Łączna liczba wyświetleń

sobota, 17 czerwca 2023

Donieś mi też, czy welocypedy są w Łowiczu...?


 Dziś tylko młynów brak .

„…Ta brzoza, gaj ten i to kwiecie z głazem

Lepiej mnie znają niż wy wszyscy razem.”

Dziś jedynym dowodem 11-letniego pobytu rodziny Konopnickich w pow. Łowickim na przełomie XIX i XX w. jest dom, w którym mieszkał syn poetki, Jan Konopnicki.

Dnia 8 października 1960r., w 50 rocznicę śmierci Marii Konopnickiej ,umieszczono  w Arkadii, staraniem Oddziału Muzeum Narodowego w Nieborowie ,tablicę pamiątkową z napisem informującym przechodnia ,że tutaj w latach 1893-1903 przebywała wielka poetka walcząca o postęp i oświatę dla ludu.Pod  tablicą ,wykonaną przez artystę -plastyka Zdzisława Pągowskiego ,zostały złożone wieńce ze wstęgami o barwach narodowych od Prezydium Pow. Rady Narodowej w Łowiczu oraz Muzeum Nieborowskiego w obecności przebywających w Nieborowie pisarzy, znanego autora dramatycznego Adama Tarna i znakomitego tłumacza ,,Pana Tadeusza'' na język francuski ,wielkiego przyjaciela Polski ,Paula Cazina.  


Młyn w Arkadii 

...No, dobrze. Urządzajmy zjazd....Donieś mi też, czy welocypedy są w Łowiczu...



List do JANA KONOPNICKIEGO.

[Bad Nauheim,] 3.V .1899 r

,,No, dobrze. Urządzajmy zjazd. Ale Twoja głowa w tym, żeby się i Stasiek stawił. Wiesz, jemu trzeba z raz ‹…› na rok cały i zmyć duszę z tego powietrza, jakim tam oddycha, i napompować go naszym, poczciwym, domowym – prawda? Chciałabym, żebyśmy mogli także i u grobu Tadzia być, prosiłam Bolka, żeby się rozmówiło reparację – pisze Zosia, że ma być 15 maja w Warszawie, to zarządzi. Ale polowanie urządzaj zawczasu. Dulębianka pisze, że będzie też polowała i jeździła konno. Może się da siodło od ‹…› sprowadzić na ten czas – jeżeli tam nie będzie potrzebne. Donieś mi też, czy welocypedy są w Łowiczu, to byśmy wynajęli jeden dla Dulębianki, która strasznie za sportem przepada. Cieszę się szczerze na te kuropatwy i zające, ale bardziej na Was, Wasz dom miły i Wasze dzieciaki – które niech się tam trzymają zdrowo. Jakże woda? Nie wylała tej wiosny? A czółno każ zbić, bo będziemy też pływać, prawda?,,

[ Zjazd rodzinny u syna Jana Konopnickiego w Kapitule pod Łowiczem w 1899 roku. Od prawej: Anna Konopnicka (wnuczka), Jarosław Konopnicki (mąż), Zofia Królikowska z Konopnickich (córka), Jadwiga Konopnicka z Brzozowskich (synowa), Jan Konopnicki (syn), Zofia Konopnicka (wnuczka – na rękach u niani), Maria Konopnicka – stoi w drzwiach, Stanisław Konopnicki (syn), Maria Dulębianka, Laura Pytlińska z Konopnickich (córka), Stanisław Pytliński (mąż Laury), Janusz Konopnicki (wnuk), Bolesława Królikowski (mąż Zofii) ]

Młyn Kapituła lata 30 ub.w

Marii Konopnickiej ,,uśmiechała się myśl zamieszkania tej pięknej siedziby'' ,jak pisała w jednym ze swych listów z 1902 r. Nęciła ją, oprócz ,,wszystkich swoich uroków'' i ,,ta nadzieja'' ,że mogłaby przyjść z pomocą swemu synowi ,a także ,,salwować troszkę jego wkłady''.  


W połowie listopada 1902 r. Konopnicka przyjechała do Arkadii na pogrzeb swego zięcia Bolesława Królikowskiego ,którego pochowano na cmentarzu w Bednarach .Tym razem ,dłużej niż zwykle ,zamieszkała w ,,miłym domu arkadyjskim ,ażeby razem z córką przebyć te pierwsze ciężkie chwile''. 


