Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 sierpnia 2025

Niemieckie zbrodnie wojenne , pow. Łowicz. 1939 -1945 r.

 



















/  więcej informacji pod linkiem:  /

[ ,,Za drogo nas to kosztowało'' 23 maja 1943 r. (cz.I) Łowicz - ul. Blich 13

https://rosariumadgdar.blogspot.com/2023/02/za-drogo-nas-to-kosztowao-23-maja-1943.html ]





Ciała pomordowanych przed rampą mleczarni .



















Stanisław Somorowski, ur. 26 lutego 1896 r. w Pabianicach, s. Józefa i Marianny z d. Tus, dyrektor Seminarium Nauczycielskiego (w dokumentach oświęcimskich, nauczyciel), żona Irena z d. Głowinkowska, zamieszkały w Łowiczu przy ul. Wygoda 12, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16702, zm. 3 marca 1942 r. (podaję przy wszystkich zmarł, gdyż w dokumentach oświęcimskich nie można stwierdzić przyczyny i rodzaju zgonu )


Zygmunt Bebłociński, ur. 10 lutego 1913 r. w Łowiczu, s. Wincentego i Hoży (?) z d. Zaluga, kupiec, zamieszkały przy Rynku Kilińskiego 10, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16653, zm. 20 stycznia 1942 r.





Ks. Józef Kopczewski, ur. 31 maja 1906 r.w m. Boguty, s. Mariana i Konstancji z d. Tymińska, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16853, 3 czerwca 1942 r. wywieziony do Dachau. Po wyzwoleniu kapelan dywizji pancernej gen. Maczka. W 1951 r. wyjechał do USA (Dallas), zm. w 1968 r.

Józef Tomczak, ur. 6 marca 1899 r. w Łowiczu (Górki Jastrzębskie), s. Szczepana i Juliany z d. Wolsza, żona Stanisława z d. Wysocka, stolarz zamieszkały przy Nowym Rynku 22, przewieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16862, zm. z 10 na 11 maja 1942 r. (zmarł w nocy w baraku szpitalnym, co może sugerować, że został zabity zastrzykiem z fenolu)



Kazimierz Julski, ur. 20 lutego 1913 r. w m. Kromaszewice, s. Seweryna i Stanisławy z d. Sawicka, nauczyciel, zamieszkały w Pszczonowie, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16926, zm. 14 sierpnia 1942 r.




Jan Masztanowicz, ur. 27 stycznia 1903 r. w Łowiczu, s. Marcina i Zofii z d. Michalska, nauczyciel, zamieszkały we wsi Krępa, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16838, zm. 18 marca 1942 r.



Stefan Stołowy, ur. 25 maja 1907 r. w Warszawie, urzędnik państwowy, zamieszkały w Łowiczu przy ul. Zgoda 7, przewieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16705, zm. 10 sierpnia 1942 r.


St. sierż. Piotr Frelik, ur. 11 czerwca 1889 r. w m. Leszczyzna, rolnik, podoficer materiałowo-administracyjny 10 pułku piechoty, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16652. W Oświęcimiu ostatnia wzmianka o nim pochodzi z 26 listopada 1941 r. i znajduje się w „książce rentgena", do której wpisano więźniów kierowanych do bloku 11 na śmierć głodową.


Ludwik Baran, ur. 19 sierpnia 1900 r., furman z Papowa, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16914, zm. 15 czerwca 1942 r.



Tadeusz Cichal, ur. 24 marca 1922 r. w Łowiczu, s. Jana i Rozalii z d. Darnowska, do 1939 r. uczeń Gimnazjum Kupieckiego w Łowiczu, zamieszkały w Łowiczu przy ul. Zielonej 26, przywieziony do obozu 29 maja 1941 r., nr 16937, zm. 5 listopada 1941 r.


Feliks Tybus, ur. 21 listopada 1910 r. w Łowiczu; przywieziony do obozu 16 lipca 1942 r., nr 47055, wywieziony 9 marca 1944 r. z Oświęcimia do Buchenwaldu i tam został wyzwolony 12 kwietnia 1945 r.


Stefan Strycharski, ur. 17 czerwca 1922 r. w Łowiczu, s. Jana i Katarzyny z d. Włodarczyk, uczeń zecerski, zamieszkały w Łowiczu przy ul. Bolimowskiej 33, przywieziony do Oświęcimia 16 lipca 1942 r., nr 47049, zm. 12 stycznia1943 r.



