Łączna liczba wyświetleń

piątek, 2 stycznia 2026

Papież w Chruślinie – Sobocie - Walewicach i Łowiczu 1918 rok


 

Miejscowi Księżacy dość długo wspominali że osobiście widzieli Papieża nie będąc w Rzymie ,bo Papież osobiście był w gościnie w ich parafii i udzielał sakramentów i błogosławieństwa .

Po śmierci Benedykta XV – 22 stycznia 1922 r. – kardynałowie zebrani na konklawe wybrali byłego nuncjusza w Polsce na papieża.]

W dniu 19 września, przybył z Warszawy do Łowicza pociągiem o godz. 5 popołudniu, aby następnie udać się do parafii Chruślin w dekanacie Łowickim, J. E. Mons.Achilles Ratti, Wizytator i Protonotariusz Apostolski w Polsce. W podróży towarzyszyli mu: sekretarz osobisty ks. kanonik dr. Pelegrinetti i ks. dr. W. Kępiński, szambelan Ojca Św. i kapelan Ex. ks. Arcybiskupa Metropolity Al. Kakowskiego. W Łowiczu na dworcu kolejowym, wysłannika papieskiego powitał Dziekan Łowicki, ks. Kanonik J.Niemira, który powiózł Dostojnika Kościelnego do par. Chruślin, gdzie J. E. Mons. Ratti odbył uroczysty ingres do kościoła w towarzystwie J.E. ks. Arcybiskupa Warszawskiego Aleksandra Kakowskiego, który dokonywał kanonicznej wizytacji w kilku parafiach dekanatu łowickiego: Chruślin ,Sobota ,Bielawy ,Stary Waliszew i Mąkolice .



Na powitanie Dostojnego Gościa na trzy wiorsty przed Chruślinem wyjechała banderia Księżaków w liczbie 120 koni w odświętnych swych strojach, doprowadzając Dostojnika do samego kościoła. O wiorstę przed Chruślinem orkiestra ze Zdun grała kantatę, a połączone banderie z parafii z Soboty Sobockiej i Chruślińskiej z p. Stokowskim na czele przepięknych strojach witały Dostojnego Gościa . Przy pierwszej bramie wystawionej na cześć Nuncjusza ,podali chleb i sól gospodarze wraz z p. Grabińskim ,a mowę wygłosił Feliks Kaźmierski gospodarz z Guźni. Drugą bramę otoczyła zwartym szeregiem młodzież parafii na czele z nauczycielami i szpalerem Straży Ogniowej z Bochenia, Chruślina i Gaju - tu przemówił strażak Józef Burzyński, gospodarz z Bochenia ,przy wejściu do kościoła Nuncjuszowi wręczył klucze Świątyni - po czym wszyscy z pieśnią "Kto się w opiekę" weszli do kościoła. Nuncjusz udzielił błogosławieństwa ,a następnie zajął tron przy ołtarzu po prawej stronie .Po chwili J. E. ks. Dr Kakowski, przemówił po łacinie ,scharakteryzował lud Księstwa Łowickiego ,a w szczególności lud Chruślińskiej  parafii ,wspomniał o dziejach uszkodzonego w czasie wojny tutejszego kościoła i przedstawił ,że lud tutejszy zachował czystość wiary i pielęgnuje tradycje narodowe. W odpowiedzi na to J.E Nuncjusz papieski przemówił do zebranych w świątyni po łacinie, którą potem przetłumaczył ludowi na język polski Arcybiskup Warszawski Aleksander Kakowski. Nuncjusz papieski wyraża radość wielką, że mógł przybyć do Polski, pragnie bliżej zapoznać się z potrzebami ludu naszego, poznać jego zwyczaje i obyczaje i to, co widział własnymi oczami, opowie Ojcu Świętemu. W czasie swej mowy dodał, że Papież współczuje niedoli naszego narodu, życzy nam szczęśliwego odrodzenia i przesyła apostolskie błogosławieństwo. Po krótkim wypoczynku na plebani udał się do Walewic, do pp. Grabińskich, gdzie przebywał przez dwa dni .