Jan Konopnicki to najmłodszy z synów Marii z Wasiłowskich i Jana Jarosława, urodzony 3 marca 1868 r. w Bronowie. Ukończył warszawską Szkołę Rzemiosł i zdobył zawód technika młynarstwa. Praktykował w Zegrzynku i Słodowcu , parowych młynach stanowiących własność warszawskich zakładów młynarsko-piekarniczych „Kropiwnicki i Spółka”, współdzierżawił młyn wodny i tartak w Pętkowicach, administrował młynem Wacława Teofila Rosenbluma w Łowiczu, a następnie w Kapitule nad Bzurą i Arkadii w dobrach Michała Piotra Radziwiłła.

W okresie, gdy najmłodszy syn Marii Konopnickiej ,został zatrudniony przez księcia Michała Radziwiłła , majątek pod Łowiczem staje się rodzinną przystanią Konopnickich , tu organizowane są rodzinne zjazdy, trafia tu pod koniec życia mąż poetki Jarosław , przez parę lat mieszka również Zofia, a każde wakacje spędza Laura, która czyni z tego miejsca letnisko modernistycznej Warszawy .W Arkadii bywają m.in.Stanisław Przybyszewski, Stanisław Brzozowski, Tadeusz Miciński.

Jan Konopnicki 14.07.1892 roku rozpoczął pracę w młynie nad Skierniewką, a po kilku miesiącach został zarządcą młyna w Kapitule nad Bzurą.

( W jednym z listów wysłanym z Genui w 1892 r. Maria Konopnicka prosi Michała Radziwiłła o zatrudnienie jej syna w młynie w Arkadii, list w komentarzu, ma to związek z ożenkiem syna na który nieprzychylnym okiem patrzy pracodawca Jana ,p. Wacław Teofil Rosenblum, właściciel młyna parowego w Łowiczu, w którym pracował w tym czasie Jan Konopnicki )

...Janek ma kłopoty z Rosenblumem. Pisałam do niego, ponieważ sam zaczepił mnie o zamiary Janka; przedstawiłam mu, że choćby na rok warto zrobić próbę, czy spełnianie obowiązków rodzinnych nie będzie go odrywać od pracy; ale odpowiedzi dotychczas nie mam

...Ale to znów będzie bieda, bo Rosenblum stawia za warunek pobytu Janka u niego: wstrzymanie się od małżeńskich zamiarów. Wątpię, czy się to da zmienić i Janek znów musi się starać o miejsce...

Pracując w młynie Wacława Teofila Rosenbluma w Łowiczu 1891 roku,Jan poznaje Jadwigę Brzozowską (1866-1906), córkę Ludwika Beliny-Brzozowskiego, obrońcy sądowego i Antoniny z Gawrońskich. 4 lutego 1893 r. Jadwiga i Jan mówią sobie sakramentalne ,,tak,,przed ołtarzem w kolegiacie Łowickiej .Z małżeństwa zawartego w z Jadwigą z Brzozowskich miał syna Janusza, zwanego przez rodzinę „Ramzesem”, urodzonego w 1895roku, i trzy córki: Annę („Sznipsunia”, ur. 1894), Zofię („Munię”, ur. 1898) oraz Marię („Peciu-Meciu”, ur. 1902)

Jan Konopnicki w drugiej połowie 1903 r. zdecydował się zerwać umowę dzierżawną z księciem Michałem Radziwiłłem i opuścić Kapitułę oraz Arkadię. Objął w dzierżawę młyn należący do Ordynacji Krasińskich w Ciechanowie. W roku 1908 zdecydował się na zakup majątku ziemskiego Przedwojewo w pobliżu Ciechanowa. Transakcja z Janem Feliksem Dembowskim, dotychczasowym właścicielem Przedwojewa, została sfinalizowana 21 sierpnia 1908 r. wpisem do księgi hipotecznej. Wartość majątku oszacowano na 71.000 rubli. Jan z rodziną przeprowadził się do Przedwojewa i zajął nowym gospodarstwem. Janowi trosk przysparzała głównie choroba żony. Wobec niedyspozycji Jadwigi domem zajmowała się jej siostra Halina Brzozowska. Niestety, nowe miejsce nie wpłynęło na poprawę zdrowia chorej. Jadwiga zmarła, jak zapisano w jej akcie zgonu, 15 listopada 1908 r. o godzinie ósmej wieczorem. Jadwigę pochowano w kościółku w Przedwojewie. Z czasem prochy Jadwigi spoczęły w rodzinnym Łowiczu.