Stanisław Stanisławski, ur. 19 czerwca 1901 r. w Łowiczu ,skazany na pobyt w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu (nr 19404), gdzie zmarł 10 października 1941 r.





Iosif Iraklijewicz Gusakowski ur.1904 -Białoruś ,zm.1995 Moskwa

Bohatera Związku Radzieckiego otrzymał w szczególności za likwidację ugrupowania brodskiego w czasie operacji lwowsko-sandomierskiej w 1944 i – po raz drugi – za organizację forsowania Pilicy i zajęcie Łowicza w czasie operacji wiślańsko- odrzańskiej w 1945. Dowodzona przez niego brygada została nagrodzona 6 orderami.

/  https://pl.wikipedia.org/wiki/Iosif_Gusakowski   /






wtorek, 12 sierpnia 2025

Bimber i odbicie wozu z amunicją ...1944 r.

 


Oddział  - Armii Krajowej w Skierniewicach - kryptonim "Sroka" w nocy z 12 / 13 października 1944 roku ,podjął się zadania zniszczenia aparatury do produkcji samogonu w miejscowości Borowiny i uświadomienie producentów swojskiego trunku zwanego potocznie ''bimber '', że produkcja na taką skalę jest szkodliwa dla zdrowia ich samych ,a także osób, które się u nich zaopatrują .Ostrzegając przy tym ,że gdy będą musieli wrócić tu jeszcze raz , to wizyta nie skończy się tylko na ustnym upomnieniu .Po wykonaniu zadania 20 ludzi pod dowództwem Wiesława Konstanciaka ps.' 'Bonawentura ''maszerowało drogą wiodącą do lasu w kierunku Skierniewic .

Jest piękna październikowa noc, niebo skrzy gwiazdami ..

W pewnym momencie tylne straże doniosły, że zbliża się jakiś oddział konny. Pada rozkaz sformowania szyku bojowego, tak żeby wpuścić w środek jadących słychać trzask repetowanej broni. Prawie jednocześnie z obu stron słychać wezwanie -Stój, kto wy? Głęboki oddech ulgi, a więc to Polacy. Powoli zbliżają się ktoś kogoś poznaje, następuje serdeczne .powitanie(...) Okazało się, że był to liczący 15 konnych dobrze uzbrojony oddział kawalerii partyzanckiej, która wycofała się z Puszczy kampinoskiej. Dowiedzieliśmy się, że kawalerzyści chcieli się przeprawić na drugą stronę torów kolejowych na linii Skierniewice - Łowicz we wsi Sierakowice.  Gdy zbliżali się do przyjazdu zostali ostrzelani przez Niemców. Po wymianie ognia oddział wycofał się, pozostawiając w odległości około 150 m. od przejazdu 2 wozy taborowe. Na jednym z nich zaprzężonym w 2 konie znajdowała się broń.

Żegnamy się z kawalerzystami i wycofujemy do lasu, gdzie oddział odpoczywa i naradza się. Chłopcy rwą się, aby zabrać broń pozostawioną przez partyzantów. Marzą o ''Stenach'', które o świecie staną się łupem Niemców. Jest to jednak zbyt ryzykowne i dowódca wydaje rozkaz powrotu do miasta. Po przebyciu części drogi decydują, że do miasta wrócą indywidualnie.



