie rozkazu; nie spóźniłem się — ale już nigdy tak jeździć nie będę. To mówiąc — Mikołaj wręczył Karopłackiemu banknot 100 rublowy oraz złoty zegarek, który w oczach zmieszanego nieco tym maszynisty odpiął od starego munduru.
— Rad starać się.. . — odrzekł z udaną pokorą Karopłacki biorąc „wysoki dar“.
W chwilę później maszynista oglądał parowóz, który — wskutek nadużycia, nie nadawał się już do jazdy. W pewnej chwili zdawało mu się. że z lokomotywy pociepła krew...
Złudzenie; to pociekły łzy z oczu pana Karopłackiego, który nie mógł znieść okropnego stanu swego u- kochanego żelaznego rumaka...''
![]() |
| Pracownicy parowozowni w Skierniewicach, początek XX w. |
Budynek stacyjny w Radziwiłłowie wybudowano w 1848 roku wraz z powstającą wówczas pierwszą linią kolejową na obszarze dawnego Królestwa Polskiego tzw. Drogą Żelazną Warszawsko-Wiedeńską. Został on zniszczony podczas I wojny światowej (w 1915 roku stały już tylko jego mury zewnętrzne). Obecnie funkcjonujący dworzec był jednym z grupy podobnych obiektów powstałych w latach 1918-24 w ramach programu odbudowy infrastruktury kolejowej po zniszczeniach wojennych. Powstał w pierwszym etapie prac w latach 1920-22. Dworzec przetrwał II wojnę światową.
Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...