           

Państwo Grabińscy z dziećmi, od lewej Władysław, Jan, Stanisław, Róża i Maria (1930)  

Nazajutrz przybył znowu ks. Mons. Ratti do Chruślina, odprawił uroczystą summę, udzielił błogosławieństwa papieskiego z zupełnym odpustem zgromadzonemu ludowi ,udzielił bierzmowania przeszło 1200 osobom ,zwiedził kościół i zakrystię ,a popołudniu wygłosił w plebani konferencję do przybyłych kapłanów . Dostojnych Gości podejmował na plebani proboszcz miejscowy wraz z p. Grabińscy z Walewic i gospodarze z parafii Chruślińskiej ,a mianowicie ,Feliks Kaźmierski z Guźni, Andrzej Bryk z Bochenia ,Stanisław Kubiak z Chruślina i wybrany jako delegat przez Zarząd Straży Ogniowych i nauczycieli ,Jan Flis z Bochenia .Nastała chwila pożegnania. Zrobił się ścisk wielki. Wszyscy otoczyli plebanię, a każdy chciał jeszcze raz przyjrzeć się Nuncjuszowi. Przez tłum zebranych przedostały się Ewa Wielec i Katarzyna Kubiak i w podarunku dały Nuncjuszowi wełniak Księżacki za nimi Stanisława Rybusówna z Bochenia i Prakseda Kubiakówna z Chruślina w imieniu młodzieży ofiarowały dwa przepiękne fartuchy i wstążki łowickie i ozdobne wycinanki .Zrobiło się gwarno z tłumu słychać serdeczne :

''Niech żyje Nuncjusz Papieski''

Banderie stanęły w pół kole ,straż ogniowa zrobiła szpaler i do wszystkich przemówił J. E. ks. Dr . Kakowski ,a następnie J.E. Ambrogio Damiano  Achille  Ratti .Wtedy podszedł z delegatami ,Jan Urbanek z Bochenia, i w imieniu parafian dziękował Nuncjuszowi za przybycie do Chruślina i podał naprędce napisaną depeszę do Ojca Świętego. Nuncjusz papieski wzruszony odpowiedział, że depeszę zaraz wyśle a sam opowie Papieżowi o tym co widział w Polsce i na Księstwie Łowickim ,następnie udzielił b/błogosławieństwa , a ze wszystkich piersi wzbił się głos potężny:

"Niech żyje papież''

''Niech żyje Nuncjusz ''

"Niech żyje Polska"!

Wieczorem tego dnia znowu udał się na wypoczynek do Walewic do pp. Grabińskich .Następnego dnia to jest w Sobotę rano odprawił Mszę św. w domowej kaplicy w Walewicach, po czym odwiedził sąsiedni kościół parafialny w Sobocie i miejscowego kolatora , p. Stanisława Stokowskiego , skąd wróciwszy do Walewic , po obiedzie, powrócił do Łowicza, aby udać się w dalszą podróż. Z Walewic do Chruślina odprowadziła J.E. Mons. Rattiego miejscowa liczna banderia, zaś do Łowicza p. Stokowski na czele ośmiu Księżaków w różnych strojach. W Łowiczu J.E. ks. Ratti zwiedził szpital św. Tadeusza ,plebanię i kościół św. Ducha, oraz Kolegiatę, stąd udał się na dworzec kolejowy odprowadzony przez ks. Kanonika J. Niemirę, oraz ks. Stypułkowskiego i Majewskiego, wikariuszów kolegiaty. Na dworcu pożegnany przez duchowieństwo, p. Stokowskiego i przybyłych Księżaków J.E.Mons. Ratti z towarzyszącym mu kapelanem ks. dr. Pelegrinatti, oraz ks. dr. W. Kępińskim, odjechał do Włocławka, a następnie do Płocka.





