Łączna liczba wyświetleń

środa, 26 lipca 2023

Teatr w Skierniewicach 1874 r.

                     Zaprasza widzów na sztukę pt:,,Grzeszki Babuni ''



Szkic według wrażeń - 14 maj 1874 r.

[...]Wczoraj o godzinie przeznaczonej na wyprawienie pociągów Kurierskich ,Talia i Terpsychora uleciały na całe 12 godzin z Warszawy do Skierniewic.
...gdy pociąg stanął w Skierniewicach .Towarzystwo artystyczne wydobyło się z wagonów i szparkiemi krokami podążyło do przybytku sztuki .
Teatr w Skierniewicach urządzony został z wielkim gustem .Obszerną salę dawnego dworca kolei żelaznej zbudowaną w kształt rotundy ,przedzielono na dwie połowy. W jednej znajduje się scena z garderobami ,druga stanowi miejsce dla widzów .Wejście przystrojono bluszczem i zielenią. Dekoracje świetne pędzla pana Malinowskiego :...
(Wiktor Adam Malinowski ur.1829 -zm. 1892 ,polski malarz i dekorator teatralny.)
...szczególnie zachwyciły nas ,ogród i wolna okolica. Świeżość barw i znajomość perspektywy powietrznej walczą tu o lepsze. Kurtyna przedstawia monument z Tyflisu ,alegorycznie wyobrażenie Gruzji dawniejszej i dzisiejszej .
Pod czas gdy artyści zrzucali skórę zwyczajnych śmiertelników i przywdziewali złudne szaty ideału ,felietonista błądził po parku ,wsłuchiwał się w śpiew słowików ....

Tymczasem o 8-ej rozpoczęło się przedstawienie .

Dostojni gospodarze weszli do sali ,powitani marszem uroczystym Straussa,pt: ,,Furst Barjatyński ''odegranym przez orkiestrę ,pod dyrekcją pana Lewandowskiego .Trzeba dodać ,że p. Bakłowicz i panna Popiel oczarowały widzów w wdzięcznej sielance pt: ,,Grzeszki Babuni '' ,że w pannie Popiel najrozkoszniej w świecie ,,budziło się serce'' ,że dziarski mazur z opery ,,Duch Wojewody'' i Czardasz z Meluzyny musiały być powtarzane na żądanie rozochoconych widzów? Sala grzmiała oklaskami ,do których gospodarz pierwszy dawał hasło.

Po zakończeniu widowiska feldmarszałek Aleksander Bariatyński udał się na foyer ,gdzie byli zgromadzeni artyści i w serdecznych słowach dziękował im za podjęte trudy.
Ogród zapłonął światłem zielonym , gdy goście opuszczali salę teatralną .Światło to tajemnicze, blade rozlało się po wierzchołkach drzew ,musnęło fontanny szemrzące w oddali ,szeroką wstęgą pobiegło w otchłanie błękitu i zgasło na widok gwiazd. Na pałacu zajaśniał potem transparent z cyfrą księżnej Barjatyńskiej ,dostojnej solenizantki.....
O 1-ej z marzeń i wspomnień zbudzono się na Warszawskim bruku.[...]



(całość wrażeń szkicu felietonisty niżej )

Dworzec, tzw. carski, zlokalizowano na terenie parku, w północnym jego skraju. Autorem projektu był Adam Idźkowski, entuzjasta gotyku, ten sam, który przebudował katedrę św. Jana w Warszawie. Obiekt został oddany do użytku w 1845 roku. Wzniesiono go w stylu arabskim. Posiadał duży hol w części centralnej z kolumną i dwie kondygnacje kolumienek tworzące loggie widokowe. Dworzec, który stoi do dziś, zaczęto budować, gdy feldmarszałek Bariatyński wymówił "wiedence" użytkowanie części pałacowego parku. Budowę rozpoczęto w kwietniu 1873 roku. Zaprojektował go Jan Heurich , warszawski architekt. Całością inwestycji kierował Kazimierz Regulski, inspektor Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, a wśród wykonawców znalazły się renomowane firmy warszawskie. Uroczyste oddanie dworca do użytku publicznego nastąpiło w kwietniu 1874 roku.
A w starym dworcu Feldmarszałek Aleksander , urządził teatr ,niemal koło swojego domu. W 1870 roku feldmarszałek Aleksander Bariatyński otrzymał w dożywotnie użytkowanie majątek w Skierniewicach od cara Aleksandra II ,w tym i Willę „Alexandria” (Sabediany) (Pałacyk Myśliwski)