Jan Konopnicki pozostał w Przedwojewie kilkanaście lat. Ożenił się ponownie 21 lutego 1911 r. z córką ciechanowskiego lekarza Franciszka Rajkowskiego ,miał jeszcze dwie córki: Anielę urodzoną w 1912 r. i Krystynę – w 1913 r.









piątek, 9 czerwca 2023

Najstarsza apteka w Łowiczu -Rynek Kościuszki nr.16/17


 Z czterech zwarcie zabudowanych niegdyś ,sąsiednich posesji ,dwie skrajne ,od strony Zduńskiej ,kamienica kolegium pijarskiego ,,Jaskółeczka'' i ,,Doktorowa'' nie istnieją od 1821 r. Pozostałość dwóch dawnych posesji sprzedanych przez kapitułę Łowicką w roku 1810 ,lewą węższą kamienicę nabywa Henryk Prochnau ,po nim rodzina Brzozowskich .To miejsce słynnej cukierni Gierasiewicza z fabryką pierników w oficynie i gospodą oficerską na piętrze. Prawą dziś narożną ,posiada wówczas Teresa Glusksman.W okresie I wojny światowej mieściły się  tu różne stowarzyszenia żydowskie, później szkoła żydowska. A gdy Polska pojawi się znów na mapach świata ,,chrześcijańskie szkoły miejskie początkowe' 'z kursami dla dorosłych analfabetów ,a od 1927 roku rozpocznie działalność  Muzeum Miejskie im. Władysława Tarczyńskiego, tam też mieści się najstarsza apteka w Łowiczu pod numerem 16 /17(121). , założona w drugiej połowie XIX w ,przez łowiczanina  Wacława  Hirszowskiego ,a w XX wieku znana jako apteka TYLMANA.

Feliks Tylman ,potomek katolików holenderskich ,którzy znaleźli schronienie w Polsce w I połowie XVII wieku ,w czasach wojny trzydziestoletniej. Urodzony w roku 1881 w Giewartowie w parafii  Podwyższenia Krzyża Świętego  ,gdzie w czasach zaborów mieścił się posterunek graniczny. Syn Mikołaja i Józefy z domu Brochów . Ukończył farmację na Uniwersytecie Warszawskim w roku 1912 .Przed pierwszą wojną światową ,właściciel składu aptecznego i hurtowni farmaceutycznej w Warszawie .Jako prowizor farmacji przybywa do miasta nad Bzurą  i obejmuje łowicką aptekę czyniąc ją w roku 1919 ,apteką szpitala Załogi Łowicz  .



Mieszczącą się aptekę w Rynku Kościuszki nr 17 ,zniszczoną w czasie działań wojennych 1914 roku ,odbudował i na nowo wyposażył i za zgodą spadkobierców Hirszowskiego w latach 1916 - 1918. a do spółki z nimi w latach 1918 - 1925 prowadził Feliks Tylman, który 6 lipca 1925 roku spłacił spadkobierców i odtąd był jedynym właścicielem .  Odbudowana po zawierusze I w.ś została spalona ponownie w 1939 r. i ponownie odbudowana staraniem Feliksa Tylmana .Po Powstaniu Warszawskim 1944 r zatrudnienie w niej znalazło 12 aptekarzy ze stolicy ,dając im możliwość przeżycia .

Feliks Tylman zmarł w roku 1947 na raka wątroby. Czując zbliżającą się śmierć przekazał aptekę aktem rejentalnym siostrzeńcowi swojej żony , Walerii - Juliuszowi Rogowskiemu.

 Wszystko skończyło się nagle, pewnego styczniowego dnia 1951 roku, gdy do apteki 

wszedł jakiś cywil w towarzystwie milicjanta i bez ceregieli powiedział :

Przejmujemy aptekę ,od dziś będzie państwowa .Nareszcie będzie nasza ...

A co z właścicielami? -spytał Rogowski 

Mogą sobie iść gdzie im się podoba -odparł cywil.