 Kościół - Św. Apostołów Piotra i Pawła w Sobocie

Dnia 25 kwietnia 1918 r. monsinior Achilles Ratti został mianowany przez papieża Benedykta XV wizytatorem na ziemie polskie i litewskie, a kilka miesięcy później, kiedy Polska odzyskała niepodległość – nuncjuszem apostolskim w Polsce. Było to uznanie faktu, że Polska, mimo okupacji państw centralnych, jest znowu organizmem państwowym. Achilles Ratti jechał do Polski przez Wiedeń, gdzie spotkał się z biskupem krakowskim – Adamem Sapiehą oraz prałatem Henrykiem Przeździeckim. Ci poinformowali go o sytuacji na terenach Królestwa Polskiego. Do Warszawy przybył na początku czerwca 1918 r., w samo święto Bożego Ciała, i wziął udział w warszawskiej procesji. Bardzo szybko wspiął się na wyżyny hierarchii kościelnej: 1919 r. – sakra biskupia, 1921 r. kardynalska, 1922 r. – pontyfikat. Po śmierci Benedykta XV – 22 stycznia 1922 r. – kardynałowie zebrani na konklawe wybrali byłego nuncjusza w Polsce na papieża. Obrał wówczas imię – Pius XI. Jako wizytator apostolski, a potem nuncjusz, miał pełnić funkcję łącznika między papieżem a Episkopatem Polski. Swoją misję dyplomatyczną na polskiej ziemi rozpoczął od pielgrzymki na Jasną Górę 15 sierpnia 1918 r Pobyt Achillesa Rattiego przypadł na trudne czasy dla Polski, na końcowe zmagania walk wyzwoleńczych i euforię wyzwolenia ,kiedy nasza Ojczyzna dźwigała się po 123 latach z niewoli i na nowo zaistniała na mapie Europy.

„Konsekrowany jestem na polskiej ziemi, przez Polaka, uważać się odtąd będę za polskiego biskupa i słowu temu wierny pozostanę”.

Słowa te powiedział podczas spotkania w Pałacu Prymasowskim 28 października 1919 roku ,tego samego dnia przyjął sakrę biskupią w archikatedrze warszawskiej w obecności wszystkich polskich biskupów, oraz władz państwowych.



/J.E.Ambrogio Damiano Achille Ratti //J. E. ks. Dr .Aleksander  Kakowski





                                                       W TYM DOMU 
                                W ODRADZAJĄCEJ SIĘ OJCZYŻNIE 
                                     DNIA 21 WRZEŚNIA  1918 R. 
                                     PRZEBYWAŁ I MODLIŁ SIĘ
                                     WIZYTATOR APOSTOLSKI  
                                       ACHILEES RATTI
                               PÓŻNIEJSZY PAPIEŻ PIUS XI


Kustodia w Łowiczu 

środa, 31 grudnia 2025

Zabici przez pociąg...między Skierniewicami a Nieborowem (1911r.)

 

  

Czwartek -10 sierpnia 1911 r.

Onegdaj w odległości wiorsty od Skierniewic dążący do Warszawy z Aleksandrowa pospieszny pociąg nr. 8 ,o godz. 11 m. 20 przed południem ,uderzył na przejeździe w zaprzężoną w jednego konia furmankę włościanina ze wsi Sierakowice, pomimo jego zamknięcia. Przejazdowy Jan Szafrański z żoną Emilią, stojący z przeciwnej strony linii, krzycząc, starali się ostrzec jadących o nadejściu pociągu i wskazywali zamknięty szlaban, powożący jednak gospodarz , nie zważając na to, smyrgną batem konia, który uderzył w słupek bariery zagradzającej przejazd, rozłupał go , wywrócił barierę i wpadł pod nadbiegający pociąg. Na furmance w chwili wypadku znajdowali się 66-letni włościanin Józef Dratwa, 61-letnia jego żona, oraz ich zięć 30-letni Maciej Zamrzycki (Skobiczewski) . Skutki uderzenia lokomotywy były straszne. Teść i zięć zostali zabici na miejscu, pierwszy leżał w odległości 20 kroków, drugi — 60 kroków od przejazdu, rozbita czaszka ostatniego po drugiej stronie linii. Żonę Dratwy siła uderzenia wrzuciła na pokład lokomotywy, okalając przednią część jej. Po zatrzymaniu pociągu ranną zdjęto w stanie nieprzytomnym i odwieziono do szpitala św. Stanisława w Skierniewicach, gdzie lekarz stwierdził złamanie lewej nogi i ręki, jak również żebra. Po upływie kilku godzin p. Marianna Dratwa zmarła . Zwłoki zabitych przez pociąg pozostawiono na miejscu do zejścia władz sądowych. Setki osób z miasta i okolicy przychodziły na miejsce wypadku, w różny sposób komentując jego przyczyny i fatalne następstwa.






wtorek, 30 grudnia 2025

Epidemia cholery ,Łowicz -Łyszkowice 1894 r.