Według legendy Aleksander Bariatyński więził w niej niezwykłej urody, kruczowłosą kobietę, Czerkieskę, której spotkanie w parku skierniewickim z Konstancją Gładkowską- Grabowską opisuje Hanna Muszyńska-Hoffmannowa w swojej książce „Joanna, moja światłość”.
„Aleksander Bariatyński za swoje zasługi w ostatecznym podboju Kaukazu przywiózł z dalekich krajów brankę wojenną. Tę cud piękności dziewczynę nacji czerkieskiej umieścił książę Aleksander jako swoją faworytę w willi na skraju parku, którą wzniósł budowniczy Adam Idźkowski”. Kruczowłosa Czerkieska w rozmowie z Konstancją Gładkowską wyznaje: „Miałam na imię Nina, ale książę Aleksander zdecydował inaczej i rzekł, iż pięknością królowej Sabie dorównuję, a zgrabnością – bogini rzymskiej – Dianie. Tedy razem na mnie woła Sabadiana”
















niedziela, 23 lipca 2023

,,EDEHOM,, Skierniewice 13 września 1944 r.


W czasie okupacji niemieckiej (1939-1945) na rogu Runku i ulicy Batorego mieścił się duży wielobranżowy sklep niemieckiego przedsiębiorstwa z Gdańska. 

W 1939 roku przychody spółdzielni z ograniczoną odpowiedzialnością na poziomie 347 mln Reichsmarks .


SZEF ŁOWICKIEGO  GESTAPO - Herberholz Erich :

,,Na terenie miasta i okolicy działa banda na szkodę Wielkiej Rzeszy Niemieckiej i zakłóca spokój ludności polskiej .Za wskazanie śladów bandytów władze niemieckie wypłacą nagrodę w wysokości 100.000 zł.,,


13 września 1944 roku podczas przerwy obiadowej ,w chwilę po zamknięciu sklepu bramą od ulicy Batorego grupa żołnierzy AK -,,Lord''-,,Drab''-,,Loara''-,,Nożyk''-,,Pawełek''-,,Czarny'',dostała się do środka sklepu ,sterroryzowali załogę ,którą umieszczono w jednym pomieszczeniu pod strażą Jana Ospińskiego ps.,,Nożyk''.

W tym samym czasie ,,,Kostek,, z ,,Juhasem ,,i ,,Gromem,, podjechali furmanką pod bramę sklepu wielobranżowego przedsiębiorstwa z gdańska ,,EDEHON'' .Brama była bardzo wąska ,a podwórka nie było .W tym czasie nadjechał samochód wojskowy od strony koszar. Nie mogąc przejechać zablokowaną przez furmankę ulicą zatrzymali się ,dwóch żołnierzy niemieckich wysiadło i przy ich pomocy udało się wepchać wóz i konie do bramy. ,,Kostkowi '' zza pasa spodni wypadł na bruk pistolet ,na szczęście Niemcy tego nie zauważyli . Żołnierzom podziękowano i zamknięto bramę . Załadunek towaru ze sklepu trwał kilka minut o wadze około dwóch ton. Po rekwizycji mienia sklepu i wyprowadzeniu furmanki z bramy , żołnierze pożegnali kierownika i pracowników ,życząc miłego dnia. 

(Zabrano tekstylia ,koszule ,buty ,skóry twarde i miękkie oraz maszynę do pisania .)


por. ,,Doliwa '' odwołał ubezpieczanie akcji i wszyscy ,,rozpłynęli się...''

