Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Zabójstwo na zlecenie i wściekły pies -1934 rok

 

 

 Listopad 1934 r.

Sprawę budzącą wielką sensację, rozpatrywał Sąd Okręgowy na sesji wyjazdowej Skierniewicach.

''W tajemniczych okolicznościach zamordowany został młody wieśniak spod Skierniewic, Ignacy Rzepski. Zarąbała go siekierą służąca, Franciszka Białkówna. Choć fakt zabójstwa popełniony przez nią, nie ulegał wątpliwości, gdyż schwytano ją na miejscu zbrodni, władze śledcze nie mogły łatwo dojść pobudek tak ohydnego morderstwa. Białkówna początkowo dawała mętne i wykrętne odpowiedzi. Dopiero u sędziego śledczego przyznała się, że została namówiona do zabójstwa przez żonę Rzepskiego, która miała kochanka. Występna niewiasta, według słów Białkówny, skusiła ją do popełnienia morderstwa ,obietnicą dania jej posagu i dobrego ożenku. Wynajęcia dziewczyny do zabójstwa, było dla władz niespodzianką, bowiem takie sprawy prawie nie zdarzały się dotąd. O ile rozpowszechnione są zbrodnie, dokonywane przez wynajętych w tym celu drabów, to posługiwanie się dziewczyną, należy do unikatów. Dalsze okoliczności losu uwięzionej Białkówny, nie pozwoliły władzom na dokładniejsze wyświetlenie okropnej zbrodni. Białkówna w więzieniu dostała ataków furii i szału. Zaczęła gryźć ludzi, napadała na współtowarzyszki celi więziennej i rzucała się na dozorców. Z ust jej toczyła się pianą, a białka oczu wywracała w nieludzki sposób. Gdy skierowano ją do szpitala,lekarze doszli do nieoczekiwanych wniosków. Oto Białkówna została ukąszona przez wściekłego psa i sama dostała wścieklizny. Przez trzy dni konała wśród straszliwych męczarni. Na podstawie  zeznań Białkówny, osadzono w więzieniu Stanisławę Rzepską, pod zarzutem podżegania morderczyni do zbrodni. Do winy nie przyznała się dowodząc, że Białkówna pogryziona przez wściekłego psa jeszcze przed uwięzieniem, mogła zamordować Rzepskiego pod wpływem wścieklizny Na świadków, obrona powołała kilka więźniarek, współtowarzyszek z celi Franciszki  , do których ta miała przyznać się, że oskarża Rzepską przez zemstę.''





poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Jesteśmy w okolicach Łowicza -Śmigus Dyngus


 

Wiadro wody wylane na głowę wpływa znakomicie na ostudzenie miłosnych zapałów …. ale czy tylko ?


''Księżacy Łowiczanie '' Aniela Maria Chmielińska (1868-1936)

[...] Drugi dzień Wielkiej Nocy. Przed świtaniem wyrusza młodzież, aby obejść pole przy śpiewie pieśni o Zmartwychwstaniu; na kopcach granicznych zakopuje palmę święconą, odmawia modlitwy. Palma chroni zasiewy od gradobicia.

Jest to dzień dyngusów i śmigusów. Dyngus: to podarek złożony z jajek. Dawny zwyczaj zanurzania dziewcząt w żłobach, beczkach, napełnionych wodą, zaginął; widuje się jeszcze chłopców, biegających po wsi z ręcznymi sikawkami; są to najczęściej przyrządy do wyrabiania kiełbas. Dziewczęta kryją się, zaczajone z wodą w garnuszkach. Młodzież kupuje coraz częściej wodę kolońską, a zwłaszcza perfumy i dyskretnie oblewa niemi wyróżniane dziewczęta[...]





fot.H. Rosiak wyd. Ruch 1973/74 dyngus w Popowie.




Wyd.Drużyny Harcerskiej - Łowicz  1937 r ( Zdzisław Pągowski.)


