Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 października 2025

Awaryjne lądowanie samolotu - Łowicz (1927 r. )


 

Samolot Potez 27 A-2 na łąkach p. Niebudaka.

Dnia 16 września o godzinie 18: 30 wylądował na łące w warunkach bardzo niekorzystnych i niebezpiecznych samolot Potez 27 A/2 nr : 492 .Według zebranych informacji samolot odbywał podróż z Torunia do Warszawy. Noc zbliżająca się oraz jakiś defekcik zmusiły pilota do tak ryzykownego lądowania. W samolocie znajdował się podobno p. Minister oświecenia. Dnia 17 samolot nie mógł wystartować i postanowiono go rozebrać w celu przewiezienia .

Dnia 21 września po pięciu dniach przymusowego postoju na łące p. Niebudaka- samolot częściowo rozebrano i przewieziono na stację w celu załadowania na platformę kolejową.  Samolot z powodu nieodpowiedniego terenu i nazbyt rozmiękłego, oraz wskutek swej pokaźniej wagi 1565 kg., bez pilota i obserwatora, nie mógł się wzbić w przestworza, czyli wystartować. Publiczność żywiołowo zainteresowała się tym cudem techniki i formalnie wydeptała łąkę, przygotowując niejako lotnisko ... Mamy nadzieję, że podobne lądowanie, które mogło skończyć się katastrofą, nie powtórzy się, gdyż Magistrat wydzieli odpowiedni teren na lotnisko Kom. Woj. L. O. P. P., korzystając z funduszów przyznanych L. O. P. P. przez Sejmik Łowicki, urządzi stosownie do wymagań nowoczesnych. Nie traćmy nadziei, że w przyszłym tygodniu lotniczym w Łowiczu odbędą się nie tylko tańce, ale i wzloty na rzecz Ligi Obrony Powietrznej Państwa .Szybki rozwój komunikacji lotniczej wymaga lotnisk, czyli terenów odpowiednio urządzonych, oznaczonych i zaopatrzonych w aparat, wskazujący kierunek wiatru, gdyż lądowanie w start winno odbywać się pod wiatr. Sprawą tą winien zająć się przede wszystkim Magistrat i komitet 

L. O. P. P.

Kilka dni wcześniej :

Samolot L. O. P. P.

W tygodniu lotniczym dwukrotnie odwiedził Łowicz samolot propagandowy, z braku odpowiedniego miejsca nie wylądował. W Kutnie natomiast zorganizowano wzloty za minimalną kwotę...Sądzimy, że skoro powiatowy Komitet L. O. P. P. przestał działać (bowiem ustąpił z zarządu pewien prezes ), w takim razie akcję winien podjąć zarząd miasta lub Sejmik i urządzić przyziemie. Na ten cel można byłoby użyć 5000 zł., które Sejmik uchwalił na rzecz L. O. P. P. oraz 1000 zł. z Zarządu Miasta Łowicza. Przyziemie może oddać cenne usługi w czasie wojny.


Ambitne plany...

Łowicki aeroplan  ,,PELIKAN,,

[...] Obowiązkiem każdego Polaka jest być członkiem Towarzystwa Obrony Lotniczej i Przeciwgazowej. Zapisy na członków T.O.L.i P w Łowiczu przyjmuje :

Sek:T-wa p.Szajding w Banku Ziemi Łowickiej składka mies.50 groszy.

Wszystkie datki na cele T-wa przyjmuje również Administracja ,,Łowiczanina''[...]


Hanriot H.28 – francuski samolot szkolno-treningowy z okresu międzywojennego produkowany na licencji w Polsce.  

Wszystko zaczęło się w 1924 roku .26 maja tegoż roku powstał w Łowiczu z inicjatywy profesora fizyki z łowickiego gimnazjum męskiego Władysława Doleżala, Obywatelski Komitet Obrony Przeciwgazowej i Powietrznej ,który zainicjował ,zaproponował ,nabyć własny aeroplan i postanowił w celach propagandowych ochrzcić go imieniem ,,Pelikan'' ,W tym celu otwarto w Banku Ziemi Łowickiej rachunek :Fundusz na zakup płatowca ,,Pelikan'', którego dysponentem miał być Komitet Wykonawczy OPiP w Łowiczu. Prezesem komitetu był sam profesor fizyki ,a w jego skład wchodzili znani ówcześni notable łowiccy :F.Trawiński ,dr.Terajewicz ,F.Balcer i redaktor ,,Łowiczanina '' M.Szajding.