Henryk Hanuszkiewicz, ps.''Gawełek'' Tadeusz Kotański, ps. "Drab'' Jerzy Trojański, ps. ''Pawełek '' Karol Zwierzchowski ps. ''Szpilka ''.  Zamiast do domu postanowili pójść do Sierakowic. Ich uzbrojenie stanowił jeden sten i 3 pistolety. Do Sierakowic  droga dość daleka. Po godzinnym marszu docieramy do ul. Ławki  prowadzącej do wsi jest godzina 3:00 - ciemno że o dwa  kroki nic nie widać. Poruszanie po nieznanym terenie staje się coraz trudniejsze i bardziej niebezpieczne. Postanawiamy  poczekać do brzasku. Po przeszło godzinnym szczękaniu zębami pod  jakimś krzakiem idziemy dalej, próbując odnaleźć miejsce potyczki oddziału konnego z Niemcami. Jest już prawie widno, gdy dochodzimy do pierwszych domów w Sierakowicach ''Drab'' idzie do pobliskiego młyna, by zasięgnąć informacji. Dowiaduje się, że nocą we wsi była strzelanina. Co robić ? Postanawiamy zdobyć rower, by przejechać przez wieś i zorientować się w sytuacji. Pożyczamy go w pierwszej chacie ,gdzie pozostaje 3 chłopców jako gwarancja zwrotu roweru. Udaje się w drogę. Sierakowice to typowa mazowiecka wieś, rozciągnięta wzdłuż drogi między rzeką Łupią a torem kolejowym. Pośrodku kwaterują Niemcy .W pobliżu stoi grupa chłopów i przygląda się pozostawionym w nocy wozom. Zapytani mówią o nocnej strzelaninie  i o wozach, które pozostały na drodze, chcą zameldować o nich Niemcom w obawie przed represjami. Proszę ich ,aby nikogo  nie zawiadamiali zaraz to zabierzemy. Powrotna droga dłuży się nielitościwie, kilkakrotnie spada łańcuch roweru. Niemcy z taboru patrzą podejrzliwie na młodego człowieka, jadącego o tak wcześniej porze, ale nie zaczepiają. Wreszcie docieram do kolegów. Informuję ich, że wozy znajdują się w odległości 1,5 km, ale żeby do nich dotrzeć, trzeba obejść stanowiska niemieckie. Postanawiamy iść dolinką wzdłuż rzeki, skąd będziemy niewidoczni. Henryk Hanuszkiewicz i ja wyruszamy jako pierwsi. Za nami w odległości około 100 m, podążają Jerzy Trojanowski i Tadeusz Kotański, którzy mają nas ubezpieczać. Mijamy kwaterę, gdzie stacjonują Niemcy i po przebyciu jeszcze 200 m. wychodzimy na otwarte pole. Naraz nad naszymi głowami rozległa się świst kul. Uciekamy z pola obstrzału i chowamy się na brzegiem rzeki, mieliśmy szczęście Niemcy i chybili. Nie możemy strzelać , pistolety, którymi dysponujemy, mają zbyt mały zasięg. Odwrót jest niemożliwy. Biegiem pokonujemy dystans 150 m. ,by znaleźć się znów na polu. Przy wozach nie ma już chłopów. Szybko porządkujemy uprząż i ruszamy galopem. Bat raz po raz świszczy powietrzu wóz naładowany bronią oddala się z miejsca. Udało mi się z Hanuszkiewiczem wyjechać ze wsi. Henryk wyciągnął 2 zdobyczne karabiny i amunicję. Trzeba było przygotować się na walkę. Zastanawialiśmy się którą drogą wracać do Skierniewic. Droga przez Borowiny była zbyt ryzykowna. Po nocnej akcji oddziału mogli tam być żandarmi, przejazd przez tory kolejowe też nie wchodził w rachubę. Pozostawało zatem jechać na północ przez Bełchów i Dzierzgów. W Dzierzgowie wstąpiliśmy do wiejskiej zagrody, gdzie młoda kobieta poinformowała nas, że 2 km dalej jest niestrzeżony przejazd kolejowy. Udaliśmy się tam ,rozmawiając gdzie teraz się udać .W Jacochowie miałem znajomego .Pojechaliśmy tam polnymi drogami prze Polesie .Na miejsce dotarliśmy koło południa. Zajechaliśmy do młyna w osadzie Kacperek należącego do Henryka Gawełkiewicza .Z pomocą jego syna Kazimierza i Jana Kurzawy rozładowaliśmy wóz .Było tam 28 karabinów ,4 pistolety maszynowe ''Sten'',granaty i około 10 tys. sztuk amunicji ,2 radiostacje oraz sztandar biało - czerwony z orłem :

Oddział Partyzancki por. Lancy .

W gościnnym domu p. Gawałkiewicza nakarmiono nas, a następnie odwieziono do Skierniewic. Szczęśliwie dotarliśmy na melinę oddziału, gdzie złożyliśmy meldunek o przebiegu akcji? Tu zastaliśmy Jerzego Trojanowskiego i dowiedzieliśmy się o losie Tadeusza Kotańskiego. Po kilku dniach Wojciech Motyl przewiózł do Skierniewic zdobycz ukrytą na wozie pod kartoflami. Transport ochraniali. W. Konstanciak .W. Brzeziński K. Zwierzchowski . Ciało Tadeusza Kotańskiego Niemcy kazali zakopać nad rzeką. Po 2 tygodniach ekshumowano zwłoki w obecności Wacława Olszewskiego i przewieziono na cmentarz świętego Józefa w Skierniewicach, do grobowca rodziny Władka Brzezińskiego. Pomimo tajemnicy w dniu w Wszystkich Świętych na grobie było mnóstwo kwiatów i zniczy Broń okupiona życiem Tadeusza Kotańskiego nigdy nie została użyta.