Felis Tylman, wśród studentów farmacji.
fot: dzięki uprzejmości p. Juli 

Rynek Kościuszki -Łowicz lata 20 ub.w




Przyszedł kiedyś do Tylmana chłop i powiada:
- Panie magistrze, czy ma pan pijawki?
Tylman pijawek akurat nie sprzedawał, ale rezonu nie stracił. Wziął rolnika pod
pachę, wyprowadził przed aptekę i wskazując na położony nieopodal budynek
Urzędu Skarbowego powiedział:
- Tam są pijawki, tam się pan pytaj.
Chłop poszedł.„


Sprzedawany był kiedyś w aptekach wyjątkowo cuchnący preparat o łacińskiej nazwie Asa foetida , znany powszechnie jako „czarcie łajno ". Chłopi stosowali go ponoć do smarowania krowich pysków po to, by krowa odurzona tym smrodem, żarła trawę ze wszystkich miejsc na pastwiskach, także z tych pobrudzonych przez nią samą, z których normalnie ze względu na ich zapach - jeść nie chciała . Wstąpiła więc kiedyś do apteki starowinka i pyta aptekarza: - Czy jest czarcie łajno? - Jest - odpowiada Tylman - A czy świeże? - Świeże -Ąle czy na pewno świeże? - dopytuje się nieprzekonana - Świeże, świeże, dopiero co się wczoraj czart w kominie zesrał ..









czwartek, 8 czerwca 2023

Seweryna Krajewska - Tylman (1909- 1957)



 Urodziła się w Warszawie ,a swoje dorosłe ,choć krótkie życie związała z Łowiczem .Nie którzy jeszcze pamiętają panią Sewerynę ,jako Panią od wychowania fizycznego (ćwiczeń cielesnych) ,a po drugiej wojnie światowej -  WF w Liceum Pedagogicznym .

Magister wychowania fizycznego ,lekkoatletka AZS Poznań , pięciokrotna rekordzistka Polski w skoku wzwyż,1928 -1929 rok. Ustanowiony przez nią rekord Polski w Królewskiej Hucie 28 lipca 1929 r. wynikiem 150 ,5 cm ,nie został pobity przez niemal trzy dekady .Dość powiedzieć ,że w lekkoatletycznych mistrzostwach Polski Pań  ,które odbyły się w Warszawie tego samego roku , do zdobycia mistrzostwa wystarczył wynik  137 cm ,który osiągnęła Jadwiga Adamkiewicz-Janowska reprezentująca barwy Sokoła Pabianice . Jak odnotował jeden z  dziennikarzy  w swoim artykule:

   ,,Dawał się odczuć dotkliwie brak Krajewskiej ,która mimo zgłoszenia ,nie przyjechała. Zwyciężczynie przedstawiają świetny materiał ,wygrywają jednak dzięki wzrostowi ,a nie stylowi ,który jest bardzo prymitywny''  

Niewątpliwie rok 1929 należał pod względem sportowym ,do Seweryny Krajewskiej ,która ustanawiała rekordy i sama je poprawiała ,zostawiając konkurencję daleko z tyłu. 

Seweryna Krajewska podczas zawodów

Pierwszym symptomem ,który wskazywał że zawodniczka AZS -Poznań jest w życiowej formie  w swej koronnej dyscyplinie ,były  zawody o  mistrzostwo Poznania w których poprawiła swój rekord z roku 1928 o 6 cm ,pokonując poprzeczkę na wysokości 149 cm.  


 


,,Wynik znakomity ,a do granicy  jej możliwości w tej konkurencji jeszcze daleko''

28 lipca 1929 rok ,olbrzymi stadion w Królewskiej Hucie (brytyjskie media nadały mu po II wojnie światowej  przydomek „Kocioł Czarownic” )był świadkiem pięknej ,być może najpiękniejszej  ,imprezy lekkoatletycznej w tym roku. W tym dniu został rozegrany mecz międzypaństwowy między Polską a Austrią .Impreza pod każdym względem pierwszorzędna.