Rozpoczęło się gromadzenie niezbędnych środków finansowych ,już w kwietniu 1925 r. fundusz wynosił 4.799 zł .Ale mimo to fundusz ten wciąż był nie wystarczający ,samolot bowiem o jakim w pierwszej wersji myślano ,a chodziło o samolot szkolny ,,Hanriot'' firmy francuskiej kosztował 38.000 franków tj.10.600 zł .W tej sytuacji komitet zwrócił się z prośbą do Wydziału Powiatowego Sejmiku Łowickiego o udzielenie subwencji w wysokości 5.000 zł i do Zarządu Miasta o zapomogę wysokości 1000 zł .

Zarówno starosta jak i burmistrz przychylnie potraktowali inicjatywę komitetu i zapewnili urzędowymi pismami o swojej pomocy ,rezerwując niezbędne kwoty w swoich budżetach .

Teraz tylko chodziło o ostateczne porozumienie w sprawie zakupu samolotu z Departamentem IV MSW w Warszawie ... i tutaj zaczęły się polskie schody donikąd w których byt graniczy z nicością.

Zaoferowano w oficjalnym piśmie propozycje szefa IV Departamentu generała Zagórskiego skierowanym do łowickiego komitetu OOP samolot płatowiec bez silnika firmy :

,,Samolot'' Poznań -Ławica .

Więcej o perypetiach łowickiego ,,PELIKANA ''przeczytamy :

,,Słomiany ogień i Samolot''

https://bc.wbp.lodz.pl/.../21712/edition/20640/content?

,,O samolocie ,,PELIKANIE'',który nie ujrzał światła dziennego.''

https://bc.wbp.lodz.pl/.../21713/edition/20641/content?

“Wiadomości Skierniewickie 1986.02.13 Nr 7 (277),” Archiwum Cyfrowe Skierniewic, Dostęp https://archiwumskierniewic.pl/items/show/1643.




niedziela, 5 października 2025

Zamach na pociąg kurierski ...Skierniewice - 1919 r.

 



Dnia 9 lutego na szlaku Skierniewice – Płyćwia dozorca drogowy kolei warszawsko -wiedeńskiej p. Mieczysław Grabski , idący z posterunku Krężce w stronę Skierniewic, dla zbadania, czy straż drogowa znajduje się na swych posterunkach, znalazł na 240 kilometrze w odległości 3 i pół wiorsty od stacji Skierniewice, na torze nr. 2, po którym za chwilę miał przejść pociąg kurierski, idący z Krakowa, 4 bomby z przytwierdzonymi do nich uszami, napełnione materiałem wybuchowym . Było to o godz. 6 rano, p. Grabski widząc, że pociągowi grozi niebezpieczeństwo, bomby w porę z toru usunął. Postawiwszy na miejscu straż, sam udał się do Skierniewic, celem powiadomienia o zamachu odpowiednich władz .10 lutego ,pomiędzy godziną 7 ,a 8 rano . kiedy p Grabski szedł torem kolejowym, natknął się znów na dwie leżące bomby położone na tym samym torze. obok tak zw. Zwierzyńca. I w tym wypadku bomby p. Grabski w porę usunął. Nadmienić należy, że gdyby nie energia pana Grabskiego, który zapobiegł wypadkowi, katastrofa byłaby nieobliczalną w skutkach, albowiem w miejscu, gdzie znaleziono bomby, pociągi mknął z szybkością sięgającą często 90 wiorst na godzinę. Czy to był zamach polityczny, czy też przygotowanie bandytów, do tej pory nie stwierdzono.

Skierniewice 16 lutego .

Nieudane zamachy terrorystyczne  na linii kolejowej pod Skierniewicami w dniu 9 i 10 lutego, wywołały energiczne śledztwo. W czwartek władze śledcze niespodzianie otoczyły kolonię we wsi Feliksów, odległej od Skierniewic o 6 wiorst a należącą do niejakiego Karwata. Na podwórzu uwagę zwrócił stos gałęzi przygotowanych na opał. Po rozrzuceniu gałęzi znaleziono 5 bomb, podobnych do tych, jakie znaleziono na torze kolejowym. Karwata wraz z całą rodziną aresztowano, a bomby przewieziono do Skierniewic. Karwat, jest jak się zdaje bandytą-bolszewikiem.





sobota, 4 października 2025

Skutki burzy - huraganu pow. Skierniewice - 1926 r.