''Śmigus Dyngus, dobrze znany zwyczaj, który pozwala bezkarnie stłuc dziewczynę, żonę czy siostrę rózgą. Co więcej, później można ją jeszcze polać wodą. Zwyczaj ten pochodzi z czasów, gdy nasi słowiańscy przodkowie czcili bóstwa przyrody i natury, a w okresie marca i kwietnia organizowali imprezy mające uczcić zwycięską walką pomiędzy zimą a wiosną. Niewielu wie, że nim chrześcijaństwo zasymilowało ten zwyczaj, podpinając go pod Wielkanoc, były to dwie, zupełnie różne tradycje...''

https://www.naszeszlaki.pl/archives/38498


sobota, 19 kwietnia 2025

Pod Skierniewicami leżą skrzynie ze złotem i srebrem...1914 r.


 

Czwartek 12 maja 1932 r.

''Zaledwie ogłosiliśmy o zakopanych skarbach pod Radomiem, a już zgłosił się do redakcji nowy gość, który opowiedział nam  sensacyjną historię:

Działo się to podczas wojny w okresie najgorętszych walk, jakie się rozegrały w pobliżu Skierniewic między armią rosyjską a niemiecką. Sytuacja była bardzo niepewna. Szale zwycięstwa przeważały się to na jedną, to na drugą stronę. Zmiany następowały tak błyskawicznie, że budziły one raz po raz to popłoch w szeregach niemieckich, to w rosyjskich. Wreszcie Rosjanie zaczęli ulegać pod naporem bagnetów niemieckich. Nie chcąc dopuścić, by kasa pułkowa dostała się w ręce wroga, zakopali ją w ziemi. Dużą skrzynię srebra zakopano w ziemi pod Skierniewicami. Czynność tę starano się wykonać w największej tajemnicy, lecz przypadek zrządził, że właśnie pobliżu tego miejsca znajdował się przygodny świadek. Tym świadkiem był przyjaciel mojego teścia — opowiada nam w dalszym ciągu nasz gość, p. S. A., którego nazwisko i adres znane są  redakcji. Skarb ten nie jest jedynym, jaki się znajduje pod ziemią skierniewicką. Wiadomo nam również, że i Niemcy zakopali jaszczyk amunicyjny, w którym ukryte było złoto i srebro. Różdżkarz, o którym pisały „Ostatnie Wiadomości", ma więc olbrzymie pole do popisu.


Jaszcz ( jaszczyk)- dwukołowy wojskowy wóz z okuwaną skrzynią do przewożenia amunicji .


W jaki sposób dowiedział się pan ,a przede wszystkim

pański teść ,o istnieniu skarbów?

 — pytamy naszego informatora.

Przyjaciel mojego teścia długo chował tajemnicę owego skarbu i próbował sam odnaleźć zakopane monety, lecz to mu się nie powiodło. Dopiero na śmiertelnym łożu przekazał tajemnicę mojemu teściowi. Teść ze swej strony przez 3 lata próbował skonstruować  aparat, przy pomocy którego mógłby dokładnie ustalić, gdzie pod ziemią znajdują się skarby, lecz nadaremnie, dlatego postanowiliśmy skorzystać z pomocy różdżkarza. Jeśli jego pomoc okaże się skuteczna, deklaruję imieniem własnym i mego teścia znaczną część znalezionego skarbu darować  do dyspozycji „Ostatnich Wiadomości" na cel, który redakcja ustali.

Adres różdżkarza podaliśmy, na dalsze wyniki poszukiwań czekamy?''



Jaszcz – jednoosiowy pojazd służący, przede wszystkim w artylerii konnej, do przewożenia amunicji artyleryjskiej.  





czwartek, 10 kwietnia 2025

Zuchwały napad na przystanku PKP - Bobrowniki pod Łowiczem 1938r.





Zbrodni dokonano na małym przystanku kolejowym Bobrowniki między Łowiczem a stacją  Nieborów. Po północy z soboty na niedzielę dwóch  bandytów zamordowało dyżurnego ruchu  i obrabowało kasę kolejową. O zbrodni zawiadomiono stację Łowicz, skąd na miejsce przybyli natychmiast ,powiatowy komendant policji kom. Wiechecki oraz lekarz powiatowy dr. Dietrich.