Wspomnienia Jerzego Trojanowskiego:

Niemcy, którzy prawdopodobnie nie zauważyli ucieczki dwóch pierwszych skoncentrowali pościg na naszej dwójce. Z wioski odległej w tym miejscu od rzeki, około 150 - 200 m. wyruszyła grupa kilkunastu żołnierzy niemieckich , kierując ogień karabinowy na ''Draba'' który był uzbrojony w widoczny z daleka karabin. Po przebiegnięciu połowy wzniesienia Tadeusz śmiertelnie raniony w serce ,padł twarzą do ziemi. Ja natomiast po niezbyt skutecznej próbie zatrzymania Niemców kilkoma seriami ze ''Stena'' podjąłem próbę oddalenia się do odległego o około 3 km skraju Puszczy Bolimowskiej. Kiedy wybiegłem na płaskie, odkryte pole dzielące rzekę od wsi, Mokra Prawa zrozumiałem, że moje szanse na osiągnięcie upragnionego lasu są niezbyt wielkie. Przekonałem się o tym, kiedy grupa ścigających mnie Niemców osiągnęła kraniec wzniesienia i zupełnie na płaskim polu zaczęła strzelać do mnie w sposób bardzo zbliżony do polowania na zwierzynę łowną. Moje usiłowania zwiększania odległości między nami nie były skuteczne(...)zacząłem tracić siły(...) Mój bieg zmieniał się w dość powolny trucht. Zauważyłem, że kule, które stale rozbijały się o kamienie u moich nóg, raniąc je odłamkami, zaczęły gwizdać koło moich uszu. Niemcy po moich strzałach kładli się na ziemię to im umożliwiało lepsze mierzenie do celu. Zaprzestałem bezcelowego ostrzeliwania się kontynuowałem swój trucht o życie biegnąc zakosami. Przyznam, że nie zajmowałem się wówczas myślami, nie byłem również w pełni świadom, że cisza we wsi Sierakowice świadczyła, że cała pogoń Niemców ruszyła za mną i ''Drabem'' , a ''Gawełek'' i ''Szpilka'' mogli nie niepokojeni przez Niemców zrealizować plan odbicia wozu amunicyjnego. 

 







sobota, 9 sierpnia 2025

Konająca Matka błagała o litość....swe dzieci .../ styczeń 1933 r./


 

Wieś Rozdzielna, gm. Lubianków, pow. łowickiego stała się miejscem ohydnego morderstwa, dokonanego w nocy z wtorku /3/na środę /4/ stycznia 1933 r.

Ofiarami okazali się gospodarze  tejże wsi- Józef i Marianna Górscy , liczący  60-70 lat. Mordercy oddali do staruszków  ' szereg strzałów, kładąc ich trupem na miejscu. Zbrodni dokonano przy pomocy rewolweru oddając 14 strzałów .Górski ugodzony kulą spadł z łóżka żona zaś jego, siedząca na krześle obok, drąca pierze - upadła na twarz. Sekcja zwłok wykazała w ciele p. Józefa siedem ran postrzałowych ,zaś w ciele Marianny dwa .Strzały były oddane z bliskiej odległości ,tak że mordowani widzieli dokładnie sprawców .Śmiertelnie ranna i konająca Marianna ,na kolanach błagała swe dzieci o darowanie życia .

Epilog strasznej zbrodni przed Sądem w Łowiczu

Sąd Okręgowy na sesji wyjazdowej w Łowiczu w czerwcu 1935 roku ,rozpatrywał sprawę Apolonii i Antoniego Górskich ,oskarżonych o zamordowanie w sposób bestialski rodziców .Motywem przewodnim dokonanej zbrodni była chęć przejęcia majątku i gospodarstwa państwa Górskich .Na tym tle w domu rodzinnym dochodziło bardzo często do kłótni .Córka chciała wyjść za mąż i dostać majątek ,syn ożenić się i ewentualnie objąć gospodarkę ,czemu rodzice stanowczo się sprzeciwiali, mówiąc kategoryczne nie. Na tym tle dochodziło do awantur i nawet bójek . Syn Antoni kilka lat wcześniej skazany został przez Sąd Doraźny za pobicie Ojca na karę więzienia z okresem próby wynoszącym dwa lata .Na kilka dni przed morderstwem w domu rodzinnym doszło do gorszącej kłótni między matką a córką .Huczała o tym cała wieś ...kto to słyszał aby córka tak sponiewierała swoją matkę?