Ubezpieczenie akcji stanowiło 5,, placówek,,.

Pierwsza w zakładzie fotograficznym Witolda Stańczyka , przy ul. Batorego 6 .

Druga w kawiarni -róg Rynku i Senatorskiej.

Trzecia w sklepie -róg Rynku i Gałeckiego.

Czwarta w sklepie -róg Rynku i Batorego/

Piata W sklepie przy ul. Batorego róg Mireckiego.

Pracownicy sklepu ,,Edehom,,  odczekali jeszcze kilka minut i wszczęli alarm .Na rynku zjawiły się niemieckie samochody ,wysłano patrole w miasto. Na próżno. ,,Polscy Bandyci'' zniknęli bez śladu. Do gospodarstwa pp. Melonów przy ulicy Rawskiej ,gdzie mieściła się ,,melina'' oddziału  dotarli bez przeszkód .

Zarekwirowany towar przeznaczono , dla zaspokojenia potrzeb partyzanckich oddziałów .


Akcja była udana ,a z uwagi na śmiałe wykonanie w dzień w samym centrum miasta ,odbiła się szerokim echem.






piątek, 21 lipca 2023

„Uroczysko Bażantarnia” gmina Maków.


 Dworek rodziny Nemethy na terenie Bażantarni, pocz. XX w.

,,Galeria Staroci i Pamiątek Regionalnych''


Przy drodze prowadzącej z Makowa do Słomkowa , XIX wieku ,część lasu przeznaczono na "bażantarnię”. Bażantarnia należała pod względem administracyjnym do oddalonego o 5 km na wschód ,,Zwierzyńca Królewskiego'', który za czasów zaboru rosyjskiego, był jedynym w Polsce ogrodzonym lasem w którym hodowano zwierzęta łowne.

Gospodarzem Bażantarni był leśnik węgierskiego pochodzenia Karol Nemethy zmarł w roku 1915 r. na zawał serca na widok żołnierzy Pruskich wycinających świerki, które posadził cztery dekady wcześniej  .W 9-cio izbowym dworku z gankiem i tarasem, mieszkali Państwo Nemethy i ich gromadka dzieci.



W latach 1820—1830 Zwierzyniec był terenem łowów królewskich i stanowił własność cesarzewicza W. Ks. Konstantego Pawłowicza oraz jego żony Joanny Grudzińskiej, która nosiła tytuł Księżny Łowickiej. W tym okresie zachodnia granica bażantarni była podobna do obecnej, a las podchodził pod młyn, który już wówczas tam istniał. Po śmierci Joanny Grudzińskiej w 1831 r. drogą testamentu dobra łowickie przyłączono do dóbr koronnych. W 1838 r. dobra księstwa stały się własnością cara Mikołaja I i wówczas nadal istniał Zwierzyniec wraz z bażantarnią. Pomimo oddalenia od siebie te dwa obiekty są zawsze wymieniane razem. Według wykazu dóbr łowickich z 1864 r. powierzchnie leśne „Zwierzyńca” i „Bażantarni” liczyły razem 1 128 295 mórg. W starannie urządzonym Zwierzyńcu hodowano głównie daniele i jelenie. Natomiast w „Bażantarni” hodowano od 8 do 10 tysięcy sztuk bażantów, wśród których były „obok szarych” również ,,złote'', tak zwane od koloru upierzenia, i ,,srebrne". "Bażantarnia” była ogrodzona, a od wschodu i północy prowadziły do niej okazałe, drewniane bramy wjazdowe, przy których stały strażnicówki, swoiste w stylu, zbudowane z kamieni. Fragmenty ogrodzenia i bramy zachowały się do początku lat trzydziestych ub. wieku , lecz z bażantów już wówczas nie uchował się ani jeden ptak. Zdziesiątkowały je liczne tu lisy, a resztę wyłapała okoliczna ludność. Spośród strażnicówek zachowała się do dzisiaj tylko jedna przy wschodnim wjeździe. Jedynymi żywymi świadkami świetności bażantarni, podobnie jak w Zwierzyńcu, jest zachowana resztka okazałych dębów .Miedzy tymi dębami stał dworek. W 9-cio izbowym dworku z gankiem i tarasem, mieszkali Państwo Nemethy i ich gromadka dzieci. ...Gardzyńska (geb. Nemethy), Theresia (Teresa) Nemethy, Sophia Anna Franziska Stefańska (geb. Némethy), Franziska Josefa Macherska .Dwie córki Pana Karola ,zostały żonami włodarzy Skierniewic. Maria-Zofia poślubiła Mieczysława Aleksandra Gardzyńskiego, a Franciszka ,Ignacego Macherskiego. Dla urodzonego 7 sierpnia 1842 - Zlin na Morawach Karola skierniewicka Bażantarnia była drugim domem w raz z żoną Marią Nemethy (geb. Niedermayer (Niedermeyer) stworzyli swój lepszy świat w dawnym Księstwie Łowickim .