,,Austriaczki zjechały do Katowic w piątek wieczór i zamieszkały w hotelu Savoy .Zawodniczki polskie ulokowane zostały w Królewskiej Hucie (dziś Chorzów )w hotelu Reden. Było to może jedne zresztą ,nieszczęśliwe pociągnięcie ,że oddzielono od siebie obie reprezentacje ,dając im możliwość spotkania dopiero w niedziele po południu na boisku. Warunki atmosferyczne na ogół dobre .Deszczu obawiano się przez cały ranek niedzielny ,na szczęście jednak skończyło się tylko na silnym zachmurzeniu ,które trwało przez cały czas zawodów .Wiejący od czasu do czasu wiatr miał mały wpływ na wyniki '' 

W  takich okolicznościach i przy dopingu około 3 tysięcy kibiców Seweryna Krajewska ustanawia nowy rekord Polski wynikiem 150,5 cm ,który przetrwa prawie trzy dekady . 









  Seweryna - Janina  Krajewska-Tylman (ur. 25.11.1909 w Warszawie - zm. 16.02.1957 w Łodzi) córka  i Seweryny z Bucelskich. W drugiej połowie  lat 20-tych XX w. rozpoczęła studia  w  AWF w Poznaniu. Tam poznała studenta medycyny Jerzego Tylmana -syna znanego łowickiego aptekarza Feliksa ,który swych  uporczywych  klientów  domagających się leczniczych pijawek odsyłał do urzędu skarbowego.

Przyszedł kiedyś do Tylmana chłop i powiada:

- Panie magistrze, czy ma pan pijawki?

Tylman pijawek akurat nie sprzedawał, ale rezonu nie stracił. Wziął rolnika pod

pachę, wyprowadził przed aptekę i wskazując na położony nieopodal budynek

Urzędu Skarbowego powiedział:

- Tam są pijawki, tam się pan pytaj.

Chłop poszedł.„

Apteka Pana Feliksa przy Muzeum Miejskim
im. Władysława Tarczyńskiego.


 Seweryna przyjechała wraz z mężem Jerzym do Łowicza w latach 30 tych , zamieszkali w domu rodziców Jerzego przy ul. Pijarskiej 3. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu .Pan Jerzy stały bywalec restauracji Polonia ,gdzie ustanawiał  swoje rekordy u płci pięknej ...... ,a jego popisowym   numerem było podnoszenie stołu zębami. W popisowy też sposób jak głosi legenda zakończył swe życie.


Jerzy na wycieczce w Wenecji na placu św .Marka



ul. Pijarska 3 ,Łowicz lata 30 ub.w.
na zdjęciu ,Pani Seweryna Krajewska - Tylman 

Seweryna Krajewska - Tylman ,pięciokrotna rekordzistka Polski w skoku wzwyż, zmarła w Łodzi po powikłaniach związanych z cukrzycą .











dr Jerzy Tylman (1909-1948) 
Pracował m. in.w szpitalu św. Tadeusza w Łowiczu  jako ordynator oddziału chirurgiczno-położniczego oraz kierownik oddziału ginekologiczno-położniczego Centralnego Szpitala KBW w Warszawie. (obecnie MSWiA).  Major Wojska Polskiego. Odznaczony srebrnym krzyżem zasługi. Zaraz po wojnie poślubił  pannę Bronisławę. Oficjalnie zmarł w 1948 roku w Warszawie na udar mózgu. Nieoficjalnie, zastrzelił go rosyjski oficer (poszło o kobietę). Po śmierci wojsko zrobiło rewizję w jego mieszkaniu (obecnie siedziba Nowego Łowiczanina na ul. Pijarskiej), zarekwirowało jego broń oraz nie pozwoliło rodzinie obejrzeć ciała. Wokół sprawy narosła mała łowicka legenda według której miał zginąć w pojedynku... 





dr Jerzy Tylman podczas operacji w szpitalu św. Tadeusza w Łowiczu -lata 30-te XX. wieku.






 Fotografie i informacje dzięki uprzejmości Pani Juli ,która pielęgnuje i przechowuje historie rodzinne .Jak sama twierdzi 
z tej części rodziny nie ma żadnych bezpośrednich potomków ,czuje się trochę odpowiedzialna żeby opowiedzieć ich historie.  Państwo Seweryna i Jerzy nie mieli dzieci, a Jerzy nie miał też rodzeństwa.


niedziela, 4 czerwca 2023

Mistrzyni Olimpijska w Bełchowie pow.Łowicz - lata 20 ub. w.