 



Z Łowicza piszą :

''Epidemia już u nas ustała, lecz herbaciarnie nie przestały funkcjonować. Komitet, zawiązany z powodu cholery, ma zamiar herbaciarnie te zamienić na stalą kuchnię tanią. Ubogiej ludności zasłużyli się dobrze dostarczaniem ciepłego pożywienia pp.: Echhorn, Hirszowska,Kołakowska, Konarzewskie, Konopaccy, Oppman, Brzezińscy, Julian Schoenfeld,. Szymanowskie,  którym niech mi wolno będzie, w imieniu Łowicza, złożyć za pośrednictwem Kuriera publiczne podziękowanie. W mieście ruch ożywił się znacznie skutkiem jarmarku.''

Środki zaradcze.

''W osadzie fabrycznej Łyszkowicach cholera między robotnikami ustawać zaczęła, natomiast przeniosła się miedzy ludność żydowską. Łyszkowice liczą do 60 rodzin żydowskich. Herbaciarnia trwa dalej, obecnie wydaje herbaty do tysiąca szklanek dziennie. Niezależnie od tego wydają także bezpłatne obiady klasie roboczej. P. M. Epstein przesłał z własnej kasy na ręce dyrektora fabryki zasiłek pieniężny dla pozostałych wdów i sierot po zmarłych robotnikach. Groza epidemii w części już zażegnana została.''


Najokropniejszy był miesiąc lipiec i połowa sierpnia; były dni, że po 30 osób padało ofiarą cholery i to przy zmniejszonej ludności, gdyż wiele rodzin, a w szczególności żydowskich, z samego początku, gdy jeszcze nie zabraniano wyjazdu z miasta , wyjechało do miast innych, albo uciekło do lasów. Przez kilka tygodni sklepy były pozamykane, targów nie bywało, wstrzymano dowóz żywności, przeto była wielka drożyzna. Miasto przez wszystkich z daleka było omijane. Zapanowała przerażająca pustka, cisza grobowa. Mieszkańcy z domów nie wychodzili, chyba w gwałtownej potrzebie ukazywali się, idąc do kościoła lub po lekarza. Cisza przerywaną była jedynie płaczem i lamentami na ulicach, wywożeniem zmarłych lub uwijaniem się licznej i bardzo energicznej, dobrze zorganizowanej służby sanitarnej. Dzięki zaradności władzy i komitetowi, złożonemu z obywateli miasta i lekarzy nadzwyczaj czynnych, epidemię u nas wkrótce zwalczono. Należą się dzięki temuż komitetowi, albowiem miasto doprowadzone zostało wówczas do prawdziwego porządku i czystości. Dla biednych, z funduszów kasy miejskiej i ze składek prywatnych, wydawana była gorąca herbata i obiady; panie tym się zajmowały i pełniły dyżury, a pełniły gorliwie mimo doznawanych przykrości od tych, dla których dobra się poświęcały. Przed ratuszem i w kilku punktach miasta, w zaimprowizowanych z beczek samowarach, nieustannie była gorąca mięta dla użytku wszystkich, zamiast surowej wody do picia. Chorym dawaną była natychmiastowa pomoc; szpital choleryczny przy ulicy Browarnej dobrze był urządzony. Zmarłych niezwłocznie chowano. W mieszkaniach czyniono dezynfekcję, a w specjalnych aparatach dezynfekowano pościel i ubrania. Policji  w wielu czynnościach straż ogniowa ochotnicza przychodziła z pomocą. Żydów, ku wielkiemu ich strapieniu, chowano pod przymusem w trumnach zamkniętych, a jak oni się wyrażali: „w pudełkach.“ W ogóle pogrzeby, a raczej tylko wywożenia umarłych odbywały się o każdej porze dnia i nocy, cicho, bez ludzi i dzwonienia. Kapłani w niesieniu chorym ostatniej pomocy i pociechy duchowej poświęcając się nieograniczenie, podołać nie byli w stanie; kościoły codziennie były ludźmi przepełnione, konfesjonały w istnym oblężeniu. Potwierdziło się przysłowie:

