,,Szczątki ludzi, których nie można było zidentyfikować,
zbierano razem z gruzem i zakopano pod figurą Matki Boskiej”.
,,Szczątki ludzi, których nie można było zidentyfikować,
zbierano razem z gruzem i zakopano pod figurą Matki Boskiej”.
Baby nieborowskie, czy też zwane poprawniej arkadyjskie, datowane XII-XIII wiek
W Archiwum Muzeum Archeologicznego w Krakowie, znajduje się fotografia ukazująca „baby nieborowskie” stojące przed dziedzińcem willi Aleksandry Radziwiłłowej w Arkadii od strony tarasu wschodniego. Podpis informuje, że fotografia przedstawia :
„figury bab kamiennych zdjęte z kurhanów na Ukrainie i ustawione w ogrodzie dworskim”.
Jest to jedyne, nie publikowane dotychczas, świadectwo ich obecności w Arkadii przed 1893 r., kiedy to Michał Piotr Radziwiłł odkupił ogród od rodziny Adlerbergów i przewiózł większość ocalałych tam rzeźb w tym „baby” do Nieborowa. Cztery figury kamienne Połowców 3 żeńskie, 1 męska.
Pierwsza wzmianka o nich pochodzi z wydanych przez S. Pruszakową- Duchińską w 1856 r.
„Rozrywek dla młodocianego wieku”:
„Przy wejściu do wielkiego zacienionego stuletnimi drzewami parku, widać leżące na trawniku kamienne figury czterech bogów pogańskich, każdy zwrócony do strony świata z której ma pochodzić.”
Data zamieszczenia pierwszej wzmianki na temat obecności tzw. bab kamiennych w Arkadii nie wydaje się być przypadkową. W latach 1855-1859 trwały bowiem w Arkadii prace przy budowie willi dla owdowiałej Aleksandry Radziwiłłowej, która jeszcze za życia męża generała Michała Gedeona Radziwiłła ,troszczyć się musiała o jego interesy. Od 1838 r. Aleksandra Radziwiłłowa była w imieniu nieletnich synów kuratorką dóbr nieborowskich. Wzbogaciła bibliotekę Radziwiłłów w Nieborowie rodowym księgozbiorem Steckich ze Szpanowa. Po śmierci męża w 1850 r. Aleksandra znana również jako „urocza Olesia” przeniosła się na stałe do Nieborowa. W Nieborowie malowała akwarelowe widoki Arkadii. W latach 1855–1859 wybudowała dla siebie willę w Arkadii według projektu Franciszka Marii Lanciego, która dziś już nie istnieje.
Dziś pozostał po niej tylko niewielki fragment tarasu od strony ogrodu. Nie można wykluczyć, że widziane w Arkadii w 1856 r. „leżące na trawniku kamienne figury”, zostały sprowadzone przez Aleksandrę Radziwiłłową i czekały na wykorzystanie w najbliższym otoczeniu wznoszonej dla niej willi. Trafić zatem musiały do ogrodu nieco wcześniej .Okazji do ich przetransportowania z Wołynia zapewne księżnej nie brakowało.
willa Aleksandry Radziwiłłowej że Steckich, znajdująca się w ogrodzie angielskim w Arkadii.
Okres I-w.ś (STARA FOTOGRAFIA ZATRZYMAĆ Czas Łowicz i okolice.)
Święto plonów z czasem połączono z rocznicą proklamowania Generalnego Gubernatorstwa.(Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete) 26 października 1939 r.
Cel organizowanych przez Niemców uroczystości dożynkowych, był oczywisty. Miały odwrócić uwagę polskich mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa od panującego na co dzień terroru okupanta: łapanek, masowych rozstrzeliwań, grabieży i kontrybucji.
Dożynki miały być według założeń Hansa Franka propagandową manifestacją jedności i rzekomej współpracy Polaków i Ukraińców z Niemcami w walce z bolszewikami.
W uroczystościach wzięła również udział delegacja rolników z powiatu łowickiego, reprezentująca dystrykt warszawski. Jak wspominał Paweł Workowski ze Złakowa Borowego do składu delegacji u gubernatora Franka, wyznaczył go wójt Jan Fabijański gminy Bąków.
Otrzymał wtedy polecenie odebrania z firmy nasienno-ogrodniczej Urlich w Warszawie kosza dożynkowego. Tam po wielu zabiegach dostał stary kosz, a w nim trochę jabłek i trochę innych owoców. Pan Workowski nie krył, że miał świadomość, jakie konsekwencje groziły jemu i rodzinie w przypadku odmowy wyjazdu.Wiedziały o nich też z pewnością pozostałe członkinie łowickiej delegacji: Józefa Ziółek ze Złakowa Borowego, Natalia Kołaczyńska ze Złakowa Kościelnego i Kucharek (imię niezn.)z Klewkowa.
Do Krakowa pojechali wszyscy koleją ubrani w stroje ludowe. Po przyjeździe byli podejmowani śniadaniem, natomiast obiad jedli w znanej restauracji Hawełka. Na Wawel udali się w asyście oficera gestapo z grupą rolników z innych dystryktów.
Hans Frank na koniec uroczystości zwrócił się do uczestników :
,, że on i Niemcy będą się modlili za rodziny delegatów i Polaków”.
Po uroczystości udali się do katedry wawelskiej, gdzie w krypcie św. Leonarda pomodlili się c przy sarkofagu marszałka Józefa Piłsudskiego.
Ustalony program uroczystości przewidywał udział grupy 26. rolników z czterech polskich dystryktów GG oraz Ukraińców, reprezentujących utworzony po 1941 r. dystrykt galicyjski, czterech przedstawicieli ziemian oraz trzech delegatów Rady Głównej Opiekuńczej, z jej prezesem Adamem Ronikierem. Ten ostatni odmówił jednak zdecydowanie udziału w dożynkach, odpowiadając w ten sposób na rozpoczętą przez Niemców kilka dni wcześniej całą serię publicznych egzekucji ulicznych w Krakowie i Warszawie.
Dwa lata wcześniej ,posiedzenie rządu GG, 16 grudnia 1941
,,Jeśli wreszcie wygramy wojnę, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby z Polaków, Ukraińców i tego wszystkiego, co się wokół włóczy, zrobić siekaninę,, Gdybym o każdych siedmiu rozstrzelanych Polakach chciał rozwieszać plakaty, to w Polsce nie starczyłoby lasów na wyprodukowanie papieru na takie plakaty”, „Polska nie śmie nigdy więcej powstać!” – wywiad dla gazety Völkischer Beobachter, 6 lutego 1940.Hans Frank.
[ Zbiory :NAC ]
Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...