„Kurier Poranny” z 1880r. informował:
„w Bażantarni Skierniewickiej do sprzedania 100 sztuk bażantów, kogutów bitych, na które zapisywać się można w W-wie ul. Włodzimierska 12 m. 19. Opłata za sztukę , rubli cztery.”


Jak pan Karol Nemethy jechał przez Maków to cała wieś wiedziała! Tak pięknie pachniała fajka, którą on palił!
Grób jego i jego rodziny znajdują się na Makowskim cmentarzu.


Rok - 1884 r.
Orszak myśliwych wyruszył ze Skierniewic i dokładnie o godzinie drugiej zatrzymał się przed bramą Zwierzyńca. 

Cesarzowi i Cesarzowej towarzyszyli, wielka księżna Maria Pawułówna, wielki książę Mikołaj Mikołajewicz Starszy, wielki książę Włodzimierz Aleksandrowicz i Piotr Mikołajewicz, minister dworu cesarskiego, a także generał Czerwin. Cesarzowi Wilhelmowi towarzyszyli, generał adiutant książę Radziwiłł i hrabia Lehndorf. Cesarzowi Franciszkowi Józefowi towarzyszył generał adiutant Mondl. W myśliwskim orszaku znajdowali się także, niemiecki poseł w Petersburgu Schweinitz i generał adiutant Werder.
Dokładnie o godzinie czwartej polowanie się zakończyło, a na pokocie znalazło się 5 jeleni i 31 danieli. Car prawdziwie wyśmienitym strzałem ubił przepięknego daniela łopatacza. Cesarz Wilhelm jednym strzałem także powalił dużego samca, zaś Cesarz Franciszek Józef trzema celnymi pociskami położył trzy wspaniałe byki.
Po odjeździe Cesarzy, niemieckiego i austriackiego, przeprowadzono polowania już w "swoim" gronie w w okolicach Skierniewic, w rzadkich zaroślach i na polach, w pobliżu Słomkowa, Krężec i Makowa. Polowano głównie na zające, bażanty i kuropatwy z naganką i w kotły. Jakimż polowanie to zakończyło się wynikiem, 2 lisy, 80 zajęcy, 25 bażantów i 57 kuropatw! W jednym „kotle” padło 46 zajęcy! Spośród tej liczby 15 przypadło na Cara.
Po odjeździe Cesarzy, niemieckiego i austriackiego, przeprowadzono polowania już w "swoim" gronie w w okolicach Skierniewic, w rzadkich zaroślach i na polach, w pobliżu Słomkowa, Krężec i Makowa. Polowano głównie na zające, bażanty i kuropatwy z naganką i w kotły. Jakimż polowanie to zakończyło się wynikiem, 2 lisy, 80 zajęcy, 25 bażantów i 57 kuropatw! W jednym „kotle” padło 46 zajęcy! Spośród tej liczby 15 przypadło na Cara.
W drodze powrotnej do Skierniewic Monarcha z Cesarzową raczyli długo przyglądać się łowieniu ryb w jednym z niewielkich jezior skierniewickiego Zwierzyńca.(nie którzy dziś mówią Balaton)



Niewód ledwie mógł utrzymać żywą masę grubej ryby wyciąganej z każdej toni. Wieczór był zupełnie letni, a promienie zachodzącego słońca jaskrawo oświetlały przepiękną scenę owego obfitego połowu. Zmierzch już zapadł, kiedy orszak myśliwski znowu wyruszył i dotarł do rozświetlonych ogniami Skierniewic.