„Kiedy trwoga, to do Boga''



W czasie grasującej cholery ,wśród największej trwogi i pognębienia umysłów ,dnia 21 lipca 1894 roku krzyż dębowy dwuramienny złożony ,był przed wielkimi drzwiami kościoła .Po solennym, błagalnym nabożeństwie, na czele  miejscowego duchowieństwa, wśród jękliwego odgłosu dzwonów, z przed kościoła ruszyły procesją zastępy kilku tysięcy ludzi wszystkich stanów, cechów, bractw i towarzystwa straży ogniowej ochotniczej, z pośród których przeszło 100 osób, skruchą przejętych, na ramionach, za pomocą 17 długich drągów, ów krzyż olbrzymi, ciężki, wieńcami i wstęgami przybrany, niosło aż na miejsce przeznaczenia—przed cmentarz. Pochód tak uroczysty, wspaniały, zarazem smętny, do głębi duszy każdego rozrzewnił..., nikt oka nie miał suchego. Na miejscu, po ceremonii poświęcenia, jeden z kapłanów rzewnymi słowy podniósł znaczenie chwili aktu tego, a w tłumie łkającym w skrusze i niepewności o życiu, przejętym wiarą, wzbudził nadzieję ocalenia przez ubłaganie miłosierdzia Bożego. Potem, przy potężnym na klęczkach śpiewie: „Święty Boże!“—Krzyż pod-- niesiono. Byłą to chwila największego wzruszenia. Już nie śpiew, ale jęk żałosny tysięcy dusz rozległ się pod Niebiosa. Po ustawieniu odśpiewano: „Zawitaj Ukrzyżowany! “— i całą tę uroczystość zakończono pieśnią „Straszliwego Majestatu Panie!“, znękane umysły i serca strwożone uspokojone zostały.— I w istocie odtąd cholera coraz mniej ofiar zabierała. Takaż sama uroczystość w tydzień czasu powtórzyła się w drugiej parafii—Św. Ducha.


Cmentarz Katedralny

Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas Panie – tak modlono się kiedy przychodziło  „morowe powietrze”, umierali biedni i bogaci. Lekarstwa nie było.  Tylko w Bogu była nadzieja. Po zarazie zostawały zapiski w księgach zmarłych, krzyże i cmentarze choleryczne.

W tym nieszczęśliwym czasie w okolicy Łowicza, a i w dalszych stronach, po wsiach, bardzo dużo postawiono krzyży dwuramiennych (Karawika).  Stawiano je na początku i na końcu wsi, tak aby blokowały zarazie drogę. Wierzono, że krzyż będzie skuteczny tylko wtedy gdy wykona się go w ciągu jednej nocy z jednego kawałka drzewa i postawi także tej samej nocy. Przyjętym zwyczajem było, iż w czasie trwania epidemii mieszkańcom wsi nie wolno było wychodzić poza krzyż.




Łyszkowice skrzyżowanie ul. Kościelnej i Cmentarnej 


„Karawika“—w trzech wydaniach przeszło 10,000 egzemplarzy rozeszło się po kraju z Łowicza i prosto z drukarni w Warszawie (St. Niemiry). Drugiego wydania (lipiec 1894) rozeszło się z Łowicza 3000 egzemplarzy w przeciągu dwóch tygodni i w czasie tym wskutek większego zapotrzebowania wyszło wydanie trzecie.








środa, 24 grudnia 2025

Wizyta wariata z pod Skierniewic -1886 r.