Po dokonaniu zbrodni w feralny mroźny wieczór ,kiedy padły ostatnie strzały ,przecinając pasmo żywota nieszczęśliwych rodziców ,rodzeństwo Górscy zatarli wszelkie ślady mogące wskazywać na sprawców zbrodni ,wyrzucili rewolwer do dołu wychodka na podwórzu i wszczęli alarm we wsi o napadzie rabunkowym ,meldując przy tym przybyłym na miejsce policjantom swoją wersje wydarzeń :

Sześcioletni Wnuczek Juluś, śpiąc w tej samej izbie, został przebudzony strzałami i ujrzał leżących na podłodze zabitych dziadków, z drugiej zaś izby, znajdującej się po drugiej stronie sieni dochodziły odgłosy dokonywanego tam rabunku. W tamtej właśnie izbie mieszkały dzieci zamordowanych - córka Apolonia, lat 19 licząca i syn Antoni , lat 28. Chłopiec natychmiast po przebudzeniu został wyprowadzony przez ciocię do obórki w której wraz ze swą zbawczynią znalazł ocalenie. Córka Apolonia przed samym napadem o godz. 8-9 wieczorem przebywała w swojej izbie i usłyszała, że jacyś ludzie kołatali do drzwi, któreś z rodziców wyszło ze swej izby do sieni. aby im otworzyć . W tym momencie usłyszała dwa strzały. Przerażona rzuciła się do sieni, pochwyciła znajdującego się tam siostrzeńca i zamknęła się wraz z nim w oborze. Syn Antoni podczas tego wszystkiego nieobecny, wróciwszy do domu w nocy, zaalarmował mieszkańców wsi, którzy po przybyciu na miejsce zbrodni ujrzeli dwoje staruszków, leżących obok  siebie na podłodze.

Władze policyjne przeprowadziły śledztwo i wobec silnych poszlak aresztowały Apolonię i Antoniego Górskich. Jako podejrzanych o dokonanie straszliwej zbrodni ojcobójstwa. Przede wszystkim pozycja, w jakiej znaleziono zamordowanych, przeczy twierdzeniu córki, jakoby któreś z nich wychodziło do sieni przed samym momentem mordu. Drugą poszlaką jest fakt znalezienia broni z której oddano  śmiertelne strzały w kierunku zamordowanych . Prowadzący śledztwo komendant Zychler, zachowując szczegóły do czasu rozprawy sądowej, zdradził tylko że zeznania rodzeństwa nie mają nic wspólnego z napadem rabunkowym.

  W czasie pierwszej rozprawy w grudniu 1934 roku Apolonia Górska oświadczyła, że zamordowała rodziców ze swym kochankiem, a nie z bratem .Po tym oświadczeniu Sąd natychmiast przerwał rozprawę i polecił aresztować kochanka Górskiej. Po przeprowadzeniu dodatkowego śledztwa, ''kochanka ''Apolonii zwolniono do domu z braku dowodów .  

W czerwcu 1935 r. ,niecodzienna sprawa sprowadziła do sali sądowej w Łowiczu tłumy ludzi żądnych sensacji .Wśród nich przeważały kobiety. O godzinie 10 rozległ się dzwonek ,na salę wchodzi sąd ,za nim prokurator i obrońca .Składowi sędziowskiemu przewodniczy ,sędzia Duda ,wotują zaś sędziowie Danielewicz i Mikosza. Oskarża prokurator Turski ,broni z urzędu adwokat Wunsch .Przewodniczący odczytuje akt oskarżenia ,z którego wynika że w roku 1933 trzeciego stycznia ,rodzeństwo Górscy ,mieszkający razem z rodzicami we wsi Rozdzielna pow. Łowickiego ,zamordowali wspólnie i w porozumieniu w sposób bestialski swych rodziców .Przewód sądowy w zasadniczej części rozprawy wykazał winę obojga oskarżonych .Prokurator żądał kary śmierci ,obrońca starał się dowieść iż tłem zbrodni nie były pobudki materialne, wobec czego prosił o łagodniejszy wymiar kary .Sąd po naradzie ogłosił wyrok ,skazujący Antoniego Górskiego na dożywotnie więzienie ,zaś Apolonię Górską na 8 lat .Antoni przyjął wyrok z cynicznym uśmiechem .