 Gdy 31 lipca 1928 r. w Amsterdamie pobiła rekord świata w rzucie dyskiem, zdobywając pierwsze złoto olimpijskie w historii polskiego sportu, organizatorzy musieli wysłać gońca do ambasady po nagranie "Mazurka Dąbrowskiego".


Halina właśc. Leonarda Kazimiera Konopacka-Matuszewska-Szczerbińska ,jako młoda dziewczyna była częstym gościem u swej rodziny w bełchowskim młynie ,a pobliska łąka w Bełchowie służyła jej do treningu. Swoimi występami budziła zgorszenie w przypadkowych przechodniach i wiozących furmankami zboże na przemiał .Na chwilę jedni i drudzy przystawali ,przecierali oczy ,żegnali się, spluwali na ,,psa urok'' i szybko umykali z czarciego miejsca .Niewinne konie ,nie wiadomo za co ,dostawały batami ,aż furmanki z hurkotem zjeżdżały w dół rzeki ,pozostawiając kurz na drodze.

,,...widzieliśmy dziwo ,niby to chłop, niby baba, ale w portkach ,może to był diabeł ,który trzymał w ręku tajemniczy płaski kamień ,robił nim zażegnanie(czary),to w górę ,to w dół nagle szybko kręcił się wokoło szmyrgając go za siebie. Od tego widoku aż kręciło się w głowach i szybko uciekliśmy...''.



,,Bo nigdy nie był księżyc srebniejszy nad głową

Ani niebo wiosenne bardziej tajemnicze

Niż wówczas ,kiedy pierwsze z ust mi padło słowo

Ciepłą nocą ,na łąki mokre pod Łowiczem .''


Był wtorek 31 - lipca - 1928 r. Olympisch Stadion Amsterdam.

Zygmunt Weiss, korespondent „Kuriera Warszawskiego” i „Przeglądu Sportowego” :

„Wchodzi w koło Konopacka. Jest spokojna, skupia się cała – chce rekordu. Rozmach szybki nadzwyczaj, obrót mały, czeczotkowy dysk leci bardzo płasko, ale dzięki doskonałemu ułożeniu w powietrzu sunie daleko. Krótka chwila oczekiwania i pada hen z daleka od wszystkich chorągiewek – koło ostatniej linii czterdziestu metrów. Taki rzut musi zrobić efekt. Toteż prawdziwy huragan oklasków, których przecież publiczność rzutom nigdy za wiele nie daje, nagradza ten fenomenalny wynik”.

Ten pierwszy z trzech rzutów zapewnił Konopackiej złoty medal, rekord świata (39,62 m) i pierwsze mistrzostwo olimpijskie dla Polski, po raz pierwszy na olimpijskim stadionie rozległy się dźwięki Mazurka Dąbrowskiego. Jest to zarazem pierwszy w historii medal przyznany w kobiecych konkurencjach lekkoatletycznych.

Dyskiem zaczęła ponoć rzucać dla zabawy. Z lekkoatletyką zetknęła się wiosną 1924 r. Do startów zachęciła ją koleżanka z AZS, lekkoatletka Helena Woynarowska. Francuski trener klubowy Maurice Baquet, od razu odkrył w niej prawdziwy talent.

„Wkroczyła na sportowe boisko leciutko i szczęśliwie jak tancerka, gdy wchodzi na scenę, ufna w siłę swojego talentu, urody, dojrzałej sztuki”.





W przedwojennej Polsce Konopacką kochali wszyscy. Do tego stopnia, że w niektórych domach na ścianach wisiały obok siebie dwa zdjęcia: Piłsudskiego i Konopackiej . Była rozpoznawana i adorowana w każdym miejscu, w którym się pojawiła. Dzięki niej rubryki sportowe w prasie biły rekordy popularności. Jej sława była porównywana ze sławą Jana Kiepury. Istniało powiedzenie:

"Kiepura pyskiem Konopacka dyskiem".

Po pierwszych sukcesach międzynarodowych Konopacka zapowiedziała, że głównym celem jej przygotowań są Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie w 1928 r. „Mój dzień zapowiadał się nieszczególnie. Od rana padał deszcz. Oślizgły dysk, miękkie koło , zimno, wiatr to niedobre prognostyki. Jedyne moje atuty :to dobre poczucie, gaz i szalona chęć zwycięstwa ,chęć zwycięstwa tak wielka, że prawie pewność. […] Moja mała biało-czerwona chorągiewka z boiska musi wyrosnąć w wielki sztandar i zawisnąć na najwyższym maszcie” – wspominała po latach.