 


Pewnej nocy pani Łucja , zamieszkała pod nr. 4 na Wilczej, doświadczyła przygody, która ją przyprawiła o ciężką chorobę. Już było dosyć późno i pani Łucja w najlepsze usypiała, gdy dało się słyszeć gwałtowne dzwonienie. Służąca, która poszła otworzyć drzwi, wraca niebawem oznajmiając, iż jakiś pan porządnie ubrany, chce się z panią koniecznie widzieć, Pani Łucja obawiając się złodzieja, ani myślała przystać na tę nocną zagadkową wizytę, gdy tymczasem nieznajomy, nie czekając na pozwolenie, z przedpokoju udał się przez salon do sypialni i stanął w progu. Pani Łucja śmiertelnie wystraszona poleciła służącej wezwać stróża, sama zaś rozkazującym głosem poczęła nieznajomego mężczyznę wypraszać.

— Twój brat powiedział, że będziesz moją żoną,

więc jutro musisz mnie zaślubić

— wołał szaleniec, podchodząc coraz bliżej.

Na to nadszedł stróż, a pani Ł. zemdlała.

Okazało się, iż nieznajomy był to Karol W., dzierżawca z pod Skierniewic. Cierpi on od pewnego czasu obłęd umysłowy. Kiedyś zapoznał się z bratem pani Łucji wdowy, a ten żartami powiedział, iż będzie go swatał z siostrą. Otóż mania małżeństwa utkwiła w umyśle Karola który otrzymawszy adres pani Ł., wybrał się z wizytą w nocy. Stróż dostawszy kilka dziesiątek i widząc przed sobą porządnie ubranego pana, puścił go przez bramę, a dalej Karol dzięki nieoględności służącej dostał się do wnętrza mieszkania. Musiano użyć przemocy, aby obłąkanego z miłości Karola wyprowadzić. Pani Łucja z powodu gwałtownego wzruszenia i przestrachu ciężko się rozchorowała.





poniedziałek, 22 grudnia 2025

Morderca z Finką na łąkach Niebudaka -Łowicz 1986 r.

 


W styczniu społeczeństwo Łowicza wstrząśnięte zostało bestialską zbrodnią dokonaną na 14 -letniej Justynie Sz., wzorowej uczennicy szkoły podstawowej .Przebieg zdarzeń był następujący. Krytycznego dnia 23 stycznia około godziny 16 wyszła ona z domu z zamiarem odwiedzenia chorej koleżanki na osiedlu M. Konopnickiej ,znajdującego się w odległości 3 km .Spotkała tam przyjaciółkę ,która przyszła w tym samym celu .Po krótkiej wizycie obydwie postanowiły wrócić do swoich domów .Około godziny 17:30 udały się na przystanek MZK przy stacji PKP ,lecz autobus już odjechał. W tej sytuacji koleżanka radziła m.in. Justynie by wróciła do mieszkania chorej dziewczyny .Ta jednak postanowiła iść do domu. Spieszyła się ponieważ nie zdążyła odrobić zadań z języka rosyjskiego. Koleżanka odprowadziła Justynę kawałek drogi ,rozstając się z nią na skrzyżowaniu ulic Świerczewskiego i Tkaczew .Z tego miejsca Justyna miała trzy trasy dojścia do domu: Pierwsza ,ul. Sienkiewicza – Wodociągową – Powstańców ,druga Rynek – Wodociągowa – Powstańców i trzecia najkrótsza ,Tkaczew – 1 Maja – Lenina . Wybrała tę ostatnią ,którą nigdy nie wracała ze szkoły .Zbliżała się godzina 20 ,a Justyny nie było w domu. Matka coraz bardziej zaczęła się niepokoić tym bardziej, że córka nigdy nie wracała później niż o 19. Zadzwoniła więc do męża do pracy .Nie zastała go tam ,gdyż zdążył już wyjść. Czekała na niego na ulicy ,jakby przeczuwając że stało się coś złego. Po spotkaniu poinformowała ,że córka jeszcze nie wróciła. Postanowili ją szukać .Wzięli samochód ,przejechali trasami którymi mogła iść, odwiedzili koleżanki .Bez rezultatu .Po godzinie 21 rozpoczęli poszukiwania z pracownikami zakładów pracy – gdzie obydwoje byli zatrudnieni .Na tak zwanych łąkach Niebudaka .Około 22 o fakcie zaginięcia dziewczynki powiadomiony został Rejonowy Urząd Spraw Wewnętrznych w Łowiczu. Funkcjonariusze pełniący służbę otrzymali rysopis Justyny ,ale nie podjęto działań na szerszą skalę .Zdarzało się bowiem ,że poszukiwane dziewczyny bawiły się całkiem dobrze i beztrosko .