Sceny z polowania w "Zwierzyńcu" - 1903 r.

























niedziela, 9 lipca 2023

Szpital włościański Księstwa Łowickiego i miejsce ,,Majówek ''(1831-1869)


 Osada Kapera od Łowicza na Łyszkowice położona jest w odległości 18 wiorst. 

W pośród lasu, w miejscu nader dobrze obmyślanym, plac nowy czyli ,,Kopera'' stało kilka murowanych domów, przeznaczonych na szpital, aptekę, dom dla lekarza, felczera i służby. O koło 1831 r. administracja Księstwa Łowickiego ,w kompetencjach której leżały sprawy zdrowia tutejszej ludności ,utworzyła w osadzie Kapera szpital na 24 łóżka ,utrzymywany kosztem administracji księstwa. Personel szpitala ,jako część kadry urzędniczej zamieszkiwał w Łyszkowicach . Z zatrudnionych lekarzy można wymienić nazwiska :Jan Kęcki, Antoni Porad , Jerzy Sozański . Opieką lekarską otoczeni zostali pracownicy administracji pracownicy cukrowni ,,Irena'', jak również okoliczni włościanie , których bezpłatnie ,,leczono''? Mimo niewątpliwie humanitarnych założeń, szpital ten nie spełniał swojego zadania. Wśród ludności wiejskiej nie było nawyków ani tradycji leczenia chorych. Do szpitala wójtowie kierowali zwykle ludzi ubogich ,parobków, wyrobników lub chorych uciążliwych dla otoczenia, których rodziny chciały pozbyć się z domów. Wielu chorych dowożono do szpitala w stanie agonalnym gdzie wkrótce umierali. Stwarzało to złą renomę dla instytucji i odstręczało zwłaszcza chłopów z najbliższej okolicy od leczenia się, gdyż większość zmarłych w tym szpitalu grzebano z reguły na cmentarzu parafialnym w Lipcach.


Najprawdopodobniej budynek apteki

Najprawdopodobniej budynek apteki

akta parafii Lipce:

,,Lazaret Kapera - Działo się w Lipcach roku 1839 dnia ósmego marca o godzinie dziesiątej z rana stawili się Stefan Soboczyński posługacz z Lazaretu na Kaperze i Stefan Pryk Włościanin z Bobrowy ,obaj pełnoletni i oświadczyli Nam ,iż Jan Ziółkowski Strażnik ,bezżenny, bezdzietny z Łyszkowic ,a rodowo z Wolborza ,umarł wczoraj o godzinie jedenastej w nocy w lazarecie włościańskim Księstwa Łowickiego na suchoty w czterdziestym roku wieku swego ,zostawiwszy po sobie Matkę Agnieszkę w Łyszkowicach....''


[...]Lecz roku 1864, kiedy wszyscy włościanie przez uwłaszczenie zostali właścicielami swych posiadłości czynszowych, na księstwie, jak wszędzie, upadł obowiązek szczególniejszej o nich troskliwości ze strony byłych ich przedtem panów—dziedziców. To też w kilka lat później ów szpital(1869 r.), który był wyłącznie dla nich, został zniesiony, budynki rozebrane, tylko pozostał po aptece dom jeden, w którym teraz mieszka gajowy.

Administracja księstwa jednak, jakby w zamian za zniesiony szpital na Kaperze, płaci co rocznie pewną sumę na utrzymanie 18 łóżek w szpitalu św. Tadeusza w Łowiczu, wskutek czego szpital stosownie został przekształcony i odtąd ma możność przyjmowania większej liczby chorych[...]


