"W krótkim czasie i tak cię jasny piorun strzeli".
Nazywano ją „piękną Zośką”,
Dzięki chłopomanii, ody na ,, ludowość "jaka ogarnęła świat w latach 20. i 30. XX wieku, młode dziewczyny ze wsi pozowały w strojach ludowych profesorom i
studentom Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Najczęściej po
sprzedaniu jaj i serów na Rynku Kleparskim ,siadały pod gmachem
Akademii i czekały na propozycje. Był to dla nich dodatkowy dochód,
choć okupiony ciężko, bo pozowanie narażało je na pomówienia i
plotki we wsi i zazdrość mężów.
,,Jadzia Łowiczanka' 'stała się
ulubioną modelką artystów, Piotra Stachiewicza, Wojciecha Kossaka
,Wincentego Wodzinowskiego ,oraz wielu innych. Byli i tacy, którzy
klękali i prosili o więcej... Zośka miała zasady, swe wdzięki
postanowiła prezentować jedynie przed tym któremu powie
sakramentalne ,,Tobie Mężu,, ,nie pozowała do aktów! Nieziemsko
piękna, skromna ,miła, ciemne włosy, piękna szlachetna twarz
,cudownie wykrojone usta. Już od najmłodszych lat wszyscy zwracali
na nią uwagę. Pozowała głównie w tradycyjnym stroju krakowskim
,ale nie tylko ,jej popularność, nietuzinkowa uroda,
jak i tragiczny los przeszły do historii.
Obiegowe opinie o zepsuciu w świecie
artystycznym odbiły się także niekorzystnie na małżeństwie
samej Zofii Frontczakówny i być może doprowadziły ją do
tragicznego końca.
W maju 1927 roku krakowscy malarze nie
mieli zbyt wesołej miny. Stracili swoją ulubioną modelkę. Zofia
Paluchowa ,zwana "piękną Zośką", przepadła jak
przysłowiowy "kamień w wodę".
W słoneczną niedzielę 15 maja 1927
roku, ostatni raz widziano ,,Jadzię'' jak idzie w stronę domu w
podkrakowskiej Dłubni, która dziś jest częścią nowohuckich
Wzgórz Krzesławickich.W latach 30. XX wieku liczyła 25 domów.
Zofia Frontczakówna urodziła się w
1899 roku w chłopskiej rodzinie, w podkrakowskiej Dłubni. W
środowisko krakowskich malarzy została wprowadzona jako młoda
panna za pośrednictwem matki, która skorzystała ze
znajomości, rekomendowała im córkę jako idealną modelkę. Świat
artystyczny szybko zachwycił się Zosią ,trwało to do 1921 roku,
miała już 22 lata i nadszedł najwyższy czas, aby „nadać sens
życiu”i powiedzieć sakramentalne tak ,ślubuje Ci itd. Choć mogła
mieć każdego, wybrała na męża szewca z podkrakowskich Zesławic
,Macieja Palucha. Nie wiadomo, czym mężczyzna zauroczył
Zosieńkę, mimo to wygrywa los na loterii i trafia mu się żona, o
jakiej inni mogli tylko pomarzyć. Po ślubie szewc Maciej wprowadził
się do mającego mniej więcej trzy hektary gospodarstwa "Pięknej
Zośki" w Dłubni. (stanowiącym jej własność) Artystyczny świat, w którym obracała
się dziewczyna, był mu zupełnie obcy. Pozująca do obrazów
najwybitniejszych malarzy Zosia mieszkała w jednej izbie z mężem i
cielętami. Sąsiedzi niechętnie tam zachodzili, wszyscy się nowego
sąsiada bali i raczej unikali kontaktu z nieprzyjemnym Maciejem
,nigdy nie było wiadomo, co Paluchowi strzeli do głowy. Żonkoś
nie grzeszył ani schludnością ani zapałem do gospodarki,
specjalnie nie zależało mu na poprawie warunków życia. Nie
wylewający za kołnierz małżonek nie mógł poradzić sobie z
zazdrością,nie pomagały także przytyki kolegów, którzy
zazdrościli mu pięknej żony i odegrać mogli się jedynie snując
historię dotyczące tego, co "piękna Zośka" ,,robi z
malarzami,, ,którzy ją tak chętnie malują . W małżeństwie źle układało się
od samego początku. Przez pierwsze lata Zosia godziła się ze swoim
losem. Co roku rodziła dziecko. Z czworga przy życiu zostało
dwoje. Zofia musiała sama dbać o rodzinę i nadal chodziła pozować,
choć zdecydowanie rzadziej niż we wcześniejszych latach, trzeba
było dzieci wyżywić a Maciej skąpił im i żonie nawet chleba. Od
żony wymagał bezgranicznego posłuszeństwa i gotowości, kiedy
tylko zbierało mu się na amory…Reagował awanturami na
jakiekolwiek zachowanie żony, odbiegające od wyznaczonych przez
siebie zasad, nic w zamian za to nie dając Mimo iż był szewcem,
Zosia chodziła boso. Żonie nie szczędził tylko razów i
niebotycznych awantur .Ówczesny proboszcz Dłubni często musiał
wysłuchiwać skarg Zośki na brutalnego męża, który bił i
głodził nie tylko ją, ale też dzieci, w złości zabierał
jedzenie. Jej siostra, Honorata Ciepiela, kobieta o podobnej urodzie,
opowiadała, że siostra nieraz przychodziła do niej z prośbą o
jedzenie, bo mąż schował wszystko, co było w domu. Od pełnego
awantur domu Paluchów zaczęli odsuwać się najbliżsi ,matka Zosi
przeprowadziła się do innej córki.