Kiedy jednak w wyniku poszukiwań znaleziono but Justyny ,na nogi postawiona została cała łowicka milicja. Przeczucie matki ,że córce stało się coś złego potwierdziło się .Przed północą znaleziono drugi but ,a w godzinę później roznegliżowane zwłoki wsunięte pod krę lodową sadzawki. Wkrótce też natrafiono na ubranie schowane w kanale ściekowym . Wstępne oględziny wykazały ,że Justynie zadano nożem tzw. finką 14 ran., złamano jej nos i żebra .Fakt zgwałcenia wskazywał ,że morderstwa dokonano na tle seksualnym. Powołano specjalną grupę dochodzeniową pracującą dzień i noc. Zadanie nie było łatwe .Sprawca pozostawił po sobie tylko jeden włos i to bez cebulki .W czasie nocnych poszukiwań zatarto wiele śladów ,tak że pies milicyjny nie potrafił podjąć tropu zabójcy. Na dodatek spadł śnieg. Milicja podjęła rutynowe czynności. Przeprowadzono wywiady z kierowcami PKS,MZK i taksówkarzami .Legitymowano osoby przechodzące ul. Lenina . Sprawdzono niektóre meliny. Przesłuchiwano osoby karane w przeszłości za gwałty ,napady rabunkowe i bójki,a także pacjentów poradni zdrowia psychicznego. Przeprowadzono wiele rozmów z mieszkańcami osiedli wokół łąk Niebudaka .Na początku wydawało się ,że zakrojone na szeroka skalę działania milicji mogą szybko zakończyć się sukcesem . 25 stycznia poddano sprawdzeni 3 narkomanów z Warszawy .Jeden z nich miał zadrapanie na brzuchu .Okazało się ,że rana ta nie ma związku z zabójstwem ,a celem wizyty w Łowiczu był zakup słomy makowej .Zatrzymano też mężczyznę z czerwoną plamą na spodniach ,której pochodzenia nie potrafił wytłumaczyć .Ekspertyza wykazała jednak, że to nie krew .lecz farba olejna .Na początku lutego podejrzanym stał się pewien pracownik PKP .Ustalono ,że pod pretekstem niewłaściwego przejścia prze plac PKS w Łowiczu zaczepiał od pewnego czasu młode dziewczyny ,legitymował ,a następnie pod pozorem spisania personaliów prowadził rzekomo na posterunek milicji ,a faktycznie w ustronne miejsce proponując randki .Po zatrzymaniu stwierdzono u niego na palcu obrażenia .Biegły lekarz nie wypowiedział się jednak jednoznacznie czy mogło ono powstać wskutek ugryzienia .W sumie nie było podstaw do jego aresztowania ,lecz w kręgu zainteresowania milicji ,pozostawał jeszcze długi czas. Prawdziwego mordercę widziały trzy dziewczyny ,uczennice szkoły przyzakładowej ''Syntexu''przechodzące ul. Lenina .Ich spostrzeżenia pozwoliły na sporządzenie portretu pamięciowego .Ostateczna jego wersja powstała w połowie lutego ,ale ze względów technicznych nie mógł być wcześniej rozplakatowany niż 27 lutego.