( Apolonia mając lat 38 wyszła za mąż za Zygmunta Augustyniaka ,czy mieli dzieci....)







środa, 6 sierpnia 2025

Obława na groźnych zbirów 1938 r.

 


W piątek 19 sierpnia 1938 r, dokonano zuchwałego napadu na agencję pocztową w Nieborowie i Bolimowie . Napad nie udał się i bandyci zbiegli. Zmobilizowano policję i urządzono obławę. Bandyci rozdzielili się, Chmielewski zdołał wymknąć się z sieci obławy, natomiast Dąbrowskiego otoczono w lesie Bolimowskim w pobliżu gajówki Polesie. Uciekającego bandytę policjanci postrzelili w udo. Zdawało się, że tym razem Dąbrowski nie wydostanie się już z rąk policji, tymczasem bandyta gdzieś zniknął i nie udało go się odnaleźć. Dopiero  z zeznań żony Dąbrowskiego okazało  się, że ranny bandyta, uciekając przed policją ukrył się na drzewie, gdzie siedział przez kilka godzin, zdecydowany popełnić samobójstwo, gdyby policjanci spostrzegli go.



https://www.google.com/maps/@52.0342375,20.1165936,2040m/data=!3m1!1e3!5m1!1e4?entry=ttu&g_ep=EgoyMDI1MDczMC4wIKXMDSoASAFQAw%3D%3D

Andrzej Dąbrowski opuścił na wiosnę zakład karny znajdujący się na Łysej Górze w Świętokrzyskim. Więzienie na Świętym Krzyżu uchodziło za jedno z najcięższych w Polsce, a nawet nazywane było "polskim Alcatraz". Dąbrowski odsiadywał tam karę za zabójstwo. Po odzyskaniu wolności bandyta zawarł spółkę z Michałem Chmielewskim i wspólnie z nim utworzył szajkę bandycką, grasującą na terenie całego województwa warszawskiego.



Lista zbrodni popełnionych przez Andrzeja (lat 36 ) i Michała (lat 22 )na przestrzeni kilku miesięcy sięgnęła niemal setki .Po raz pierwszy użyli broni podczas napadu 28 marca i ich ofiarą padł dyżurny ruchu w miejscowości Bobrowniki w powiecie łowickim .

(więcej pod  linkiem: ''Zuchwały napad na przystanku PKP - Bobrowniki pod Łowiczem 1938r.'')

/ https://rosariumadgdar.blogspot.com/2025/04/zuchway-napad-na-przystanku-pkp.html  /



 Powiat Błonie Czerwiec 1938 r


W pobliżu stacji E.K.D Otrębusy powiatu błońskiego , uzbrojeni w rewolwery  bandyci napadali na przyjeżdżające na letniska osoby, rowerzystów i przechodniów. Bandyci w krótkim przeciągu czasu napadli na Zdzisława Kalinowskiego (Nadarzyn), któremu zrabowali pieniądze i rower, na Czesława Zyta (Zosin, gm. Helenów), rabując mu rower i 22 złote, oraz na Lidię Śliwińską (Nadarzyn), której wyrwali z ręki walizkę i torebkę z pieniędzmi. Energicznie prowadzone śledztwo ustaliło, że sprawcami zuchwałych napadów są groźni bandyci: Andrzej Dąbrowski i Michał Chmielewski, którzy do niedawna grasowali na terenie powiatu rawskiego.

Powiat Mszczonów 1938 r.



Odległa o 20 kilometrów od Mszczonowa wieś Skuły stała się terenem zuchwałego napadu bandyckiego, którego ofiarą padli , listonosze, bracia Władysław i Roman Kowalscy .Urząd pocztowy w Skułach wysłał do agencji swojej w Bukówce braci ,którzy zawieźli rowerami korespondencję, następnie odebrali w worki z pocztą i udali się w drogę powrotną .Gdy znaleźli się w położonym tuż pod Skulami zagajniku, padły z zarośli strzały i ciężko poranieni bracia zwalili się z rowerów, a z zarośli wypadli dwaj-bandyci, którzy porwali worki z pocztą i rzucili się do ucieczki. Ciężko ranny w głowę oraz piersi Władysław Kowalski zmarł w chwilę po upadku z roweru. Brat jego ranny w głowę oraz lewą rękę zemdlał, co uratowało mu życie. Bandyci myśleli bowiem. że obaj listonosze nie żyją. Tym czasem w chwilę po ich ucieczce Roman Kowalski ocknął się z omdlenia i mimo ran zdołał się doczołgać do Skuł, gdzie zaalarmował policję. Zwłoki zabitego listonosza zabezpieczono na miejscu. Ciężko rannego Romana Kowalskiego umieszczono w szpitalu w Żyrardowie.