 



Dnia 26 kwietnia między godziną 18 a 20 po południu rozszalała się gwałtowna burza w Skierniewicach oraz w południowej części powiatu skierniewickiego. Huragan uczynił wielkie spustoszenia w lasku miejskim, połamał wiele drzew, a stare wiekowe dęby wyrywał z korzeniami. Wichura zawaliła również kilkanaście budynków gospodarskich i zerwała dachy z innych zabudowań. O sile huraganu jaki krążył nad powiatem skierniewickim świadczą zebrane dotychczas wiadomości o uszkodzeniach z okolic pobliskich Skierniewicom. W Makowie oddalonym o 3 kilometry od Skierniewic burza zniosła 34 domy mieszkalne z dwóch zaś zerwała dachy. We w si Krężce wiatr rozwalił, 15 stodół, we wsi Dąbrowice 12 stodół i 6 domów, w majątku zaś Dąbrowice , wszystkie zabudowania folwarczne. W Woli Makowskiej ofiarą wichury padło 8 stodół i dwa domy. We wsi Mokra – Lewa zniesione zostały dwie stodoły. 



Jedna z najbardziej uszkodzonych przez huragan chat we wsi Rowiska  

Wszystkie drogi w powiecie Skierniewickim zasłane są powyrywanymi z korzeniami drzewami. Na jednej tylko drodze prowadzącej Skierniewic do Łowicza zostało wywróconych! 400 drzew. W samym mieście burza zerwała z kilku murowanych domów dachy i wywróciła kilkanaście stodół. Pod parciem wiatru padły również prawie wszystkie drewniane parkany, i ogrodzenia. Starostwo w Skierniewicach poleciło policji ,wójtom i sołtysom usuwać drzewa z dróg i rejestrować wyrządzone straty w majątkach i zagrodach włościańskich .

Na miejsce żywiołowej katastrofy powiatu skierniewickiego udał się wojewoda warszawski, p. Władysław Sołtan i komendant policji wojewódzkiej, insp. Tomanowski .


Wojewoda warszawski Władysław Sołtan,









środa, 1 października 2025

Śmiertelny zakręt pod Łowiczem - 1929 rok

 

-

Trójka  gwiazd warszawskiego kabaretu „Morskie Oko” wybrała się na wycieczkę do Poznania. Ich wyprawa zakończyła  się tragicznie w Łowiczu .



'' Dnia 26 maja o godz. 2 m. 15 na Przedmieściu Łowicz - Korabka przy przejeździe kolejowym na zakręcie szosy, prowadzącej do Głównego traktu Warszawa - Poznań, samochód marki Chevrolet .Nr W. 23642, jadący w kierunku Poznania z 5- cioma osobami stoczył się z czterometrowego nasypu szosowego do rowu, gdzie wywracając się do góry podwoziem przygniótł wszystkich pasażerów. W samochodzie tym jechali: Bodo Eugeniusz, lat 29, aktor, zamieszkały w Warszawie ulica Warecka , nr.9, który prowadził własny samochód . Reczko Michał, lat 29, kierownik Szkoły Samochodowej, inż. Tuszyńskiego , zam. w Warszawie ulica Krakowskie Przedmieście Nr. 4, Reczko Marian, lat 25, sekretarz Szkoły Samochodowej, zam. w Warszawie ul. Wilcza 65. Roland Witold, lat 32, aktor, zamieszkały w Warszawie ul. Mazowiecka Nr. 1, i Zofia Ordyńska, lat 19, tancerka, zamieszkała w Warszawie ulica Warecka Nr. 9. Z wymienionych Roland Witold poniósł śmierć na miejscu, pozostali zaś doznali  uszkodzeń ciała i po udzieleniu im opatrunku na miejscu, zostali odwiezieni do  szpitala św. Tadeusza w Łowiczu. Przyczyna wypadku dość szybka jazda na nieznanej drodze i nie oświetlenie ulicy.  ''