Aptekę przeniesiono do Łyszkowic ,którą prowadzili farmaceuci: Leopold Wąsowski ,Józef Niezgodzki,Dobromir Płaczkowski, ten ostatni był jednocześnie urzędnikiem zatrudnionym w cukrowni ,,Irena''.Jego nagrobek znajduje się na pszczonowskim cmentarzu , tak jak wielu innych pracowników cukrowni i pracowników administracji Księstwa Łowickiego .



Ś.p Mateusz Francki
EmerytUrzędnik Administracji
Księstwa Łowickiego
Żył lat 89. Zmarł dnia
19 marca 1877 roku
Prosi o Westchnienie
Do Boga

Nazwa miejscowości pochodzi od nazwiska właściciela młyna p. Kapera .Młyn funkcjonował (pracował) do 1982 roku .W 1880 r .młyn od Państwa Kapera odkupił Ignacy Brzostek z Rembertowa pod Warszawą .Młyn ma o wiele dłuższą historię .W 1548 roku w tym miejscu został wybudowany wiatrak ,przez ten czas różne były koleje młyna w 1860 siłę wiatru zastąpiono siłą spadku wody ,spiętrzono wodę w sztucznym zbiorniku ,zasilanym przez Bobrówkę . 

Lata 90 ub, wieku 

Pod koniec XIX wieku i do lat 80 ub. wieku , osada Kapera stała się dość atrakcyjnym miejscem do wypoczynku, ,,majówek'' ,letnich wakacji ,obozów harcerskich, spotkań integracyjnych itp.



lata 20 lub 30 ub. wieku pracownicy cukrowni ,,Irena,,(dziś się mówi spotkania integracyjne) w miejscowości Kapera .W latach 80 słynne były ,,Dni Chemika,,

[...]A Kapera? Kapera jest to przyjemne ustronie wśród lasu, rozłożonego na pagórkowatej powierzchni. Od kilkunastu lat stała się ulubionym miejscem majówek mieszkańców Łowicza. Młodzież marzy o nim , a gdy lato nadejdzie, jest jednym miejscem wyjazdów dla zdrowia na letnie mieszkania. Zachęca do tego piękne położenie i aromatyczno -żywiczne oraz suche powietrze. Są zielone doliny, wzgórza, z daleka srebrzy się woda i dochodzi turkotanie młyna, jest las zwany „Lechowiec'' iglasty i „Bukowiec,“ co liśćmi zatrzymuje promienie słońca i w upał darzy chłodem , jest i obfita w orzeszynę „Trzcianka,“ są stare dęby z gniazdami sów, źródełko, strumyk płynący, urocze polanki, zarośla i wysmukłe sosny. Czasem z zarośli wysunie się sarna lub daniel, to znowu szelest gałęzi poprzedzi bieg kozła, często razem i kilka rogaczy przebiegnie drogę. Śpiew ptactwa to istne nadziemskie chóry, a miła kukułka, zawsze najgłośniejsza, nie ustępuje przeraźliwemu krzykowi sowy. W kukułki „kuku"—czy w echu — zdaje się słyszeć „witam ,“— takie wszystko tam przyjazne, takie urocze a błogie, że wstrętny krzyk sowy tego nie zagłusza. Duktem lasu, albo gdzieś z brzega , widać w oddaleniu sterczące do góry kominy fabryczne, świadczące, że przemysł w swym pochodzie naprzód zniszczył niemało takich miejsc uroczych i zrobił dla siebie wolne przestrzenie, to też i stamtąd widać, jak na dłoni, wioski i pola w nieprzejrzanej dali, gdzie także były bory , a stopniały w piecu cukrowni w Łyszkowicach . Przy tym są jeszcze, het daleko w smudze na widnokręgu , widoki lasów , jak noc czarnych , albo bliższych, jak wstęga szafiru, częścią tych lasów księstwa Łowickiego jest Kapera .Pomiędzy lasami, na dolinie, jest wioseczka Bobrowa, która jak by się kryła, że jest uboga, choć od Kapery bogatsza. Na miejscu zupełny brak produktów żywności oraz trudna komunikacja mała ilość pokoi do wynajęcia[...]