Nad ranem w dyżurce znaleziono martwego dyżurnego ruchu, Zygmunta Wiśniewskiego, pełniącego zarazem obowiązki przejazdowego. Mordercze strzały padły przez okno, gdy kolejarz siedział przy stole i pisał. Kula ugodziła Wiśniewskiego w  policzek, przechodząc na wylot. Nie był to jednak strzał śmiertelny .Bandyci, widząc, że ofiara ich usiłuje wszcząć alarm, strzelili jeszcze kilkakrotnie. Jedna z kul przeszyła serce. Wiśniewski padł martwy.

Wówczas bandyci , prawdopodobnie w liczbie 2-ch wtargnęli do dyżurki i zrabowali kasetkę żelazną, oraz rower marki „Dafag“ pół balonowy, stanowiący własność Wiśniewskiego.

 Z  liczby sprzedanych biletów wynika że , w kasetce znajdowało się około 8-miu zł.





Z dokonanej sekcji zwłok wynika, iż Wiśniewski otrzymał dwa postrzały w prawy policzek i klatkę piersiową, oraz strzał śmiertelny  w okolicę serca.

Sprawcami zbrodni byli prawdopodobnie bandyci, grasujący od pewnego czasu w tych

okolicach. Byli oni uzbrojeni w pistolety dużego kalibru typu  „Colta". Zbrodniarze, jak ustalono, uciekli w stronę Skierniewic, wobec czego zawiadomiono również i tamtejszą policję. Za zbiegłymi mordercami zarządzono pościg.







wtorek, 8 kwietnia 2025

Bestialskie żonobójstwo -Łowicz 1929 rok


 

''W Łowiczu dokonana została potworna zbrodnia wśród wstrząsających wprost okoliczności. W  sobotę rano, w sławojce na terenie domu  parafialnego Kolegiaty Łowickiej znaleziono trupa młodej kobiety z oznakami gwałtownej śmierci. Zamordowaną okazała się 24-Ietnia Helena Jackowska z domu Dziedzic ,zamieszkała ostatnio we wsi Górki Jastrzębskie pod Łowiczem. Sekcja zwłok wyraźnie wskazywała na fakt okrutnego morderstwa: przecięcie krtani i tchawicy aż do kręgosłupa. Przed poderżnięciem nożem, ofiara duszona była szalikiem, który pozostał na szyi. Obie dłonie u rąk pocięte, co dowodzi niezbicie, iż zabita broniła się niemal do ostatniej chwili i stoczyła walkę z groźnym przeciwnikiem. Śledztwo  ustaliło, że zbrodni dokonał mąż Heleny , Józef Jackowski pochodzący z , który poślubił ją przed 5- miesiącami. Młody małżonek nie był chętny do pracy. Znany był  z tego, iż stale uganiał się za dziewczynami, co było powodem nie zgody małżeńskiej. Żona jego bała się z nim być pod jednym dachem. Drżała przed nim. Gdy zbrodniarz wpadł w szał, bił i katował Helenę Jackowską w sposób niemiłosierny. Żądał od niej nadzwyczajnych dowodów miłości... Zabronił jej po prostu patrzeć na mężczyzn i mówić w ogóle o którymkolwiek z nich. Zamordowana znosiła męki nieludzkie. W piątek ub. tygodnia Józef J. zaproponował żonie  swojej, aby z nim razem  udała się na jarmark do Łowicza. Po obiedzie w restauracji w Łowiczu, mocno zakrapianą  wódką Jackowski zawlókł żonę swą pijaną i na pół przytomną na podwórze parafialne i w miejscowej ubikacji tępym narzędziem w iście bestialski sposób zamordował ją podcinając  głowę prawie do kręgosłupa. Na ścianach ubikacji wiele  śladów krwi. Na podwórzu znaleziono zakrwawioną czapkę Jackowskiego, który po morderstwie, uciekł w stronę granicy niemieckiej. Za zbrodniarzem rozesłano listy gończe.''






Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...