''Zmarły tragiczną śmiercią osierocił żonę i matkę oraz siedmioletnią córeczkę. Słynął on jako zawołany automobilista i wielbiciel tego sportu, prawdopodobnie gdyby on siedział przy kierownicy, katastrofa nie miałaby miejsca" (pisała ówczesna prasa )

Prowadził Eugeniusz Bodo, który prawo jazdy miał zaledwie od miesiąca. Dotąd samodzielnie jeździł tylko po mieście i to był pierwszy jego wypad na dużą odległość. Jak na ówczesne standardy jechał dość szybko. 70 kilometrów pokonał w godzinę i 10 minut. Aktor kupił samochód dwa tygodnie przed wypadkiem. Był to chevrolet, kabriolet z nowoczesnym silnikiem sześciocylindrowym. Auta te były montowane w polskiej filii General Motors, która znajdowała się na ul. Wolskiej w Warszawie. 

 


Świadek Reichert pracował tamtej nocy w młynie. Usłyszał warkot motoru. 

''Myślałem, że leci aeroplan. Wyszedłem na dwór i zobaczyłem pędzący jak strzała samochód. Powiedziałem do brata, że ci, co jadą, na pewno zwalą się do rowu. I stało się ...''




Wszystko działo się w błyskawicznym tempie .W miejscu feralnego zakrętu ul. Korabka Dolna, szosa przecina tor kolejowy, tworząc trójkąt nasypów, miedzy którymi znajduje się wielki rów o bardzo stromych skarpach, auto uderzyło w stertę kamieni , sunęło po mokrej trawie około 10 metrów poboczem skarpy w dół, przewróciło się przygniatając pasażerów .

Jako jedni z pierwszych na miejscu wypadku zjawili się wędkarze łowiący ryby , Wacław Błocki ,Jan Szkob ,Franciszek Pisarek i posterunkowy Brzeziński którzy zeznali ,że wokół samochodu były porozrzucane butelki z koniakiem i wódką, ale nikt ze świadków nie umiał powiedzieć czy znajdował się w nich alkohol, czy inna substancja.

Ofiary wypadku przewieziono do szpitala św. Tadeusza ,gdzie pomocy udzielił im lekarz dr. Antoni Hiler. Po zakończeniu czynności policyjnych, zwłoki Konopki- Rolanda przewieziono do kostnicy szpitala.

Bracia Reczkowie wrócili w niedzielę do warszawy pociągiem , a Eugeniusz  Bodo i 19 letnia tancerka Zofia Oldyńska pojechali ,,samochodem sanitarnym ''.Gdy p. Bodo i reszta jechali do Warszawy, do Łowicza wyruszyła zrozpaczona żona zabitego aktora ,Halina Konopka -Roland z domu Malinowska ,córka właściciela sklepu z rękawiczkami przy ul. Nowy Świat 53 ,a także były prezes Związku Artystów Scen Polskich pan Śliwiński .

„On nie powróci już”.

Eugeniusz Bodo zdołał dojechać na niedzielne przedstawienia i zagrał w nich jak zawsze. Publika, do której dotarły wieści o wypadku, najpierw była pod wrażeniem, że zdołał wystąpić. Później zaczęła się zastanawiać, co jest z nim nie tak właśnie dlatego, że zdołał wystąpić, grać w skeczach i śpiewać radosne piosenki, mimo że właśnie zginął jego przyjaciel, a on sam cudem uszedł z życiem. Widzowie nie wiedzieli jednak, że to tylko maska sceniczna. Jak wspominał dyrektor „Morskiego Oka”, za kulisami atmosfera była grobowa. W szczególności, gdy zabrzmiały dźwięki tanga „On nie powróci już”. Bodo, wycieńczony wypadkami ubiegłej nocy i emocjami, zemdlał w czasie pierwszego przedstawienia. Aktorki co chwilę musiały poprawiać makijaż, bo ciągle leciały im łzy na wspomnienie zmarłego kolegi. Wtedy też zaczęto przebąkiwać o tym, że to Bodo jest sprawcą wypadku.  