1- Młyn Kapera rok 1768
właściciel Młynarz Piotr Kapera.
O dwóch gankach z wszystkimi do niego należącymi Porządkami :
Pomieszkanie Młynarskie + Stodołą ,Chlewikami i Karmikami.

2-Młyn Kapera zwany .Młynarz Walenty Kapera



,,Łowicz wiadomości historyczne z dodaniem innych szczegółów.'' Wydał na pamiątkę 35-letniego zamieszkania w Łowiczu Władysław Tarczyński.

,,Łyszkowice z dziejów Osady i Zakładu (1359-1995)''Łowickie Zakłady Farmaceutyczne ,,Polfa' 'w Łyszkowicach .Łowickie Towarzystwo Przyjaciół Nauk (prace Ł.T..P.N,poz. 4 rok 1996) Redakcja Marek Wojtylak. Redakcja techniczna Krzysztof Sobczak .

,,Dzieje Gminy Maków 1340-2000'' - Jan Józefacki

czwartek, 6 lipca 2023

Z Łyszkowic do Warszawy -marzec 1941 rok

Łyszkowice 1940 r.

 ,,Seuchen-sperrgebiet ! Betreten - verboten,,

(,,strefa ograniczona epidemią! Nie wchodź,,-,,Obszar objęty ograniczeniami epidemicznymi! Wchodzenie - zabronione,,)

[Przez Urzędowego Lekarza zostało stwierdzone ,że nawet po krótkiej rozmowie z żydówką pewien wieśniak ,który już w międzyczasie zmarł ,został zarażony tyfusem .]

...Wjechaliśmy do obiecanego ,,raju,,? Żydówka ,którą wiozłem ,cały czas kłóciła się ze mną ,że za wolno jadę .Tak nie mogła doczekać się tej Warszawy... 

W 1940 roku w czerwcu lub lipcu ,Niemcy wydali rozkaz ,aby wszyscy Żydzi zamieszkujący w Łyszkowicach przebywali w jednym miejscu ,na jednej ulicy ,której połowę zagrodzili drutem kolczastym ,tam gdzie mieli swoją bibliotekę, należącą do sieci noszącej imię wybitnego pisarza I. L. Pereca. To miejsce nazywali gettem. Nie wolno im było samowolnie opuszczać tego miejsca. 


,,charakterystyczna opaska,,
Łyszkowice 1940 rok.