„Piękna Zośka” dla świętego
spokoju postanowiła zrezygnować z pozowania. Miała nadzieję, że
dzięki temu z jej domu znikną ciągłe awantury i przemoc. Szybko
okazało się, że nic to nie pomogło. Dziewczyna postanowiła
jeszcze inaczej obłaskawić męża. Przepisała mu jedną czwartą
swojej gospodarki. Prawdopodobnie liczyła, że kiedy Maciej poczuje
się u siebie, zacznie należycie o wszystko dbać. Wreszcie nie wytrzymała. W lipcu 1926 roku pobita, posiniaczona
Zofia Paluchowa opuściła męża i zamieszkała z dziećmi u swej
ciotki, Katarzyny Żołdaniowej w Krakowie przy ul. Pasterskiej nr 8. 1 września 1926 roku wniosła do sądu
dwa pozwy , jeden o alimenty od Palucha, drugi o to by cofnąć
darowiznę gospodarstwa, z powodu niewdzięczności męża. Sąd zasądził alimenty, które Paluch
płacił tylko na samym początku. Przestał po kilku miesiącach, co
wymusiło na Paluchowej kontakty z mężem. Chodziła do niego, a
właściwie do siebie, choć nie mogła tam mieszkać, by upominać
się o pieniądze. Mąż migał się. Ale podczas jednej z takich
wizyt – pisały o tym później niemal wszystkie krakowskie gazety
– miał do niej powiedzieć w towarzystwie szwagra:
"W krótkim czasie i tak cię
jasny piorun strzeli".
Zofia Paluchowa (zwana "piękną
Zośką") przepadła jak przysłowiowy "kamień w wodę".15
maja 1927 udała się po odbiór zaległych
alimentów. W tym też dniu była widziana po raz ostatni, kiedy
wchodziła na teren swojego gospodarstwa, witana przez męża, to był
koniec niespełna 28-letniej "pięknej Zośki".. 18 maja
matka Zofii zgłosiła zaginięcie swojej córki do Prokuratury Sądu
Okręgowego w Krakowie. Po zgłoszeniu zaginięcia Paluchowej i
rozpoczęciu śledztwa zaczęto wyławiać fragmenty poćwiartowanych
szczątków ludzkich z niedaleko płynącej rzeki Dłubni. Choć
głowy nigdy nie znaleziono, na podstawie znaków szczególnych
ustalono, że były to szczątki Zofii Paluchowej.

Prokuratura
wniosła akt oskarżenia o zbrodnię morderstwa przeciwko Maciejowi
Paluchowi. Rozprawa sądowa toczyła się przed trybunałem
przysięgłych przy Sądzie Okręgowym Karnym w Krakowie. Szewc Maciej
nie przyznał się do popełnienia morderstwa. Adwokaci Palucha
starali się pokazać, że ofiara źle się prowadziła, a ich klient
miał powody, by zachowywać się tak, jak się zachowywał.
Przesłuchiwano zatem na przykład kelnera, który opowiadał, że
"piękną Zośkę" widywał często, ubraną po miejsku i w
towarzystwie różnych mężczyzn. Ofiarę zohydzano zresztą na
różne sposoby, było to o tyle istotne, że wówczas w dawnej
Galicji procesy odbywały się przed ławą przysięgłych.
Paluch przyznał się do winy w roku
1931, pisząc prośbę o ułaskawienie. Między innymi dzięki temu z
więzienia wyszedł już w 1937 roku. Maciej Paluch odbywał wyrok w
więzieniu w Wiśniczu Nowym, Dostał 15 lat ciężkiego więzienia.
Sąd Najwyższy karę te obniżył do 12.Ciekawostką były dodatkowe
obostrzenia, polegające m. in. na tym, że co miesiąc czekało go
"twarde łoże" a w każdą rocznicę zbrodni dzień w
ciemnicy. Po wyjściu z więzienia zamieszkał na Podgórzu w
suterenie przy Zamojskiego 47, gdzie pozostał do końca życia, wiódł
nędzny żywot żebraka przy kościele ,św. Marka Ewangelisty w
Krakowie, zmarł 9 lipca, 1960 roku.
W lipcu 2023 roku w Teatrze
Wybrzeże premierę miał spektakl Piękna Zośka w
reżyserii Marcina Wierzchowskiego
Jej portrety znajdują się w wielu
muzeach w Polsce i na świecie.
,,Jadzia Łowiczanka'', była się
ulubioną modelką Piotra Stachiewicza.
Artysta malarz Piotr Stachiewicz w
swojej pracowni w Krakowie.