Proces zakończył się 24 maja 1932 roku w Łowiczu . Eugeniusz Bodo został uznany za winnego spowodowania wypadku i skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Wyroki skazujące usłyszeli też przedstawiciele magistratu, burmistrz miasta Łowicza, dr Kazimierz Bacia, wiceburmistrz Józef Drzewiecki i ławnik magistratu Piotr Czerwiński zarzucano im „współwinę w katastrofie samochodowej, spowodowanej złym stanem dróg na terenie m. Łowicza” i odpowiadali za niedostateczne oznakowanie drogi. Na tym sprawa się jednak nie skończyła. Wdowa po Rolandzie wniosła osobny pozew przeciwko Łowiczowi. Najpierw domagała się opłacenia kosztów pogrzebu męża. Gdy ten pozew został odrzucony, wystąpiła z kolejnym. Tym razem domagała się odszkodowania dla siebie i córeczki. W 1935 roku udało jej się wygrać i uzyskała odszkodowanie z odsetkami liczonymi od stycznia 1930 roku.

Eugeniusz Bodo choć ostatecznie nie trafił do więzienia, nadal posiadał samochody, jednak już nigdy nie wsiadł za kierownicę. Zatrudnił szofera. Sądowi nie udało się udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że prowadził po pijaku, jednak aktor po tym tragicznym zdarzeniu nigdy już nie wziął alkoholu do ust.


Eugeniusz Bodo z Norą Ney, z którą związał się w latach 30.  


1935 rok.









sobota, 27 września 2025

'' Nieboszczykom nie potrzebne są złote zęby …?''

 


Po raz pierwszy Wasiak spotkał się z Janem w łęczyckim więzieniu ,gdy odsiadywał drugi w swoim krótkim życiu wyrok za drobną kradzież .Po opuszczeniu więziennych murów ''zrobili razem robotę '' i nigdy się więcej nie spotkali .

W więzieniu najmniej gwarzy się o wolności zatem Jan rozpoczął od obiecujących projektów :

- Ja gdy wyjdę na wolność ,to zarobię sporo '' patyków''.

- A jak – zaciekawił się Wasiak

Na Korytarzu dały się słyszeć kroki .Jan powiedział jeszcze :

- Jak wyjdziemy na wolność, pokażę Ci ten sposób (…)



/  Łęczyckie więzienie nie bez powodu nazwano "małym Shawshank".Desperackie próby ucieczki, do przedwczesnego opuszczenia strasznego miejsca kończyły się fiaskiem.  /


Stali chwilę bez ruchu .W dali migotały światła dworca kolejowego w Łęczycy .To tu -rzekł cicho Jan podchodząc do żelaznego ogrodzenia z tyłu cmentarza .Jan skoczył na parkan ,Wasiak za nim.




Wyłamali pręt z ogrodzenia i za chwilę byli już przy upatrzonym rano grobowcu .Jan rąbał otwór .Czynił to z wielka wprawa .Po chwili zwietrzały cement puścił .Otwór poszerzał się z minuty na minutę .Pierwszy błysk latarki .Wasiak ujrzał zbutwiałe trumny pokryte grzybem i pleśnią .Jan podniósł wieko pierwszej .Wasiak zerknął na białe kości czaszki i dobrze zachowane włosy ,gorąco mu się zrobiło ,ale w głowie szumiała wypita wódka .Nic nie ma -zaklął ….Za to drugi nieboszczyk miał w szczekach złote koronki .Jan wyjął z kieszeni dłuto …

Od trzeciej trumny szła ciężka woń.

- Psiakrew ,''świeży '' - zaklął Jan uchylając wieko.

Na palcu nieboszczyk miał pierścień i obrączkę. Oba te przedmioty Jan włożył na swój serdeczny palec .Wasiakowi zjedzony posiłek podchodził pod gardło .Tylko rubin błyszczący na palcu kolegi rodził w jego duszy jakieś nieokreślone zamiary .Gotów był w tamtej chwili chwycić pręt i walnąć Jana w łeb...Co się tak gapisz ? - warknął Jan . -Włazimy do drugiego ,znajdziesz i ty coś .- Rąbali ścianę drugiego grobowca .Niestety beton był mocny i niebawem zaczęło świtać. Przykryli wyrąbany w grobowcu otwór zmurszałymi cegłami i przeskoczyli parkan. Pojechali do Łodzi ,zatrzymali się u kolegi. W sklepie komisowym na Piotrkowskiej sprzedali obrączkę i koronki .Pierścień Jan zabrał ze sobą i żegnając się z Wasiakiem rzekł : - '' Mięczak '' jesteś . Nie chcę z tobą więcej '' pracować '' Wasiakowi krew uderzyła do głowy .Od tej chwili Jana nigdy już na oczy nie ujrzał ,nigdy nie dowiedział się nawet jego nazwiska .