W 1941 roku Niemcy ogłosili ,że wszyscy Żydzi mają się stawić w Warszawie ,bo tam jest dla nich dużo miejsca i pracy. Wszyscy Żydzi mieli opuścić Łyszkowice do kwietnia .Uwijali się zatem wszyscy jak mogli ,żeby jak najszybciej stąd wyjechać .Prosili chłopów z okolicznych wsi, żeby ich do Warszawy (oczywiście odpłatnie) wozami zawieźli. Mnie też o to poproszono ,więc się zgodziłem .W marcu ,pamiętam, że to była niedziela ,pojechałem rano do Łyszkowic i pomogłem załadować się czwórce Żydów ( dwoje starszych i dwoje młodszych ).Wyjechaliśmy około dziesiątej przed południem .Około 14 dotarliśmy do Łowicza i tam w pobliżu starej rzeźni zrobiłem postój na popas konia ,bo do Warszawy był kawał drogi -około 100 km. W Łowiczu okazało się ,że jeszcze więcej wozów jedzie do Warszawy w tym samym celu. Ruszyliśmy w stronę Sochaczewa ,gdzie dojechaliśmy już w nocy .W Sochaczewie znów zrobiliśmy postój ,aby konie odpoczęły, po czym ruszyliśmy do Błonia .Było ciemno ,znów zrobiliśmy postój ,żeby konie nakarmić i dać im odpocząć ,bo ludzie mówili ,że do Warszawy jest jeszcze około 30 km. Żydówka ,którą wiozłem ,cały czas kłóciła się zemną ,że za wolno jadę .Tak nie mogła doczekać się tej Warszawy .Gdy ruszyliśmy z Błonia ,było już widno i tak powoli ,krok za krokiem zbliżaliśmy się do stolicy. Słonice już dobrze grzało, kiedy dojechaliśmy do miasta .Na jego granicy stała warta - chcieli przeprowadzić rewizję wozów ,ale Żydzi zrobili składkę i w ten sposób ,przekupując wartowników ,uniknęli przeszukania .Słońce już było na południu ,a końca jeszcze nie było widać .Wreszcie dojechaliśmy do bramy getta. Wartownicy zażądali łapówki ,na co Żydzi oczywiście byli przygotowani. Brama została otwarta .Wjechaliśmy do obiecanego ,,raju,,( takie wyobrażenie o getcie mieli Żydzi ,których wiozłem).Trudno opisać co tam zobaczyłem .Dzieci konały na ulicy ,a ludzi było tak dużo ,że trudno było przejechać .Jechaliśmy dalej ,bo moi pasażerowie myśleli ,że dalej będą czekać na nich z otwartymi ramionami ,ale zdziwili się ,że nikt się nimi nie interesuje i nie wychodzi na spotkanie .Im jechaliśmy dalej ,tym było gorzej, Moi pasażerowie postanowili zamieszkać w starym autobusie ,napotkanym po drodze. Pomogłem im wyładować zabrane rzeczy. Gdy zdejmowaliśmy worki z kartoflami ,jeden z nich się rozwiązał i ziemniaki rozsypały się na ziemię .Wtedy dzieci żydowskie ,przypatrujące się nowo przybyłym, rzuciły się na te ziemniaki i jadły je jak jabłka .Powiedziałem że potrzebna mi woda, aby napoić konie. Zaraz zjawiła się gromada dzieciaków z wodą ,w zamian oczekując chleba, bo zobaczyły ,że mam wielki bochen ,który na drogę upiekła mi matka .Rozdzieliłem cały ten chleb między głodne dzieci .Gdy wyjechałem z Warszawy ,była już szarówka .Do domu dojechałem we wtorek po obiedzie[...]




W okresie międzywojennym w Łyszkowicach mieszkało około 550 Żydów ,zajmowali się głównie rzemiosłem i drobnym handlem. Po wybuchu II wojny światowej do Łyszkowic przybyła też dość znaczna liczba żydowskich uchodźców głównie z Łodzi, Zgierza ,Brzezin Aleksandrowa Łódzkiego, Aleksandrowa Kujawskiego. W maju, czerwcu i lipcu 1940 roku, Niemcy utworzyli getta w powiecie łowickim (Łowicz, Łyszkowice, Głowno , Kiernozia, Bolimów Skierniewice).

Do formalnego tworzenia getta warszawskiego Niemcy przystąpili w sierpniu 1940 r. Podstawą było rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka z 13 września 1940 r. oraz wydane przez niego przepisy karno-wykonawcze. Na ich podstawie powstały na przełomie 1940 i 1941 r. odizolowane dzielnice. W dzielnicy żydowskiej koncentrowano wypędzanych mieszkańców okolicznych miasteczek. 2 października 1940 r. dekretem gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera formalnie utworzono warszawskie getto. Przygotowywano je już w lutym 1940 r., a już w kwietniu 1940 r. rozpoczęto budowę pięciometrowego muru. Zamknięcie dzielnicy nastąpiło w listopadzie 1940 r.




,,Roczniki Łowickie tom VII,, 2010 rok.

Józef Szymajda ps.,,Sosna,, por. rezerwy ,pracownik cukrowni w Łyszkowicach na stanowisku maszynisty kolejki wąskotorowej .



Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...