Miejscowość Mszczonów - 9 września 1938 r .

 Bandyci po ostatnim skoku na agencję pocztową w Lubaniu, gdzie zrabowali tysiąc złotych i rower, orientując się, że policja depcze im po piętach. rozdzielili się Chmielewski udał się do Skierniewic ,a Dąbrowski do Mszczonowa, gdzie został zastrzelony.



Wojewódzki urząd śledczy w Warszawie otrzymał  8 września w nocy wiadomość, że Dąbrowski  groźny bandyta, podejrzany o szereg napadów,  nocował od kilku dni u Stanisława Swobodzkiego, właściciela małej posesji na przedmieściu Mszczonowa.  Do Mszczonowa wysłano samochód z oddziałem policji w pancerzach i hełmach. Po krótkich poszukiwaniach znaleziono kryjówkę bandyty. O godz. 4-tej rano 9 września , rozegrała się krwawa walka między policją a wielokrotnym mordercą Andrzejem Dąbrowskim. W wyniku długiej strzelaniny, w czasie której wystrzelono kilkaset pocisków, bandyta został zabity.

 Prowadzone dochodzenie wykazało ,jakie napady mają na sumieniu zbrodniarze. Banda ta zamordowała kasjera kolejowego na stacji w Bobrownikach, Jana Wiśniewskiego i dokonała napadu na agencje pocztowe w Bolimowie i w Nieborowie, na sklep Szaji Frenkla w Wiskitkach, gdzie ciężko zraniono Frenkla, a następnie szeregu włamań do kas gminnych w Sannikach , Lubaniu oraz do willi ad w. Szyszkowskiego w Jaktorowie. Jednym z ostatnich wyczynów bandytów był napad na listonoszy braci Kowalskich pod Skułami. Istnieje również podejrzenie, że to oni dokonali napadu na stację kolejową w Ząbkach, gdzie zastrzelono kasjera Babulewicza i stację w Bożej Woli ,gdzie również został zraniony kasjer .  

31 październik 1938 r .


Michał Chmielewski, ścigany przez policję, postrzelił policjanta Mikołaja Bachnickiego pod wsią Góra, w powiecie kozienickim. Jak wiadomo, Chmielewski był kompanem zuchwałego bandyty Andrzeja Dąbrowskiego, zastrzelonego we wrześniu w czasie starcia z policją w Mszczonowie. Od tego czasu Chmielewski ukrywał się. Policjant Bachnicki natknął się na Chmielewskiego, idącego szosą z innym mężczyzną. Bandyta na widok policjanta zasypał go kulami z pistoletu . Ranny w rękę i nogę policjant zwalił się na ziemię i ostatnim wysiłkiem odpowiedział strzałami, lecz chybił.

Luty 1939 r. Stacja Maciejowie miedzy Kowlem a Lubomlem

Michał Chmielewski rodem z Grodziska Mazowieckiego , po którym zaginął wszelki ślad , zbiegł na Wołyń, gdzie koło Równego znalazł schronienie u krewnych.


Strażnik kolejowy zauważył trzech podejrzanie wyglądających mężczyzn. Kiedy zbliżył się do nich, jeden z nich dobył rewolweru i oddał do niego 5 strzałów w, które na szczęście chybiły. Dzielny strażnik rzucił się na napastnika i obezwładnił go. Dwaj jego towarzysze zbiegli. Zatrzymanym okazał się Chmielewski ,którego osadzono w areszcie w Kowalu . 5 lutego specjalnym transportem przewieziono Chmielewskiego do aresztu wojewódzkiego urzędu śledczego przy ul. Nowy Zjazd w Warszawie. Chmielewskiego mimo święta natychmiast poddano przesłuchaniu . Przyznał się on do zarzucanych mu zbrodni, opowiadając szczegółowo jak dokonywał napadów z kompanem Andrzejem Dąbrowskim i jak mordował ofiary. 




Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...