Ruszyli w swoje strony i odtąd zaczęło się pasmo kradzieży na cmentarzach, m.in. w okolicach Łowicza i Skierniewic : w Kozłowie, Zdunach, Nieborowie, Kompinie, Bednarach, Bełchowie ,Makowie ,Godzianowie , ale też i dalej w Uniejowie, Glinniku czy Bełchatowie. Szło całkiem nieźle, a wszystkie kosztowności sprzedawał w Łodzi paser Aleksandrzyk.


Rad nierad wrócił Wasiak do rodzinnego domu w Woli Makowskiej. Miał rok i trzy miesiące ,gdy umarła mu matka .Wychowywała go babka ,która nauczyła go kraść .Gdy podrósł ,poszedł w świat ,zostawiwszy chorego ojca i 4 - hektarowe gospodarstwo .Próbował rożnych zawodów ,imał się różnych zajęć ,ale najlepiej wychodziła mu wyuczona zdolność kleptomani .Był nawet ...pracownikiem Zarządu Powiatowego – Związku Młodzieży Polskiej (ZMP) ,organizacji wzorowanej na radzieckim Komsomole .

Gdy przestąpił próg chałupy w rodzinnej miejscowości ,stary ojciec zaniemówił z radości .Wasiak usiadł ,jadł ,dumał i milczał ...lepiej nie gadać .Ojciec na serce chory ,jeszcze kipnie. Po chwili rodzic przestał pytać -zrozumiał że znów syn zaliczył odsiadkę .Ojciec milczał ,upokorzony głęboko własną chropowatością i jakąś nieporadnością w życiu .Łudził się że wszystko dobrze się skończy ...Zbliżały się żniwa .W domu zapanowała radość : Janek pomoże .Janek kiwnął głową ,ale myśli jego były daleko od Makowskiej Woli .Po nocach śnił mu się pierścień z rubinem, ściągnięty z palca nieboszczyka . W jego umyśle dojrzewał plan na dostatnie życie … z kieszonkowego złodzieja ,chciał zostać ''fachowcem '' od okradania grobów .Ludzie zaczęli żniwa. Poszedł i młody Wasiak na pole, zdawałoby się pokosztował słońca i owego chłopskiego potu na swoim .Gospodarze stronili od niego ,siedział przecież w ''kryminale ''.Najbliższa niedziela miała rozstrzygnąć o przyszłości Wasiaka . Ojcu rzekł na pożegnanie : ''dokopałem się już do sensu życia ...cały sens to ''wielki pieniądz '' ,jak go masz jesteś mocarzem ''. - Trawisz znów do więzienia - rzekł ojciec .

Więzienny kolega ,którego poznał w Łęczycy - Milczarek wyszedł właśnie na wolność . Spotkali się w Łowiczu ,wrócili do przerwanej rozmowy ...Jak tylko wyjdziemy na wolność zarobimy kupę forsy!... Szybko doszli do porozumienia ... Milczarek nie miał ojca .W 1946 roku zginał na służbie jako milicjant. Losy kompanów były podobne ,zaczynali jako drobni złodzieje ,marzyła im się wielka kasa ,która pozwoli wypłynąć na szerokie wody . Do wdrożenia w życie uzgodnionego planu brakowało trzeciego – ''czujki''. Młody Siejka wychodząc od popularnego w Łowiczu fryzjera ''Bieńka'', nigdy nie myślał ,że kiedykolwiek pozna Milczarka .Przypadkiem poznało go z nim na ulicy własna matka. Ojca Siejka tez nie miał ,od 16 roku życia tułał się po służbach .Tegoż jeszcze dnia Siejka umówił się z Milczarkiem na zabawę .Milczarek przyjechał z dwoma kolegami – Jankiem Wasiakiem i Stefanem Aleksandrzakiem  z Łodzi .Bawili się wesoło .O godz. 22 Siejka rzekł : ''Zostańcie ,odwiozę ''babkę''. Babka miała 17 lat ,jasne włosy ,dziewczęcy uśmiech. Bez trudu mieściła się na ramie roweru .Gdy Siejka wrócił na zabawę ,była godzina 1 w nocy. Milczarka ani tego drugiego już nie zastał .Nie znalazł ich też w pobliskiej olszynie nad stawem ,gdzie bełkocząc coś do żab odpoczywało tam co najmniej połowę towarzystwa wiejskiej potańcówki .