Portret został rozwieszony w województwie skierniewickim ,a także w Kutnie i Głowno .Wspomniane 3 dziewczyny nie doszukały się sprawcy na pogrzebie .jak się później okazało po prostu na nim nie był . Żmudna praca milicji nie dawała w dalszym ciągu wyników .Rosła jednak liczba osób podejrzanych .W marcu jedna z przesłuchiwanych kobiet powiedział ,że jej przyjaciel wrócił pewnego styczniowego dnia nad ranem w pokrwawionym ubraniu ,twierdząc ,że na łąkach Niebudaka leży zamordowana dziewczyna. Nie mogła sobie przypomnieć daty ,ale powiedziała ,że było to wtedy ,kiedy zamknięto ruch na ul. Lenina .Okazało się ,że miało to miejsce tylko 24 stycznia .Po bliższym zbadaniu sprawy i ten trop okazał się również fałszywy. Milicja podejmowała więc dalsze pracochłonne czynności. Sprawdzono ludzi mieszkających ,pracujących czy uczących się w przeszłości w Łowiczu. Nie przyniosło to spodziewanych wyników ,więc znów uwagą skupiono na mieszkańcach Łowicza ,tym bardziej ,że ukrycie ubrania zamordowanej świadczyło o doskonałej znajomości terenu. Podejrzenia skierowano więc kolejno na lekarza uganiającego się za kobietami ,byłego mieszkańca Bełchatowa grożącego żonie nożem w czasie kłótni. Tak że na mężczyznę ,który znał Justynę i podał osoby rzekomo widzące go krytycznego dnia ,czego one nie potwierdziły .Cień na niego rzucał fakt ,że finka którą posiadał nagle zniknęła z domu .Przez pewien czas podejrzanym był również sprawca zabójstwa starszej kobiety w gminie Chąśno .Jednak użyte narzędzie zbrodni (siekiera) i sposób jej dokonania był zupełnie odmienny niż w Łowiczu stąd też dość szybko został wyeliminowany z kręgu podejrzanych. W ciągu 8 miesięcy milicja przeprowadziła kilka tysięcy rozmów, przesłuchano 900 osób. Praca ta nie poszła na marne .W czwartek 25 września w godzinach wieczornych morderca Justyny został zatrzymany ,a w sobotę aresztowany. Kim jest? 21 -letni Wiktor ,Krzysztof C. mieszkaniec Łowicza uchodził za przeciętnego obywatela .Ukończył tylko szkołę podstawową ,ale uczęszczał też do szkoły muzycznej w Kutnie i zaocznie do liceum w Łodzi .Kawaler dość inteligentny ,średniej budowy ciała .Lubił modnie się ubierać .W pracy miał dobrą opinię .Dotychczas nie wchodził w konflikt z prawem .Po dokonaniu zabójstwa ,do czego się przyznał w czasie przesłuchania już po kilku godzinach nie wychodził z domu odległego 800 metrów od miejsca popełnionej zbrodni, morderstwa Justyny. Na pogrzebie swej ofiary nie był .Zwykle chodził w okularach .Krytycznego dnia był bez nich ,lub też nie zauważyły tego uczennice ''Syntexu'' Ułatwiłoby to z pewnością poszukiwania mordercy. W domu zabójcy znaleziono finkę ,którą poddano wnikliwej ekspertyzie .

Niezależnie od tego funkcjonariusze MO będą się starali rozwikłać zagadkę czy 5 kresek na fince ma jakieś znaczenie .Być może w ten sposób morderca oznaczał inne swoje ''podboje''.

Jak doszło do znalezienia mordercy? Ustalono ,że na początku stycznia ,pewna dziewczyna został pobita na łąkach Niebudaka. Twierdziła jednak ,że to nieprawda ,że po prostu upadła .Kierujący grupą dochodzeniową ppor. Wojciech Walendzik nie mógł uwierzyć i polecił przeprowadzenie z nią dalszych rozmów ..Okazało się ,że miał intuicję. W czasie jednej z nich na początku września przyznała wreszcie ,że została pobita przez Wiktora C. a kilkanaście dni później wyznała całą prawdę .Została nie tylko pobita ,ale i zgwałcona .Przestraszona ,wystraszona przez Wiktora przyrzekła mu ,że nikomu o tym nie powie .Inaczej było z Justyną .Nawet pod groźbą finki nie chciała ulec walcząc o swój honor i życie. Zagroziła też że powiadomi milicję .To najprawdopodobniej zadecydowało ,że Wiktor C. postanowił zrealizować swój zbrodniczy zamysł .

                                                                                                                                          (DAN) 





Papież w Chruślinie – Sobocie - Walewicach i Łowiczu 1918 rok

  Miejscowi Księżacy dość długo wspominali że osobiście widzieli Papieża nie będąc w Rzymie ,bo Papież osobiście był w gościnie w ich paraf...