W pierwszym roku swoich startów zdobyła dwa tytuły mistrzyni Polski – w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem. Rzuciła nim dalej, niż wynosił ówczesny rekord kraju. W sumie 56 razy poprawiała rekordy Polski, nie tylko w rzucie dyskiem, lecz i w pchnięciu kulą i rzucie oszczepem. Zdobyła 26 tytułów mistrzyni kraju w pchnięciu kulą, rzucie dyskiem, rzucie oszczepem, skoku wzwyż, trójboju, pięcioboju i sztafetach 4 x 75 m, 4 x 100 m oraz 4 x 200 m.W 1926 r. pobiła rekord świata w rzucie dyskiem. Podczas krajowych zawodów rzuciła na odległość 33,40 m. „Biegają, mierzą, biegają. Nagle sensacja – rekord świata! Konopacka pobiła dotychczasowy rekord świata! […] Halina Konopacka stoi w kaskadach wiosennego słońca, w złocistym płaszczu heroiny kuli ziemskiej” – pisał „Przegląd Sportowy”. W tym samym roku wzięła udział w II Światowych Igrzyskach Kobiet organizowanych przez Międzynarodową Federację Sportu Kobiet w Göteborgu. Z wynikiem 37,71 m zdobyła złoty medal. W oburęcznym pchnięciu kulą zajęła trzecie miejsce. Wynik w rzucie dyskiem nie został uznany przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych, ponieważ dysk został uznany za niezgodny z obowiązującymi przepisami.


Pokaz sportowy w Warszawie. Lekkoatletki biorące udział w pokazie Halina Konopacka (w berecie) i Helena Woynarowska w otoczeniu kibiców. Zbiory NAC on-line


III Światowe Igrzyska Kobiet w Pradze. Zdobywczyni złotego medalu w rzucie dyskiem Halina Konopacka - 1930 r. Zbiory NAC on-line


Przyjazd do Warszawy uczestniczek III Światowych Igrzysk Kobiet w Pradze .Zawodniczki polskie i japońskie na dworcu po przyjeździe z igrzysk. Widoczne m.in.: Stanisława Walasiewiczówna i Halina Konopacka. Zbiory NAC on-line

Mistrzostwa Polski w pięcioboju kobiet w Wilnie. Lekkoatletka Halina Konopacka (stoi w środku z kwiatami) w grupie osób na boisku Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego - 1929r.Zbiory NAC on-line



Mecz lekkoatletyczny kobiet Polska – Austria na stadionie Wisły w Krakowie. Fotografia grupowa uczestniczek zawodów. Widoczne m.in.: Felicja Schabińska, Halina Konopacka - 1927 r.

Gdy wybuchła II wojna światowa, we wrześniu 1939 towarzyszyła mężowi Ignacemu Matuszewskiemu przy ewakuacji złota Banku Polskiego, którą ten organizował i nadzorował. Była kierowcą jednej z ciężarówek na trasie przez Rumunię nad Morze Czarne i dalej do Francji. Po klęsce Francji wyjechała z mężem przez Hiszpanię do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała od 1941 do końca swojego życia ,do 1959 w Nowym Jorku, a następnie na Florydzie.
Po wojnie malowała ,głównie kompozycje kwiatowe, podpisując obrazy pseudonimem Helen George. Jej obrazy były pokazywane na wystawach, sprzedawane i miały dobre recenzje w amerykańskiej prasie.
Do końca życia towarzyszyły jej dwie pasje: sztuka i sport, bohaterka stadionów dożyła 89 lat w samotności, mocno schorowana, mając wszczepiony rozrusznik serca zmarła w nocy z 28 na 29 stycznia 1989 r. w Daytona Beach.18 października 1990 r. urna z prochami sławnej Polki spoczęła w rodzinnym grobie na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

Przydomek: „Czerbieta” – od czerwonego swetra i czerwonego berecika, jakie zakładała jeżdżąc na nartach.

Halina Konopacka z mężem Ignacym Matuszewskim (na pierwszym planie), który wówczas pełnił funkcję ministra skarbu. Powitanie ministra po jego powrocie z oficjalnej wizyty w Szwecji, maj 1931 r.









Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...