Nazajutrz jak zwykle Siejka kosił żyto u gospodarza .W południe zjawili się na polu Milczarek i Wasiak.- Jak się masz ,Jurek ! Pomożemy ci siec. Potrzeba nam trochę forsy … nie wiesz ,czy ten gospodarz by nas przyjął na dwa dni do roboty ? - Przyjmie na pewno – zaręczał Siejka .Za dwa dni Wasiak i Milczarek wzięli należne pieniądze od gospodarza i zniknęli. Za parę dni na polu ,gdzie Siejka ustawiał zboże w mendle, znów pojawili się Wasiak z Milczarkiem.- Chodź z nami do Łowicza – zaproponowali. - Dobrze – zgodził się Siejka. W Łowiczu Siejka poznał Rybickiego .W knajpie kupili litr wódki i przypieczętowali nową znajomość. Była godzina 12 w nocy ,gdy dotarli do cmentarza kolegiackiego .Wasiak w parę minut wyłożył im cały swój plan . - Każdy człowiek w swoim życiu jest o krok od szczęścia – wielkich pieniędzy .Może to właśnie nasze wielkie chwile ?

Sprzeciwów nie było ,wypita wódka robiła swoje ,dodawała odwagi ,po za tym mieli ze sobą obrzynek karabinu ,znaleziony gdzieś w rowie ...Przed parkanem cmentarza najmłodszy Rybicki rzekł : Ja nie idę . - To zostań smarkaczu ,i patrz ,czy kto się nie kręci ,,przyknaja '' - syknął Wasiak .W trójkę przeskoczyli parkan .Była cisza .Poszli pierwszą alejką do wcześniej upatrzonego grobowca ,odsunęli płytę ,wcisnęli się do wnętrza .W środku Wasiak objaśniał i pokazywał drżącym ze strachu kolegom ,jak wybija się złote zęby ,łamie palce z obrączkami, uczył rzemiosła otwierania żelaznych trumien . Gdzieś blisko zaczęły ujadać psy .Uciekli . Na wieży kościoła zegar wybijał trzecią godzinę .Świtało . Wasiak policzył zęby i koronki .Było tego trochę ,także w kieszeniach wystraszonych kompanów . - Pojadę do Łodzi z ''towarem'' ,dawajcie – rzekł Wasiak .Wysypali mu na dłoń swoje koronki .Potem Wasiak udał się z Rybickim w stronę stacji. - Nie nadajesz się - rzekł mu po drodze – ''mięczak '' jesteś – powetował sobie na młodym Rybickim zniewagę ,doznaną na pierwszej robocie do wielkich pieniędzy od Jana w Łęczycy .Nazajutrz wszyscy spotkali się na stacji. - To było kiepskie złoto – rzekł Wasiak – Wziąłem za towar 400 zł. Wręczył każdemu po setce. Ma jeszcze coś – odwinął z gazety pół metrowy łom żelazny ,zakończony meslem .Rybicki po raz pierwszy wziął wtedy swoją ''dole ''. Zacisną zęby i pomyślał : - Będę rzygał ,a na cmentarz pójdę … Poszwendali się jeszcze trochę po mieście tu seteczka i śledzik ,gdzie indziej łódko z kury i swojski trunek ,a o godzinie 12 w nocy Wasiak już rozkazywał : - Pora do roboty .My w trójkę w pociąg i do Skierniewic ,a Rybicki zostaje – to ''mięczak '' ,nie będziemy z nim ''pracowali '' Wsiedli w pociąg i pojechali na robotę . Po skończonej robocie udali się do Łodzi , upłynnić towar . W południe obejrzeli kilka cmentarzy jakoś się zlękli ''wielkiego miasta '' . Wrócili w rodzinne strony ,szukać sensu życia ...Wszystkie kosztowności sprzedawali za pośrednictwem łódzkiego pasera Aleksandrzyka w komisowych sklepach .Gdy obrobili najbliższe cmentarze .Wasiak zdecydował : jedziemy na Zachód . Kupili bilety i wieczorem mknęli pociągiem relacji Warszawa - Zielona Góra .W Skwierzynie Siejka miał ciotkę ,dostali kolację i położyli spać .O godz.11 w nocy Wasiak postawił na nogi kumpli : pora na robotę .Siejka jako znający nie co teren ruszył przodem .Za chwilę jednak wrócił przerażony . - Chłopaki ,przed cmentarzem milicja!

Wracali do ciotki pojedynczo .Siejka wystraszył się ,odłączył od grupy i nic nie mówiąc zamelinował się u wujka w Zielonej Górze .Milczarek z Wasiakiem niebawem wrócili do Łowicza .Wielkich pieniędzy z okradania nieboszczyków, jakoś nie zgromadzili ,to co mieli zaczęli wydawać na uciechy życia . Aż tu nagle poślizgnęła się noga łódzkiemu paserowi i stanął przed obliczem sprawiedliwości .Na kompanów Wasiaka padł blady strach .Nie chcieli już brać żadnej roboty ,by nie zakłócać świętego spokoju zmarłym .

Krąg milicyjnych poszukiwań zawężał się .Prokurator powiatowy w Łowiczu zaczął dobierać się do kłębka .Rewizje u Milczarka i Siejki dały plon . Ale mózg całego przedsięwzięcia zaszył się na Śląsku. Wasiak najpierw zaszył się w Mysłowicach .Znalazł pracę w kopalni ,mieszkał w Domu Górnika ,siedział tam jak mysz pod miotłą .Nudę próbował ''ugościć '' uprawianiem procederu ,którego nauczył się od babki ,ale to nie pomagało ambitnemu młodemu człowiekowi ,który chciał dokonać rzeczy ''wielkich''. W końcu postanowił ściągnąć tu chłopaków z Łowicza .Jak pisał zrobimy tu 

''bazę wypadową ''.

Napisał list do Milczarka .


„Janku! Po tak długim czasie niepokoju zdecydowałem się napisać […]. Przyjeż­dżaj. Teren nadzwyczajny, jak to się mówi – po dziadziu. Melina idealna. W Węglu ni­kogo nie pytają, kto skąd przybył […]. Na razie jest nas dwóch – ja i Tomek Mróz. Czekamy na ciebie.

Adres zwrotny : Jan Wasiak Kopalnia Mysłowice Hotel Robotniczy nr.2''


Treść listu pogrążyła go ostatecznie. W trakcie rewizji został on znaleziony w domu adresata i wkrótce pro­kurator mógł podpisać nakaz aresztowania Wasiaka jako jednostki wpływającej demoralizująco na otoczenie. Na procesie nie było spektakularnych fajerwerków ,oskarżeni przyznali się do zarzucanych im czynów .Wasiak tak całą sprawę przedstawił w mowie końcowej .-...Okradanie grobów nie jest dla mnie żadną profanacją zwłok .Mam poglądy materialistyczne ,byłem pracownikiem aparatu etatowego ZMP...Uważam ,że nieboszczykom niepotrzebne są złote zęby – ludzie wybitni powinni to już dawno zrozumieć .Ucząc kolegów nowego rzemiosła chciałem ich ''neptków'' sprowadzić na pozycje materialistyczne...

Jeszcze większe zakłopotanie, co do oce­ny jego osobowości, wzbudziły załączo­ne do sprawy fragmenty prowadzonego przez niego pamiętnika w okresie w który szukał go już milicja za popełnione przestępstwa .


„Czy ci chłopcy potrafią dopatrzeć się w życiu jeszcze innego sensu, innych celów poza owymi wielkimi pieniędzmi, do których wiodą najniższe, często zwierzęce instynkty?”.










Ostatnia ofiara - II W.Ś w Łowiczu 1945 r.

  Wielu mieszkańców Łowicza w milczeniu odprowadziło 17 letnią Łowiczankę  na cmentarz kolegiacki. „Na przełomie października i listopada 19...